niedziela, 10 czerwca 2007

Terminy związane z kulturą gejsz

Nie sposób opowiadać o kulturze gejsz bez wprowadzenia kilku podstawowych terminów. W dalszych artykułach będę posługiwać się nimi, ponieważ niektóre z tych japońskich słów nie mają swoich dobrych i w miarę zwięzłych odpowiedników w języku polskim.

hanamachi - dzielnica gejsz, w skład której wchodzą: lokale organizujące przyjęcia z gejszami, domy, w których mieszkają gejsze oraz szkoły gejsz i biuro zarządzające społecznością artystyczną
okiya - dom, w którym mieszkają gejsze
ochaya - herbaciarnia w hanamachi, na ogół ekskluzywny lokal urządzony w stylu tradycyjnym, w którym odbywają się przyjęcia z gejszami
maiko - gejsza-uczennica
geiko - pełnoprawna gejsza
ozashiki - przyjęcie z udziałem gejsz, wyprawiane w ochaya

Oczywiście terminologia związana z Światem Kwiatów i Wierzb jest dużo bardziej rozbudowana. Postaram się wprowadzić jej nieco więcej w następnych artykułach.

piątek, 8 czerwca 2007

Japoński kot przynosi szczęście!

Kto wie, czy kultura japońska nie stała mi się bliska właśnie przez wszechobecność kotów?
O ile bowiem w Europie kot przez stulecia był uważany za pomiot szatana, o tyle w Japonii był zawsze najlepszym przyjacielem człowieka. Nie czymś do szczucia złodziei i utylizacji resztek jak pies, ale właśnie przyjacielem i towarzyszem.

Jedną z najlepszych Japońskich powieści wszechczasów jest utwór Natsume Sōseki pt. "Jestem kotem". Jej bohaterem jest bezimienny szylkretowy kociak, który któregoś wieczoru przybłąkał się do domu pewnego nauczyciela angielskiego, z właściwym kotom uporem znosił ciągłe wyrzucanie za próg przez służącą (na której później zemścił się kradnąc makrelę) i w końcu został zaakceptowany jako domownik.
W powieści tej roi się od kotów, bo - co znaczące - we wszystkich domach w sąsiedztwie mieszkają owe doskonałe czworonogi. Koci świat umiejętnie przeplata się z ludzkim, nasz bohater relacjonuje bowiem podsłuchane rozmowy ludzi, swoje polowania na cykady i przygody z kocimi sąsiadami.
Kotek szybko stał się ulubieńcem przyjaciół gospodarza, którzy przesyłali mu ukłony w listach i rysowali jego podobizny na karkach noworocznych.
Na zdjęciu powyżej widnieje swoisty pomnik ku czci pisarza w kampusie uczelni, którą ukończył.

Kolejnym wybitnym japońskim kotem jest najlepszy odtwórca roli drugoplanowej w filmie anime, czarny kot imieniem Jiji. Jiji jest najlepszym przyjacielem i wspólnikiem nastoletniej czarownicy imieniem Kiki. Nieco przemądrzały i arogancki, ale uczynny i zawsze skory do pomocy małej wiedźmie. Kiki dzięki magii może z nim rozmawiać, zaś Jiji jest jej tłumaczem w kontaktach ze zwierzętami.

Koty są z resztą wszechobecne w filmach Hayao Miyazaki.

W filmie "Jeżeli się wsłuchasz" ("Whisper of the heart") pojawia się tajemniczy kot imieniem Moon (chociaż nazywany jest w zasadzie rożnie, w zależności od domu, w którym się aktualnie posila). Moon przyciąga uwagę Shizuku w pociągu i prowadzi ją do niezwykłego sklepu ze starociami na przedmieściach Tokyo.
W tym samym sklepie króluje pewna droga właścicielowi figurka Barona - dżentelmena z głową kota, którego oczy zrobione są z kamieni szlachetnych i iskrzą się w słońcu. Baron zainspirował Shizuku do napisania pierwszego opowiadania.


Najbardziej niezwykłym kotem w naszej gromadce jest Kotobus w filmie "Mój sąsiad Totoro".
Kotobus to najlepszy autobus na świecie: przyjeżdża (a raczej przybiega) na każde zawołanie Totoro, dociera wszędzie i, jeśli tego wymaga usprawnienie transportu, porusza się po drutach telegraficznych (bo co to za wysiłek dla kota przejść po trochę wyższym płocie, zwłaszcza dla magicznego) oraz wspina się po drzewach. Przy okazji miauczy zamiast ryczeć klaksonem, a jego oczy jarzą się w mroku jak latarnie (bo kto to widział pojazd bez świateł). Na dodatek Kotobus to autobus pierwszej klasy, bo w środku jest mięciutki i kudłaty.
Sam zaś Totoro ma w sobie coś z kota, mianowicie charakterystycznie ukształtowany pyszczek okraszony wąsiskami i nocny tryb zycia.

Teto, pupil Nauzykai z Doliny Wiatru, też nie jest kotem. Ale ma zdecydowanie kocie ruchy i jarzące się na zielono slepia.

No i na deser najważniejszy kot w Japonii, mianowicie Maneki Neko.

Maneki Neko (dosł. "pozdrawiający kot") to najpopularniejszy japoński amulet. Na ogół dostępny w formie porcelanowych figurek, ale też jako breloczek, obrazek lub skarbonka, przynosi szczęście w interesach. Kiedy unosi lewą łapę, przyciąga klientów, kiedy unosi prawą - szczęście i bogactwo (chociaż można się spotkać z interpretacją, że jest dokładnie na odwrót). Znaczenie dla działania amuletu ma również kolor kota - kot biały z rudo-czarnymi plamami to rzadkie umaszczenie u kota rasy japońskiej i dlatego wierzy się, że maneki neko z takim umaszczeniem przynosi szczególne powodzenie. Biały kot symbolizuje czystość, czarny i czerwony odpędzają złe duchy i choroby, złoty przynosi bogactwo, różowy - szczęście w miłości, a zielony - powodzenie w nauce. Czerwona obroża z dzwoneczkiem lub wstążka na szyi to tradycyjne "przybranie" kota w bogatych domach w epoce Edo. Kot czasem trzyma w łapce monetę (zapewne dla podkreślenia, jaki z niego materialista:D).

Tak więc zastanówmy się: czy warto przypisywać tym słodkim, miłym i mądrym zwierzakom cechy diabelskie? Japończycy już dawno zmądrzeli...

sobota, 2 czerwca 2007

Zaczarowany świat Hayao Miyazaki, czyli szczęśliwe japońskie dzieci



Na temat anime jest wiele stron www, książek, fachowej prasy, a nawet trochę prac magisterskich i doktoratów. Chyba każdy gaijin słyszał cokolwiek o anime lub widział fragment "Czarodziejki z księżyca" czy "Dragon ball".

Dlatego też nie zamierzam się wymądrzać na temat anime, a bardziej skupić na swoich refleksjach nad paroma moimi ulubionymi filmami autorstwa guru anime, Miyazaki Hayao.


Żelazna Kurtyna, potem zalew kultury amerykańskiej i hollywoodzkiej sieczki, no i wszechobecny w zachodniej cywilizacji stereotyp, że "kreskówki" sztuką nie są, nie sprzyjały popularyzacji filmów pana Miyazaki w Polsce i dopiero dwie ostatnie produkcje zostały zauważalnie wprowadzone do polskich kin.


Walcząc jak lew na różne sposoby, udało mi się jak dotąd obejrzeć następujące pozycje (i zarazem prawie wszystkie "pełnometrażowce"):
- "Hauru no ugoku shiro" ("Ruchomy zamek Hauru", 2004)
- "Sen to Chihiro no kamikakushi" ("Spirited away: w krainie bogów", 2001)
- "Mononoke hime" ("Księżniczka Mononoke", 1997)
- "Kurenai no buta" ("Szkarłatny pilot", 1992)
- "Majo no takkyûbin" ("Kiki's Delivery Service", 1989)
- "Tonari no Totoro" ("Mój sąsiad Totoro", 1988)
- "Tenkû no shiro Rapyuta" ("Laputa - zamek w chmurach", 1986)
- "Kaze no tani no Naushika" ("Nauzykaa z Doliny Wiatru",1984)

Trudno streścić w kilku słowach, o czym opowiadają te filmy, z resztą podejrzewam, że profesjonalni recenzenci zrobią to lepiej ode mnie. Najważniejsze jest w nich to, że są najpiękniejszym i najbardziej skomplikowanym koncertem fantazji w światowej kinematografii. Przypuszczam, że wielką rolę odgrywa tu animacja, która ma znacznie szersze możliwości niż tradycyjne filmy z nawet najlepszymi efektami specjalnymi i scenografią. Na przykład, w filmie "Nauzykaa z Doliny Wiatru" pojawiają się dziwaczne rośliny i zwierzęta (przypuszczam, że właśnie to był zalążek koncepcji pokemonów - stworków będących dziwacznymi krzyżówkami znanych zwierząt). W "Mój sąsiad Totoro" i "Spirited away: w krainie bogów" mamy do czynienia z przenikaniem się świata bogów i ludzi. I wszędzie jest pełno magii, niezwykłości i fantazji.

Na przykładzie owych filmów widać też, jak bardzo japońska mentalność jest różna od zachodniej. Np. w "Mój sąsiad Totoro" rodzina wprowadza się do nawiedzonego domu i... cieszy się z tego! Podczas, gdy w zachodnim filmie nawiedzony dom to zawsze kłopoty i ofiary śmiertelne, pan Kusakabe idzie z Mei i Satsuki do świątyni w ramach "dobrosąsiedzkich stosunków". Kiedy dla odmiany na Zachodzie zrobiono film o przyjaznym duszku Kacperku, wyszła z tego głupia i sentymentalna papka.

I to ostatnie stwierdzenie prowadzi mnie do następującej obserwacji: filmy te są tak inteligentne i wyzute z wszelkiej egzaltacji, że mogą być interesujące zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych, niosąc zawsze ciekawe i pouczające przesłanie: że trzeba dbać o środowisko naturalne i żyć w zgodzie z naturą, że wojna jest niszczącym wszystko złem, że trzeba mieć w życiu pasję.



Myślę, że można jeszcze długo interpretować każdy film z osobna i każdy detal, ale nie będę wyręczać ewentualnych autorów prac magisterskich. Zakończę zatem mój felieton w jedyny możliwy sposób: zachęcając was z całego serca do obejrzenia tych filmów!



Moje ulubione to "Nauzykaa z Doliny Wiatru", "Mój sąsiad Totoro" i "Spirited away: w krainie bogów". A wasze?