<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-4944504084331537219</id><updated>2011-10-01T22:39:35.223+01:00</updated><category term='ciekawostki'/><category term='historia'/><category term='copyright'/><category term='muzyka'/><category term='refleksje'/><category term='piractwo'/><category term='literatura'/><category term='filmy'/><category term='moda'/><category term='sylwetki'/><category term='rozrywka'/><category term='kultura gejsz'/><category term='ogólne'/><category term='humor'/><title type='text'>Blog japonofilki</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://japonofilka.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://japonofilka.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Margotka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06198730671965600248</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/-xlPTmR3bSB8/Tad0g02EBvI/AAAAAAAAA34/hI5e0uriXhE/s220/cz-b.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>33</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4944504084331537219.post-2657203335853037499</id><published>2011-04-11T18:12:00.001+01:00</published><updated>2011-04-11T18:19:28.118+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ogólne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='piractwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='copyright'/><title type='text'>W temacie praw autorskich</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;Drodzy czytelnicy,&lt;br /&gt;Wciąż nie mogę się otrząsnąć po odkryciu wczorajszego wieczora pewnego bloga. Blog ów, zatytułowany "japonofilka", składał się z kilku notek żywcem przekopiowanych z mojego wychuchanego, wypieszczonego bloga japonofilki. Autorka bloga była nawet na tyle śmiała, że skopiowała pierwszy, powitalny wpis&amp;nbsp;&lt;a href="http://japonofilka.blogspot.com/2007/01/ichi-ni-san-prba-mikrofonu.html"&gt;"ichi... ni... san... próba mikrofonu!"&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Googlając swój pseudonim i adres bloga znalazłam kilka artykułów, które korzystały z moich notek. Nie wiedziałam o ich istnieniu i mocno się zdziwiłam, że znalazłam się na wykop.pl, w linkowniach na paru blogach, a nawet obficie cytowana w pewnym blogu o anime. Wzmianka o blogu japonofilki ukazała się na następujących stronach:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.looksfery.com/modopedia/haslo/issey_miyake"&gt;http://www.looksfery.com/modopedia/haslo/issey_miyake&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.wykop.pl/link/173209/japonska-moda-uliczna/"&gt;http://www.wykop.pl/link/173209/japonska-moda-uliczna/&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://anime-i-japonia-i-inne.blog.onet.pl/japonskie-style-lolita,2,ID418916897,n"&gt;http://anime-i-japonia-i-inne.blog.onet.pl/japonskie-style-lolita,2,ID418916897,n&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://margo.jogger.pl/"&gt;http://margo.jogger.pl/&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://anansi.pinger.pl/m/2164488"&gt;http://anansi.pinger.pl/m/2164488&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://chce.to/p21391/stroj-gejszy"&gt;http://chce.to/p21391/stroj-gejszy&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.japonka.pl/flashe/Gejsze.html"&gt;http://www.japonka.pl/flashe/Gejsze.html&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem wzruszona tym, że mój blog zainspirował innych. Szkoda, że nie zostałam powiadomiona wcześniej o tych wszystkich cytatach, bo bardzo chętnie umieściłabym linki tutaj, co czynię poniewczasie. W każdym z powyższych przypadków adres bloga japonofilki był podany jako źródło, więc nie mam żalu o cytaty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale mam żal o to, że ktoś tak beztrosko skopiował, wkleił i podpisał się pod czymś, w co włożyłam wiele serca i wysiłku. Generalnie nie dbam o znaki wodne na fotografiach, które umieszczam w sieci, bo wiem, że nie jestem żadną Annie Leibowitz i każdy mógłby wpaść na ten sam pomysł na ujęcie, na który jakimś cudem wpadłam ja. Ale pisanie wymaga więcej czasu. Wierzcie lub nie, ale w każdą notkę, którą umieszczam na blogu, wkładam sporo pracy: wyszukuję stosownych ilustracji, szukam informacji, nierzadko czytam książki, pomysły dojrzewają w mojej głowie przez pewien czas i wtedy piszę. Wydaje mi się niemoralnym podpisywanie się pod moją pisaniną, którą tworzyłam w ramach hobby, bez wynagrodzenia, dla czystej przyjemności, ale z nie mniejszym zaangażowaniem niż moją pracę zawodową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego apeluję do wszystkich tych, którym podobają się moje blogi: jeżeli chcecie mnie zacytować, przynajmniej podajcie źródło i byłoby również miło, gdybyście mnie powiadomili o takowym zamiarze. Jestem miła, szczodra i nie gryzę, ale mam wielką wadę - nie znoszę niesprawiedliwości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałam również z tego miejsca serdecznie podziękować administratorom serwisu pinger.pl za szybką reakcję. Świetna robota!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeżeli któryś z czytelników mógłby mi doradzić program do śledzenia plagiatu w sieci lub sposób na zabezpieczenie tekstu przed kopiowaniem, zapraszam do podzielenia się uwagami w komentarzach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziękuję i pozdrawiam wszystkich uczciwych czytelników,&lt;br /&gt;Margot - Japonofilka&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na deser - historia pewnego krzyku i fotografii, której sława wyprzedziła fotografa. Polecam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="349" src="http://www.youtube.com/embed/A5lEMIf7_FM" title="YouTube video player" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4944504084331537219-2657203335853037499?l=japonofilka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://japonofilka.blogspot.com/feeds/2657203335853037499/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4944504084331537219&amp;postID=2657203335853037499' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/2657203335853037499'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/2657203335853037499'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://japonofilka.blogspot.com/2011/04/w-temacie-praw-autorskich.html' title='W temacie praw autorskich'/><author><name>Margotka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06198730671965600248</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/-xlPTmR3bSB8/Tad0g02EBvI/AAAAAAAAA34/hI5e0uriXhE/s220/cz-b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/A5lEMIf7_FM/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4944504084331537219.post-1708412097806902405</id><published>2009-09-26T11:54:00.000+01:00</published><updated>2009-09-26T11:54:25.903+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ogólne'/><title type='text'>Japonofilka w nowej odsłonie</title><content type='html'>&lt;br/&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Drodzy czytelnicy!&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ukrywam, że z przyjemnością i wielkim zdumieniem przeczytałam komentarze pod ostatnim, "pożegnalnym", postem wyrażające żal spowodowany zawieszeniem mojej działalności na łamach niniejszego bloga. Nie sądziłam, że w otchłani blogosfery zaznaczyłam w jakikolwiek sposób swoją obecność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak zapowiadałam, powróciłam! Blog azjofilki już założony, pierwsze notki w drodze.&lt;br /&gt;Zapraszam pod adres:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://azjofilka.blogspot.com/"&gt;http://azjofilka.blogspot.com/&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4944504084331537219-1708412097806902405?l=japonofilka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://japonofilka.blogspot.com/feeds/1708412097806902405/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4944504084331537219&amp;postID=1708412097806902405' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/1708412097806902405'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/1708412097806902405'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://japonofilka.blogspot.com/2009/09/japonofilka-w-nowej-odsonie.html' title='Japonofilka w nowej odsłonie'/><author><name>Margotka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06198730671965600248</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/-xlPTmR3bSB8/Tad0g02EBvI/AAAAAAAAA34/hI5e0uriXhE/s220/cz-b.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4944504084331537219.post-8564986703739150483</id><published>2009-01-24T14:56:00.009Z</published><updated>2009-01-24T15:54:17.100Z</updated><title type='text'>Sayonara!</title><content type='html'>&lt;br/&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Drodzy czytelnicy!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niniejszym ogłaszam, że z dniem dzisiejszym Blog Japonofilki zawiesza bezterminowo swoją działalność.&lt;br /&gt;Powód jest taki, że nie mam już dla tego bloga serca i czasu. Czasu - bo dużo pracuję zawodowo i prowadzę jeszcze kilka rodzajów działalności w internecie. Serca - bo wszystko, co tu piszę ostatnio, wydaje mi się sztuczne, oklepane i bez fantazji.&lt;br /&gt;Chodzi mi po głowie częściowe wznowienie tego projektu, ale w nieco szerszym kontekście, na razie nazwałam to roboczo "blogiem azjofilki". Być może tchnę więcej życia w ten pomysł, gdyż pracuję z wieloma Hindusami i Chińczykami (a niestety, Japończyków w moim otoczeniu brak) - tak więc, miałabym więcej danych i spektrum pomysłów poszerzyłoby się znacznie. Pożyjemy, zobaczymy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Póki co, zostawię tego bloga na tapecie, żeby ewentualni zainteresowani mogli poczytać stare notki. Polecam też waszej uwadze sekcje po lewej: linki i dynamiczne informacje o nowościach na dwóch znamienitych japonofilskich blogach: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SXsw6Xoc7tI/AAAAAAAAAes/a88XtXhbPrQ/s1600-h/header.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 100px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SXsw6Xoc7tI/AAAAAAAAAes/a88XtXhbPrQ/s400/header.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5294879566238379730" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://kantanda.wordpress.com"&gt;Kantanda&lt;/a&gt; - ciekawy blog dla uczących się języka japońskiego. Nie może służyć jako pełny kurs, ale na pewno jako świetna pomoc. Mizuu pokazuje ciekawe sztuczki, informuje o kursach i jak trzeba, zruga tych, którzy myślą, że wiedzą już wszystko :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SXsxN2mWr7I/AAAAAAAAAe0/MFSLotDpgSE/s1600-h/mazzilogo5.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 180px; height: 109px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SXsxN2mWr7I/AAAAAAAAAe0/MFSLotDpgSE/s400/mazzilogo5.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5294879900968595378" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://mazzi.wordpress.com"&gt;Japonia - Mazzi.pl&lt;/a&gt; - pewien maniak Japonii i dziennikarz wyszukuje różne ciekawostki i wiadomości z Kraju Kwitnącej Wiśni. Czasami wesołe, czasami pikantne, czasami porażająco praktyczne ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cokolwiek kiedykolwiek napisałam lub chciałam napisać, tamci dwoje napisali już dawno temu, i to dużo lepiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeżeli ktoś ma jeszcze pomysł na dodanie tutaj jakichś ciekawych linków i dynamicznych zakładek, to proszę o informacje w komentarzu. Chętnie udostępnię tę stronę jako nawigację dla wszystkich japonofili, którzy tu zabłądzą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Korzystając z okazji, chciałam też polecić inne miejsca w sieci, gdzie przebywa trochę bardziej europejska i trochę bardziej osobista ja:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SXs1BhY2krI/AAAAAAAAAe8/P2IAlx8Rchc/s1600-h/banner.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 86px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SXs1BhY2krI/AAAAAAAAAe8/P2IAlx8Rchc/s400/banner.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5294884087162901170" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;li/&gt;&lt;a href="http://margotka.ovh.org"&gt;Moja strona domowa&lt;/a&gt; - właściwie nic ciekawego, trochę osobistych informacji o mnie, zdjęć mojej osoby i nawigacja w inne miejsca&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SXs16Ee0FMI/AAAAAAAAAfE/sWcLR6ZZLXI/s1600-h/fuckt-banner.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 68px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SXs16Ee0FMI/AAAAAAAAAfE/sWcLR6ZZLXI/s400/fuckt-banner.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5294885058655818946" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;li/&gt;&lt;a href="http://joemonster.org/blog/margot"&gt;Mój blog na joemonster.org&lt;/a&gt; - piszę o najbardziej interesującej istocie na świecie, czyli sobie ;) Trochę kompromitująco, trochę ironiczne, trochę od serca. Przede wszystkim staram się, żeby było zabawnie i ciekawie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;li/&gt;&lt;a href="http://margotka.deviantart.com"&gt;Mój profil na deviantart.com&lt;/a&gt; - nie mam może wypasionej lustrzanki i zastępu obiektywów, ale mam niezłe oko i bywam w ciekawych miejscach. Serdecznie polecam zwiedzenie Dublina w moim obiektywie.&lt;br /&gt;&lt;object width="450" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://backend.deviantart.com/embed/view.swf" /&gt;&lt;param name="flashvars" value="id=101347008&amp;width=1337" /&gt;&lt;param name="allowScriptAccess" value="always" /&gt;&lt;embed src="http://backend.deviantart.com/embed/view.swf" type="application/x-shockwave-flash" width="450" flashvars="id=101347008&amp;width=1337" height="385" allowscriptaccess="always"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.deviantart.com/deviation/101347008/"&gt;Liffey by night 3&lt;/a&gt; by *&lt;a class="u" href="http://margotka.deviantart.com/"&gt;Margotka&lt;/a&gt; on &lt;a href="http://www.deviantart.com"&gt;deviant&lt;/a&gt;&lt;a href="http://www.deviantart.com"&gt;ART&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SXs4BKX7BFI/AAAAAAAAAfM/Er7HYmjMEj8/s1600-h/Untitled.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 258px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SXs4BKX7BFI/AAAAAAAAAfM/Er7HYmjMEj8/s400/Untitled.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5294887379519865938" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;li/&gt;&lt;a href="http://www.4shared.com/dir/12047973/6a8d63ad/Pizama_records.html"&gt;Różne piosenki w moim wykonaniu&lt;/a&gt; - od niedawna wracam do korzeni i po godzinach męczę struny głosowe i struny gitary. Jak na razie tylko covery i piosenki bez copyright (harcerskie, poezja śpiewana, turystyczne), ale dojrzewam do czegoś bardziej autorskiego. Niektórzy twierdzą, że mam przyjemny głos i nieźle gram.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do następnego spotkania gdzieś w sieci, drodzy japonofile! Pozdrawiam,&lt;br /&gt;Małgorzata-japonofilka&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4944504084331537219-8564986703739150483?l=japonofilka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://japonofilka.blogspot.com/feeds/8564986703739150483/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4944504084331537219&amp;postID=8564986703739150483' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/8564986703739150483'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/8564986703739150483'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://japonofilka.blogspot.com/2009/01/sayonara.html' title='Sayonara!'/><author><name>Margotka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06198730671965600248</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/-xlPTmR3bSB8/Tad0g02EBvI/AAAAAAAAA34/hI5e0uriXhE/s220/cz-b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SXsw6Xoc7tI/AAAAAAAAAes/a88XtXhbPrQ/s72-c/header.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4944504084331537219.post-5750553120956960963</id><published>2008-12-21T21:11:00.018Z</published><updated>2008-12-26T02:47:51.900Z</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rozrywka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Girls rock! (and swing)</title><content type='html'>&lt;br/&gt;&lt;br /&gt;Już jakiś czas temu zwierzałam się w notce &lt;a href="http://japonofilka.blogspot.com/2008/03/jazz-zamiast-harcerstwa.html"&gt;"Jazz zamiast harcerstwa"&lt;/a&gt;, dlaczego mam ogromny sentyment do zjawiska młodzieżowych zespołów muzycznych, zwłaszcza jazzowych. Tak się ciekawie złożyło, że ostatnio miałam okazję obejrzeć kilka bardzo fajnych filmów o podobnej tematyce, które gorąco polecam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;font-size:14pt;"&gt;It don't mean a thing...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SU63t8RXpmI/AAAAAAAAAc4/inSPdX_8P-g/s1600-h/poster_swing_girls.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0px 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 141px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SU63t8RXpmI/AAAAAAAAAc4/inSPdX_8P-g/s200/poster_swing_girls.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5282361412853147234" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;small&gt;"Swing girls"&lt;br /&gt;rok produkcji: 2004&lt;br /&gt;reżyseria: Shinobu Yaguchi&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt0435434/" target="_blank"&gt;więcej o filmie w IMDB...&lt;/a&gt;&lt;/small&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Grupa dziewcząt w pewnym prowincjonalnym liceum ostentacyjnie okazuje brak zainteresowania wszystkimi i wszystkim: wakacyjnym lekcjom matematyki, nauczycielom, szkolnej orkiestrze dętej, a zwłaszcza muzyce jazzowej. Jednakże, pewnego słonecznego popołudnia, kiedy dostarczają rzeczonej orkiestrze nieświeży lunch i niechcący wysyłają ich do szpitala na kilka dni, muszą się nagle zainteresować graniem na instrumentach, żeby reprezentować szkołę na festiwalu muzycznym. Początkowo są nieco przekorne i niechętne, ale w końcu odnajdują się w sytuacji, i nawet kiedy zjawia się z powrotem bardziej doświadczona orkiestra, dziewczęta z uporem maniaka kontynuują próby.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SU7ABB6O22I/AAAAAAAAAdQ/PlNGM0-XfJU/s1600-h/swing_girls2.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:10px 10px 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 215px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SU7ABB6O22I/AAAAAAAAAdQ/PlNGM0-XfJU/s320/swing_girls2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5282370536877251426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Przeszkody, jakie napotykają na swojej drodze początkujący muzycy, są czasem trudne do przeskoczenia. Najpierw trzeba kupić instrumenty - używane, bo na nowe nikogo nie stać. Potem trzeba naprawić instrumenty. Potem znaleźć miejsce na próby. Potem trzeba przekonać gitarzystki, że nie grają już w swoim zespole rockowym. Potem nauczyć się, co to synkopa. No i nauczyć się paru utworów. Nauczyć się grać równo. Przygotować uniformy. Tyle roboty...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale efekt jest wart zachodu!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/j4rgdf45H50&amp;hl=en&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/j4rgdf45H50&amp;hl=en&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film jest niesamowicie zabawny, pogodny i wzruszający. Polecam z całego serca na poprawę humoru po ciężkim dniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;font-size:14pt;"&gt;Glamorous girl&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SU67YnUgqkI/AAAAAAAAAdA/grvqeWaSsFI/s1600-h/poster_nana.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 141px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SU67YnUgqkI/AAAAAAAAAdA/grvqeWaSsFI/s200/poster_nana.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5282365444498434626" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;small&gt;"Nana"&lt;br /&gt;rok produkcji: 2005&lt;br /&gt;reżyseria: Kentarô Ôtani&lt;br /&gt;scenariusz na motywach mangi autorstwa Ai Yazawa&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt0471834/" target="_blank"&gt;więcej o filmie w IMDB...&lt;/a&gt;&lt;/small&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnego jesiennego wieczoru w pociągu do Tokyo spotykają się dwie dwudziestolatki. Łączy ich ten sam wiek i imię: Nana. Dzieli ich wszystko inne: sposób ubierania się, zainteresowania, plany na przyszłość, powód przyjazdu do Tokyo, temperament... Jednakże, parę dni po podróży los połączy ich znowu, we wspólnie wynajmowanym mieszkaniu. Mimo różnic, a może właśnie dzięki nim, dziewczyny połączy wielka przyjaźń, która przyniesie im obu oparcie i ukojenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SVQ3MkLgqsI/AAAAAAAAAdY/88vMkwPFwG0/s1600-h/nana1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 221px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SVQ3MkLgqsI/AAAAAAAAAdY/88vMkwPFwG0/s400/nana1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5283908951822346946" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Początkowo trohę nieufnie podchodziłam do tego filmu, zwłaszcza głównych postaci, nieco przerysowanych - ale przestało mnie to dziwić, kiedy dowiedziałam się, że fabuła jest oparta na mandze. Trzeba przyznać, że rzadko zdarza się tak wierne przełożenie komiksowej estetyki na warunki fabularne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SVQ4rRNsYiI/AAAAAAAAAdg/_FAjgTScgTk/s1600-h/nana2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 286px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SVQ4rRNsYiI/AAAAAAAAAdg/_FAjgTScgTk/s400/nana2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5283910578818802210" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fabuła jest raczej babska, nieco zakrawająca na romansidło, ale przy tym dość pouczająca i wciągająca. No i muzyka, która odgrywa znaczącą rolę w filmie - miła dla uszu miłośników j-rocka. Na próbę: najbardziej znany przebój z filmu, piosenka "Glamorous days".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/7xVls3coIoc&amp;hl=en&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/7xVls3coIoc&amp;hl=en&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Reasumując: film, który może nie powali na kolana, ani nie wniesie nic nowego do waszego życia, ale na pewno dostarczy dobrej rozrywki. Swoją drogą, mały ptaszek mi powiedział, że na motywach owej mangi powstał też serial anime - więc, drodzy czytelnicy, gdyby ktoś coś wiedział, jak mogę to zdobyć, to poproszę o cynk ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;font-size:14pt;"&gt;Girls rock!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SVQ7N6eyLHI/AAAAAAAAAdo/PWhnHFUQECc/s1600-h/lindalindalindafilmpy9.png"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 144px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SVQ7N6eyLHI/AAAAAAAAAdo/PWhnHFUQECc/s200/lindalindalindafilmpy9.png" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5283913373035146354" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;small&gt;"Linda, Linda, Linda"&lt;br /&gt;rok produkcji: 2005&lt;br /&gt;reżyseria: Nobuhiro Yamashita&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt0468795/" target="_blank"&gt;więcej o filmie w IMDB...&lt;/a&gt;&lt;/small&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Japońskie liceum, gdzieś na prowincji. Dość osobliwa szkoła, która ma nieźle wyposażoną salę muzyczną i kilka amatorskich zespołów rockowych. Jednym z nich jest żeński zespół, w którym grają Kyoko, Kei i Nozumi. Niestety, jak to wśród dziewczyn w wieku szkolnym bywa: dwie się obrażają na siebie, inna łamie rękę na meczu koszykówki... Band stoi na krawędzi rozpadu, kiedy Kei dość spontanicznie rekrutuje do zespołu uczennicę z wymiany międzynarodowej, Koreankę imieniem Son. Dziewczęta mają kilka dni i nocy, żeby opanować trzy piosenki z repertuaru legendarnej japońskiej grupy punkowej z lat 80., The Blue Hearts. Son ma jeszcze mniej czasu, żeby opanować japoński na tyle dobrze, by móc zaśpiewać. Kei musi opanować grę na gitarze. Oprócz tego serce nie sługa i paru szkolnych zalotników usilnie usiłuje rozproszyć nasze początkujące artystki. Czy dziewczynkom się uda?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SVRC0xHwspI/AAAAAAAAAdw/-RJssGGB4e0/s1600-h/lindalindalinda.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 301px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SVRC0xHwspI/AAAAAAAAAdw/-RJssGGB4e0/s400/lindalindalinda.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5283921737118954130" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, że tak, ale zakończenie filmu to akurat najmniej znaczący element tej historii. Dlatego chyba nikt nie będzie mi miał za złe, że na zachętę pokażę scenę finałową...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/R5cgwB47f7I&amp;hl=en&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/R5cgwB47f7I&amp;hl=en&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właśnie ten film z całej trójki uważam za najciekawszy i najbardziej godny polecenia. Może nie dlatego, że odbiega jakoś poziomem artystycznym od pozostałych, ale z powodu kilku drobniejszych "smaczków":&lt;br /&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Niepowtarzalny klimat japońskiej komedii:&lt;/span&gt; "Swing girls", jakkolwiek przezabawny i ogólnie fantastyczny, jest nieco rubaszny. "Linda, Linda, Linda" to komedia bardziej w stylu japońskim: raczej mało płynne dialogi, trochę dłużyzn i fabuła prowadzona w sposób mało oczywisty (zwłaszcza sam początek). Dla mało obeznanych z japońską komedią może się to wydać trochę nużące, ale naprawdę zachęcam do spróbowania. Osobiście wolę filmy, w których trzeba włączyć mózg, nawet, jeżeli mają być rozrywkowe.&lt;br /&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;The Blue Hearts&lt;/span&gt; - uważany za jeden z najbardziej wywrotowych zespołów w historii japońskiego rocka, często przyrównywany do The Clash i Sex Pistols. Świetny punk rock i doskonała odtrutka na nijakie pioseneczki zespołów Visual Kei (których osobiście nie lubię, z małymi wyjątkami).&lt;br /&gt;Dla porównania: utwór "Linda Linda", wykonywany również przez nasze dzielne dziewczyny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/NFvxpwFDeYE&amp;hl=en&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/NFvxpwFDeYE&amp;hl=en&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Serdecznie polecam te filmy wszystkim japonofilom i muzykoholikom, wszystkim zdołowanym zimowym niedoborem światła, wszystkim, którzy po cichu brzdąkają na gitarze w domach, chociaż mogliby oglądać telewizję aż zasną, no i przede wszystkim - lubiącym się pośmiać i dobrze pobawić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;small&gt;&lt;br /&gt;O filmach zapewne nie tylko bym nie usłyszała, ale i też nie mogła ich obejrzeć, gdyby nie pewien ciekawy blog znaleziony w otchłaniach internetu:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://thewired.blogetery.com/"&gt;The Wired&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Polecam :)&lt;br /&gt;&lt;/small&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4944504084331537219-5750553120956960963?l=japonofilka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://japonofilka.blogspot.com/feeds/5750553120956960963/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4944504084331537219&amp;postID=5750553120956960963' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/5750553120956960963'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/5750553120956960963'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://japonofilka.blogspot.com/2008/12/girls-rock-and-swing.html' title='Girls rock! (and swing)'/><author><name>Margotka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06198730671965600248</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/-xlPTmR3bSB8/Tad0g02EBvI/AAAAAAAAA34/hI5e0uriXhE/s220/cz-b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SU63t8RXpmI/AAAAAAAAAc4/inSPdX_8P-g/s72-c/poster_swing_girls.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4944504084331537219.post-969719055048904630</id><published>2008-10-21T20:57:00.021+01:00</published><updated>2008-10-22T15:21:12.264+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ciekawostki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='refleksje'/><title type='text'>Zatańczymy?</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;...czyli "Shall we dansu?" kontra "Shall we dance?".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br/&gt;&lt;br /&gt;Właściwie to wszystko zrobiłam na opak. Najpierw zobaczyłam wersję amerykańską, potem usłyszałam o japońskiej, która była pierwowzorem, a potem zobaczyłam wersję japońską.&lt;br /&gt;Jeśli chodzi o sam film - cóż, ograniczę się do stwierdzenia, że warto zobaczyć którąkolwiek wersję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SP48jaP4_oI/AAAAAAAAAW0/9lFOEJwCRM0/s1600-h/plakat.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SP48jaP4_oI/AAAAAAAAAW0/9lFOEJwCRM0/s400/plakat.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5259707993854377602" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Historia wygląda następująco: zmęczony rutyną i obowiązkami wobec rodziny salaryman, podczas jazdy pociągiem do domu, po kolejnym męczącym dniu w pracy, dostrzega w oknie szkoły tańca młodą kobietę o melancholijnym spojrzeniu. Po paru dniach postanawia zapisać się na kursy do owej szkoły, aby lepiej poznać smutne dziewczę, które wypatrzył z okna pociągu, lecz nie spodziewając się wcale, że taniec stanie się jego nowym hobby, któremu poświęci się z wielką ochotą, i że podstawy quickstepa i walca pomogą mu odnaleźć radość życia i spotkać prawdziwych przyjaciół.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SP5Bajn5OuI/AAAAAAAAAW8/v-qNJbvSb_0/s1600-h/bl_bohater.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SP5Bajn5OuI/AAAAAAAAAW8/v-qNJbvSb_0/s400/bl_bohater.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5259713339310291682" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jak już wspomniałam, trudno mi się właściwie zdecydować, który film był lepszy. Generalnie pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to że &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;wersja amerykańska jest dość dokładnie zerżnięta z japońskiej!&lt;/span&gt; Jestem głęboko oburzona tym brakiem kreatywności. Historia nie przyniosła mi żadnej niespodzianki, nawet niektóre dialogi zostały skopiowane, oczywiście wiekszość gagów, a nawet sposób zachowania niektórych bohaterów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SP5JNqsNAaI/AAAAAAAAAXM/sxKVYiEKjbE/s1600-h/nauczycielki.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SP5JNqsNAaI/AAAAAAAAAXM/sxKVYiEKjbE/s400/nauczycielki.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5259721913962135970" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jednakże, kiedy bliżej się przyjrzeć obu filmom, można zaobserwować nie tylko ciekawą różnicę obyczajów w obu krajach, ale też to, jak zmieniła się moda i zapatrywania filmowców na taniec przez te 8 lat między powstaniem obu filmów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;odtwórczyni roli smutnego dziewczęcia&lt;/span&gt; - jeżeli chodzi o względy czysto wizualne, wolę J. Lo (możecie sobie darować teksty o szerokim tyłku; J.Lo jest najseksowniejsza na świecie i basta!). Jeżeli chodzi o ich taniec - tu jest duża przepaść. Paulina w wolnych chwilach wywija piruety w dresach, Mai zawsze chodzi w eleganckich, zwiewnych spódnicach. J.Lo jest mimo wszystko tylko aktorką filmową i gwiazdą pop, a Tamiyo Kusakari była tancerką baletową. To widać choćby w jej postawie i ruchach: prościutka jak struna i wydaje się płynąć nad parkietem podczas tańca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;wygląd bohaterów&lt;/span&gt; - w ciekawostkach o "Shall we dansu?" wyczytałam, że twórcy filmu mieli ogromny dylemat, czy właściwym posunięciem będzie obsadzenie Koji Yakusho w głównej roli, gdyż jest on zbyt przystojny i elegancki. Najwidoczniej taka im przyświecała idea: "zwykli ludzie odmieniają swoje życie poprzez taniec" (oprócz Mai, która jest księżniczką w wysokiej wieży). Bohaterowie są wszyscy ubrani nieciekawie (swoją drogą, ta moda wczesnych lat 90. jest obrzydliwa), kobiety mają śladowe ilości makijażu i zwykłe fryzury, są też, delikatnie mówiąc, niezbyt szczupłe. Amerykanie musieli to oczywiście podkolorować i wygładzić: główny bohater nosi drogie garnitury (i jest prawnikiem, który nigdy nie narzeka na finanse), jeden z trójki kursantów w szkole tańca jest czarny (wiwat PC!), kierowniczka szkoły tańca popija (cóż za dramatyzm...), Pauline wywodzi się z rodziny prowadzącej pralnię chemiczną, czyli z ludu (rodzice Mai są właścicielami szkoły tańca), samotna mamuśka wygląda atrakcyjnie (ta w japońskiej wersji jest dość korpulentna, ale zwinna), żona głównego bohatera jest obiektem uwielbienia wszystkich poza własnym mężem (pani Sugiyama to typowa, japońska żona: szara myszka czekająca na męża z kolacją). Cóż, widocznie tak trzeba, żeby zatrzymać przed ekranem przeciętnego ciamkacza popcornu.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SP5R-iROaeI/AAAAAAAAAXU/S_nnYr3DTYk/s1600-h/uczniowie.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SP5R-iROaeI/AAAAAAAAAXU/S_nnYr3DTYk/s400/uczniowie.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5259731549608110562" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;bardziej śmiały taniec&lt;/span&gt; - wersja amerykańska postawiła na latynoskiego ducha, troszkę więcej golizny i szczyptę improwizacji (vide J.Lo i Gere tańczący do utworu Gotan Project). Taniec w wersji japońskiej jest bardziej sztywny i konserwatywny, scena "sam na sam" między młodą nauczycielką i głównym bohaterem polega na rozmowie, a nie śmiałym tańcu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SP5V87iY2lI/AAAAAAAAAXc/_3AlUEmlKzM/s1600-h/pary.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SP5V87iY2lI/AAAAAAAAAXc/_3AlUEmlKzM/s400/pary.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5259735920077757010" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak więc, naprawdę trudno mi się zdecydować, który z tych dwóch filmów jest lepszy. W gruncie rzeczy są do siebie bardzo podobne i to już wpływa na niekorzyść wersji amerykańskiej, bo po prostu Japończycy byli pierwsi. Richard Gere i Koji Yakusho równie oszałamiająco przystojni. Moda i muzyka zasadniczo lepsza w wersji amerykańskiej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest jednakże jeden, dość ważny według mnie, szczegół, który pominięto w wersji amerykańskiej. Chodzi o historię Mai/Pauliny. Zwróćmy uwagę, że Paulina nie opowiada naprawdę jasno, co się stało w finałach w Blackpool, gdzie poniosła klęskę. Generalnie Paulina jest dość nudną postacią i więcej wygląda niż mówi. Mai ma historię i jest swego rodzaju przeciwwagą dla reszty bohaterów, "zwykłych" ludzi, którzy cieszą się tańcem. Nie zdradzę bliższych szczegółów, bo nie chcę psuć niespodzianki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Staram się być uczciwa i nie potępiać w czambuł wszystkiego co amerykańskie, chwaląc wszystko co japońskie. Dlatego wszystkim skonsternowanym radzę: obejrzyjcie oba i sami zdecydujcie, co wolicie.&lt;br /&gt;&lt;small&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt0117615/"&gt;Shall we dansu?&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;rok produkcji: 1996&lt;br /&gt;scenariusz i reżyseria: Masayuki Soo&lt;br /&gt;występują: Koji Yakusho, Tamiyo Kusakari, Eriko Watanabe, Naoto Takenaka, Hideko Hara i inni&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt0358135/"&gt;Shall we dance&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;rok produkcji: 2004&lt;br /&gt;scenariusz: Masayuki Suo, Audrey Wells&lt;br /&gt;reżyseria: Peter Chelsom&lt;br /&gt;występują: Richard Gere, Jennifer Lopez, Susan Sarandon, Stanley Tucci, Lisa Ann Walter i inni &lt;br /&gt;&lt;/small&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4944504084331537219-969719055048904630?l=japonofilka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://japonofilka.blogspot.com/feeds/969719055048904630/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4944504084331537219&amp;postID=969719055048904630' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/969719055048904630'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/969719055048904630'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://japonofilka.blogspot.com/2008/10/zataczymy.html' title='Zatańczymy?'/><author><name>Margotka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06198730671965600248</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/-xlPTmR3bSB8/Tad0g02EBvI/AAAAAAAAA34/hI5e0uriXhE/s220/cz-b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SP48jaP4_oI/AAAAAAAAAW0/9lFOEJwCRM0/s72-c/plakat.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4944504084331537219.post-5252553948585177448</id><published>2008-10-09T21:15:00.054+01:00</published><updated>2008-10-11T17:09:37.645+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sylwetki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='moda'/><title type='text'>Odyseja tekstylna</title><content type='html'>&lt;br/&gt;W trakcie szukania w sieci materiałów do niniejszego bloga zauważyłam, że w internecie można znależć wiele artykułów, filmików i nawet całych blogów poświęconych japońskiej street fashion, ale dużo mniej pisze się o japońskich markach luksusowych. Dlatego, żeby zachować równowagę między totalnym odlotem a dobrym smakiem, spróbuję trochę popisać również o modzie z tzw. górnej półki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na pierwszy ogień pójdzie marka, która gości w mojej kolekcji perfum i zajmuje bliskie memu nosowi miejsce - &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Issey Miyake&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SPBwnIIWSRI/AAAAAAAAAU0/c4kSsWVlOlM/s1600-h/miyake_people.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SPBwnIIWSRI/AAAAAAAAAU0/c4kSsWVlOlM/s400/miyake_people.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5255824582641076498" /&gt;&lt;/a&gt;Miyake Issei urodził się w 1935 roku w Hiroszimie. Studiował na tokijskiej Akademii Sztuk Tama. W latach 60. XX wieku wyjechał do Paryża, potem do Nowego Jorku. W 1971 roku powrócił do Japonii i otworzył studio. W 1973 roku miała miejsce premiera jego pierwszej kolekcji , pokazy odbyły się w Tokyo i w Nowym Jorku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś nazwiskiem Issey Miyake firmowane jest kilka marek:&lt;br /&gt;- &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Issey Miyake&lt;/span&gt; - główna linia odzieżowa, kolekcje damska i męska, projektowane przez Naoki Takizawa (do 2007 r.) i Dai Fujiwara&lt;br /&gt;- &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Pleats Please&lt;/span&gt; - linia tkanin, o której za chwilę&lt;br /&gt;- &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Issey Miyake Fête&lt;/span&gt; - kolorowa kolekcja damska, ubiory szyte z tkaniny pleats please.&lt;br /&gt;- &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;me Issey Miyake&lt;/span&gt; - nowatorska linia T-shirtów, przeznaczona na rynek amerykański&lt;br /&gt;- &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;A-POC&lt;/span&gt; - czyli "a piece of cloth"&lt;br /&gt;- &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Issey Miyake Watches&lt;/span&gt; - eleganckie i nowoczesne damskie i męskie zagarki na rękę&lt;br /&gt;- &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Haat&lt;/span&gt; - damska linia odzieżowa, stworzona przez jednego z projektantów tkanin w Issey Miyake, Makiko Minagawa&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oprócz tego Issey Miyake, jak większość markowych producentów odzieży, ma swoją linię perfum, &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;L'eau d'Issey&lt;/span&gt;, produkowaną przez departament outsourcingowy Shiseido.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miyake Issei odszedł w 1996 roku na projektancką emeryturę i dziś zajmuje się działalnością popularyzatorsko-badawczą. W marcu 2007 jego fundacja, The Miyake Issey Foundation, otworzyła w tokijskiej dzielnicy Roppongi &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;21-21 Design Sight&lt;/span&gt; - muzeum i centrum badawcze, gdzie pracuje się nad nowoczesnymi technikami pozyskiwania tkanin i tworzyw, a także muzeum mody. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SPB9Cw8HA7I/AAAAAAAAAU8/VMtjF_pJ2Yk/s1600-h/sukienka_pleatsplease.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SPB9Cw8HA7I/AAAAAAAAAU8/VMtjF_pJ2Yk/s320/sukienka_pleatsplease.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5255838251591599026" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight:bold;font-size:16pt"&gt;Niech żyją plisy!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapewne niejedna z czytelniczek musiała w dzieciństwie nosić plisowaną spódniczkę na szkolne akademie. Ale tkanina Pleats Please nie ma nic wspolnego z tym koszmarem stylistycznym z dzieciństwa! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przede wszystkim inna jest technika wykonania ubioru: tradycyjnie tkaninę się najpierw kroi i szyje, a potem dopiero plisuje. Pleats Please polega na tym, że ubiór jest najpierw plisowany, a potem krojony i szyty. Tkanina Pleats Please przypomina mi trochę (znowu skojarzenie ze szkolnymi czasami) bibułę marszczoną. Tak czy siak, jest to tylko tworzywo, z którego można tworzyć różne ciekawe ubiory.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Technologia i pierwsza kolekcja Pleats Please została zaprezentowana światu w 1993 roku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SPCMPU9cdBI/AAAAAAAAAVE/CQaldDC8oPM/s1600-h/pleatsplease.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SPCMPU9cdBI/AAAAAAAAAVE/CQaldDC8oPM/s400/pleatsplease.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5255854960093721618" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;font-size:16pt;"&gt;me Issey Miyake: kto powiedział, że T-shirt ma być nudny?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SPCYwvIl8hI/AAAAAAAAAVU/s5sn9M-5j1I/s1600-h/me_store.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SPCYwvIl8hI/AAAAAAAAAVU/s5sn9M-5j1I/s320/me_store.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5255868728195019282" /&gt;&lt;/a&gt;Marka me Issey Miyake (nazwa na rynku Japońskim) / Cauliflower (USA i Europa) to rewolucja w dziedzinie t-shirtów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Generalnie proces zakupu nie różni się od tego, co znamy w Polsce z wczesnych lat 90. Wtedy szło się na bazarek, oglądało się t-shirt położony na wierzchu albo powieszony na wieszaku, po czym wybierało się kolor i rozmiar, i kupowało nowiutki egzemplarz zapakowany w foliową torebkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;U Issey Miyake jest tak: idziesz do butiku, widzisz t-shirty na wieszakach, wybierasz sobie fason i kupujesz nowiutki egzemplarz w... plastikowym rulonie. Nie trzeba wybierać rozmiaru, bo wszystkie są super elastyczne i rozmiar jest jeden.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest jeszcze jedna, właściwie podstawowa różnica: te t-shirty podważają wszystko, co wiesz o t-shirtach. To nie są zwyczajne, zszyte z paru kawałków bawełny koszulki w jednolitym kolorze z jakimś - często dość debilnym - nadrukiem. To bardzo oryginalne i dobrze przylegające do ciała bluzki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SPCXDjBoQKI/AAAAAAAAAVM/aKuL3pki8g4/s1600-h/me_2008.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SPCXDjBoQKI/AAAAAAAAAVM/aKuL3pki8g4/s400/me_2008.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5255866852338843810" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Projekt me Issey Miyake powstał w 2001 roku. W tym roku kolekcje me wyglądają już jak regularna linia odzieżowa. Na zdjęciu powyżej widzimy odzież z kolekcji jesień/zima 2008.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;font-size:16pt;"&gt;A-POC, czyli zrób to sam&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A-POC to skrót od "a piece of cloth", co po polsku znaczy tyle co "kawałek szmatki". Technologia A-POC polega na tym, że ubiory są tkane przy sterowaniu komputerowym i sprzedawane w formie "tuneli" z tkaniny. Oczywiście "tunele" dostępne są w różnych kolorach i wzorach. Klient po kupieniu "kawałka szmatki" samodzielnie docina sobie rękawy, nogawki czy klosz spódnicy do własnych potrzeb i upodobań. Jak mówi o tych ubraniach sami Miyake Issei: "nie będę ci mówić, jak masz nosić te ubrania, sam wiesz najlepiej, co i jak chcesz nosić".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SPCgWtf-ZuI/AAAAAAAAAVc/4IbmhXi9iwY/s1600-h/a-poc.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SPCgWtf-ZuI/AAAAAAAAAVc/4IbmhXi9iwY/s400/a-poc.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5255877077172643554" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;font-size:16pt;"&gt;Sekrety marketingu&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oprócz niewątpliwie interesujących, praktycznych i po prostu pięknych strojów, nazwy technologii i kolekcji Issey Miyake są bardzo twórcze. Są umiejętną grą słów w różnych językach oraz fonetycznych skojarzeń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;A-POC&lt;/span&gt; - skrót od "a piece of cloth", fonetycznie przypomina wyraz "epoque", czyli "epoka".&lt;br /&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Haat&lt;/span&gt; - w sanskrycie słowo to oznacza "wiejski rynek", ale fonetycznie przypomina też angielskie słowo "heart", czyli "serce".&lt;br /&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;me&lt;/span&gt; - czyli "ja sam". Według mnie nazwa ta nawiązuje to t-shirtów, które przylegają do noszącego jak druga skóra.&lt;br /&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;l'Eau d'Issey&lt;/span&gt; - każdy, kto orientuje się choć trochę w języku francuskim w mig zauważy, że ten wyraz brzmi podobnie do słowa "l'odyssée" (odyseja)&lt;br /&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;21-21 design sight&lt;/span&gt; - nawiązanie do angielskiego terminu "20/20 vision", który oznacza najwyższy stopień ostrego widzenia (w praktyce oznacza to, że osoba mająca "20/20 vision acuity" może przeczytać 8. rządek tablicy z literami do badania wzroku). "21-21" oznacza wzrok, który nie tylko doskonale widzi teraźniejszość, ale także wybiega w przyszłość.&lt;/li&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;font-size:16pt;"&gt;Moje typy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczerze mówiąc, rzadko zdarza mi się znaleźć wśród światowych kolekcji najlepszych projektantów coś, co mogłabym i chciałabym nosić. Wszystko jest zbyt dziwaczne, zbyt rozebrane albo tylko na chude modelki. Jednakże, kolekcje Issey Miyake są bardzo praktyczne i bez trudu wybrałabym z nich coś stosownego na swoją daleką od doskonałej figurę i dość wybredny pod względem kolorów i fasonów gust. Poniżej prezentuję parę produktów firmowanych nazwiskiem Issey Miyake, które chciałabym mieć w swojej szafie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SPCunzFxTSI/AAAAAAAAAVs/0-LLkIyW2e0/s1600-h/issey_miyake_ovo_watch_1.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SPCunzFxTSI/AAAAAAAAAVs/0-LLkIyW2e0/s220/issey_miyake_ovo_watch_1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5255892763893910818" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Zegarek OVO&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zawsze sobie ceniłam prostotę. Ten zegarek jest prosty, ale jednocześnie oryginalny i bardzo elegancki. Został zaprojektowany przez Shunji Yamanaka, inżyniera - co z pewnością nie jest bez znaczenia, kiedy patrzy się na ten chłodny, industrialny styl. Koperta zegarka jest lekko wypukła, jak czubek jajka, czemu model zawdzięcza swoją nazwę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SPDC8K0fLMI/AAAAAAAAAWc/GH3kpwsccKc/s1600-h/slubna_ss09.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SPDC8K0fLMI/AAAAAAAAAWc/GH3kpwsccKc/s320/slubna_ss09.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5255915104093809858" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Biała suknia, kolekcja wiosenno-letnia 2009&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z góry uprzedzam: nie wybieram się w najbliższym czasie za mąż. Niemniej, któregoś dnia się zapewne na to zdecyduję i krew mnie zalewa na myśl, że jedyny rodzaj sukni ślubnej, jaki króluje we wszystkich sklepach, do gorstet bez ramiączek połączony z bezowatą spódnicą. To jest brzydkie, banalne i przywodzi mi na myśl te wszystkie fotografie z tabloidów przedstawiające przypadkowo odsłonięte piersi gwiazd noszących suknie bez ramiączek. Ohyda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta suknia to spełnienie moich marzeń o idealnej sukni ślubnej. Jest naprawdę zjawiskowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SPC9BMaiilI/AAAAAAAAAWE/GKzJi0ArAfw/s1600-h/miyake_wybrane_tweed.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SPC9BMaiilI/AAAAAAAAAWE/GKzJi0ArAfw/s400/miyake_wybrane_tweed.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5255908593351428690" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Kostium i płaszcz z tegorocznej kolekcji jesienno-zimowej Issey Miyake&lt;/span&gt;. Interesująca i przepiękna kolorystycznie wariacja na temat tweedu. Myślę, że nawet królowa angielska nie miałaby szczególnych oporów z włożeniem tego typu stroju. Nie podoba mi się tylko pomysł z torebką z tej samej tkaniny, ubieranie wszystkiego w tym samym deseniu to ciężki grzech stylistyczny. Kalosze w kratkę są przezabawne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SPC-1Sk3-lI/AAAAAAAAAWM/9aHIumG8ONE/s1600-h/miyake_wybrane_reszta.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SPC-1Sk3-lI/AAAAAAAAAWM/9aHIumG8ONE/s400/miyake_wybrane_reszta.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5255910587870214738" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Żakiet z linii Haat, czerwona sukienka z linii Issey Miyake Fête (kolekcja jesień-zima 2008)&lt;/span&gt;- zabawne nawiązanie do elegancji XIX wieku. Bardzo romantyczne, kobiece i eleganckie. Klapy żakietu są po prostu szałowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SPDD2K-3ysI/AAAAAAAAAWk/-H4IwANrG_w/s1600-h/sukienka_ss09.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SPDD2K-3ysI/AAAAAAAAAWk/-H4IwANrG_w/s320/sukienka_ss09.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5255916100569778882" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Sukienka z kolekcji wiosenno-letniej 2009&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prześliczna i bardzo wytworna, wzór oscyluje między wężową skórą a koronką, co uważam za zabawne i niebanalne. Bardzo podoba mi się kołnierz i srebrne wykończenie na dole. Myślę, że w połączeniu z eleganckimi pantofelkami (te sandały są zbyt prostackie) byłaby idealna na wytworne przyjęcie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczerze żałuję, że nie mieszkam w Londynie lub Paryżu, nie zarabiam dwa razy więcej i nie noszę rozmiaru 40 lub niższego (nie dlatego, że sukienka nie pasuje na moją figurę; po prostu markowa odzież z reguły nie jest produkowana w większych rozmiarach), bo już prawie widzę się w tej sukience na firmowym przyjęciu w Paryżu w grudniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SPDIERSistI/AAAAAAAAAWs/8xp5rRXSKWo/s1600-h/miyake_wybrane_tshirty.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SPDIERSistI/AAAAAAAAAWs/8xp5rRXSKWo/s320/miyake_wybrane_tshirty.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5255920740827574994" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;T-shirty me Issey Miyake, jesień-zima 2008&lt;/span&gt; - ten turkusowy trochę nie na moją figurę, bo dekolt w łódkę podkreśla wielki biust, no i poprzeczne pasy poszerzają. Ale może kiedy już schudnę... Ten czarno-biały jest rewelacyjny, nie zanadto ekstrawagancki, a jednak ciekawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niezmierzony jest dorobek Miyake Issei i jego projektantów, równie wielki był mój wysiłek, żeby zawrzeć jak najwięcej informacji w jak najkrótszej formie w niniejszej notce. Była to jednak przyjemna podróż w krainę marzeń. Chyba żaden inny wielki projektant nie rozbudził we mnie tak wielkiej żądzy posiadania jeszcze paru "kawałków szmatki" w szafie. Jestem zauroczona!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muzeum mody 21-21 design sight wpisuję na listę obowiązkowych do zaliczenia miejsc, jeżeli kiedykolwiek pojawię się w Tokio. Jeżeli któryś z szanownych czytelników odwiedził to miejsce, to zachęcam do podzielenia się wrażeniami w komentarzach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;small&gt;&lt;br /&gt;Źródła i polecane miejsca w sieci:&lt;br /&gt;- &lt;a href="http://www.isseymiyake.co.jp/"&gt;isseymiyake.co.jp&lt;/a&gt; - oficjalna strona domu marki Issey Miyake (bardzo interesująca, bogata w zdjęcia i informacje, przede wszystkim jednak fantastycznie zaprojektowana witryna)&lt;br /&gt;- &lt;a href="http://www.2121designsight.jp"&gt;Strona 21-21 design sight&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;- &lt;a href="http://www.designboom.com"&gt;www.designboom.com&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;- &lt;a href="http://www.marieclaire.co.uk/fashion/a-z/158594/issey-miyake.html"&gt;Zdjęcia z pokazów mody ostatnich kolekcji Issey Miyake w portalu pisma Marie Claire&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;- wikipedia&lt;br /&gt;&lt;/small&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4944504084331537219-5252553948585177448?l=japonofilka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://japonofilka.blogspot.com/feeds/5252553948585177448/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4944504084331537219&amp;postID=5252553948585177448' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/5252553948585177448'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/5252553948585177448'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://japonofilka.blogspot.com/2008/10/odyseja-tekstylna.html' title='Odyseja tekstylna'/><author><name>Margotka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06198730671965600248</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/-xlPTmR3bSB8/Tad0g02EBvI/AAAAAAAAA34/hI5e0uriXhE/s220/cz-b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SPBwnIIWSRI/AAAAAAAAAU0/c4kSsWVlOlM/s72-c/miyake_people.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4944504084331537219.post-2158710392802215060</id><published>2008-09-28T22:14:00.012+01:00</published><updated>2008-09-29T00:11:48.571+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rozrywka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sylwetki'/><title type='text'>Nareszcie coś dla oka</title><content type='html'>&lt;br/&gt;&lt;br /&gt;Nie sposób uogólniać, nie sposób jednoznacznie stwierdzić, czy Japończycy są bardziej czy mniej urodziwi od Europejczyków. Ja jestem raczej skłonna twierdzić, że pod każdą szerokością i długością geograficzną znajdą się zapierające dech "ciacha". Ci, którzy mają szczególny urok, goszczą z reguły na mniejszych i większych ekranach. Zgodnie z tematyką bloga, polecam uwadze pań - i być może panów, nie wnikam w niczyje preferencje i staram się nie dyskryminować żadnej opcji - paru naprawdę gorrrących panów z Kraju Kwitnącej wiśni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SN_24-SFP-I/AAAAAAAAATA/7WcBoOl-vxY/s1600-h/asano_portret.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SN_24-SFP-I/AAAAAAAAATA/7WcBoOl-vxY/s200/asano_portret.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5251187149189234658" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Tadanobu Asano&lt;/span&gt; (ur. 27 listopada '73 w Yokohamie). Muzyk, aktor, producent, model. Znany z takich filmów jak "Smak herbaty", "Funky forest: the first contact", "Zatoichi", "Mongoł"... Osobiście mój numer 1. Pochłaniam każdy film, jaki pojawia się w moim zasięgu z jego choćby śladowym udziałem. Niestety, nie miałam dotąd okazji usłyszeć zbyt wiele muzyki jego zespołu rockowego. &lt;br /&gt;Drogie panie i panowie, spokojnie: jest żonaty (z popularną piosenkarką japońską o pseudonimie Chara) i ma kilkuletnią latorośl.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SN_9Q3ZRapI/AAAAAAAAATI/2pw8Iv3Ji-Y/s1600-h/shinji_takeda.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:10px 0px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SN_9Q3ZRapI/AAAAAAAAATI/2pw8Iv3Ji-Y/s200/shinji_takeda.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5251194156726971026" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Shinji Takeda&lt;/span&gt; (ur. 18 grudnia '72 w Sapporo). Aktor, muzyk. Dość tajemniczy facet, trudno znaleźć jakieś konkretne informacje na jego temat w internecie. Lubię jego krzaczaste brwi i nieco mocniejsze rysy, niezbity dowód na korzenie rasy Ainu (który to lud osiadł kiedyś na Hokkaido). Można go podziwiać w filmach "Tabu" i "Tokyo eyes" (którego, niestety, jeszcze nie widziałam). Swego czasu natrafiłam na youtube na jego występ na żywo z zespołem &lt;a href="http://japonofilka.blogspot.com/2007/06/japonki-na-ostro.html"&gt;Go!Go!7188&lt;/a&gt;, gdzie gościnnie przygrywał na saksofonie w utworze "Bugu". Szkoda, że jakieś pazerniaki zdrapały to z "tuby" :(&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SN__szcUYRI/AAAAAAAAATQ/EYeRjWZ1iqM/s1600-h/koji-yakusho.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SN__szcUYRI/AAAAAAAAATQ/EYeRjWZ1iqM/s200/koji-yakusho.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5251196835725598994" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Kôji Yakusho&lt;/span&gt; (ur. 1 stycznia '56 w Nagasaki) popularny na Zachodzie aktor, ze świetnie opanowanym angielskim. Znany z kreacji w filmach "Babel", "Wyznania gejszy" lub "Jedwab". Mały ptaszek właśnie mi powiedział, że grał on również główną rolę w filmie "Shall we dansu", pierwowzorze hollywoodzkiego hitu z Jennifer Lopez i Richardem Gere. Chciałabym ten film zobaczyć, więc jeżeli któryś z szanownych czytelników cokolwiek wie o jego dostępności, polecam się ich uwadze ;) Lubię twarz Koji, jest bardzo szlachetna. Szkoda, że to nie on grał rolę Prezesa w "Wyznaniach gejszy", przypomina mi jego powieściowy opis, gdzie Sayuri opisuje twarz Prezesa jako swoje własne wyobrażenie oblicza Buddy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SOAD5XKryDI/AAAAAAAAATY/0jllMkyLQrE/s1600-h/TeraoAkira.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SOAD5XKryDI/AAAAAAAAATY/0jllMkyLQrE/s200/TeraoAkira.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5251201449520252978" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Akira Terao&lt;/span&gt; (ur. 18 maja '47 w Kanagawa), aktor i muzyk. Wystąpił w trzech filmach Kurosawy "Dreams", "Ran" i "Ame agaru". W Japonii znany jest także jako piosenkarz, wykonawca hitu lat 80., piosenki "Ruby no youbiwa". Żeby ukrócić wszelkie podejrzenia: nie należę do grona postrzelonych dzierlatek, które lubią "dojrzałych mężczyzn" (żeby nie powiedzieć "starych pierników"). Lubię po prostu uśmiech Akiry. Jest taki pogodny i dobroduszny. Na pewno głównie dlatego, że twarz Akiry kojarzy mi się z postacią Ihei Misawa z "Ame agaru".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SOAGGRy3DqI/AAAAAAAAATg/rG0vBNHGExE/s1600-h/ken_watanabe.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SOAGGRy3DqI/AAAAAAAAATg/rG0vBNHGExE/s200/ken_watanabe.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5251203870439706274" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Ken Watanabe&lt;/span&gt; (ur. 21 października '59 w Uonuma). Aktor, znany z kreacji w hollywoodzkich hitach takich jak "Wyznania gejszy" (tam w roli Prezesa), "Ostatni samuraj", a ostatnio "Listy z Iwo Jimy" (którego jeszcze nie widziałam, ale niebawem zamierzam). Ujmujący, choć trudno mi wyrazić, dlaczego. Chętnie zobaczyłabym go w jakimś prawdziwie japońskim filmie, gdzie porzuca na dobre swój doskonały angielski na rzecz japońskiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br/&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SOAJlCZkp_I/AAAAAAAAATo/0mMH1eoxPgs/s1600-h/Susumu_terajima.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SOAJlCZkp_I/AAAAAAAAATo/0mMH1eoxPgs/s200/Susumu_terajima.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5251207697417938930" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Susumu Terajima&lt;/span&gt; (ur. 12 listopada '63 w Tokyo) to chyba jeden z najbardziej pracowitych aktorów japońskich. Pojawia się dosłownie w każdym filmie, który warto zapamiętać: filmach o yakuza Takeshi Kitano ("Brother", "Hana-bi"), u Katsuhito Ishii ("Smak herbaty", "Naisu no mori"), u Takashi Miike ("Ichi the killer"). Potrafiłby zagrać nawet stołową nogę, gdyby chciał. Bo co to dla aktora, który był już gangsterem, policjantem, pierdołowatym nauczycielem w gimnazjum i duchem?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br/&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SOALOmASoYI/AAAAAAAAATw/iUsETkZ2KZQ/s1600-h/takeshi_kaneshiro.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SOALOmASoYI/AAAAAAAAATw/iUsETkZ2KZQ/s200/takeshi_kaneshiro.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5251209510861840770" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Takeshi Kaneshiro&lt;/span&gt; (ur. 11 listopada '73 na Taiwanie) - ten pan trochę nie pasuje do zestawu, ponieważ, mimo ojca-Japończyka i japońskiego nazwiska, ten pan jest przede wszystkim urodzony w Chińskiej Republice Ludowej (dyskusję o przynależności Tajwanu do ChRL zostawmy sobie na inną okazję) i jest powszechnie znany jako aktor chiński ("Dom latających sztyletów" Zhang Yimou, "Fallen angels" Wong Kar Wai). Niemniej, Takeshi biegle włada japońskim i czasem pokazuje się w japońskich produkcjach (ostatnio w filmie SF "Returner"). Buźkę ma przeuroczą i jest naprawdę gorrrrący, więc nie mogłam sobie podarować okazji, żeby ją tu umieścić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ktoś mógłby się trochę zdziwić, że umieszczam tu tylko aktorów i to nie najmłodszych. Cóż, po pierwsze: nie lubię gwiazd Visual Kei, bawi mnie bardzo ten styl i podziwiam odwagę tych chłopaków, ale wolę mężczyzn ubranych tradycyjnie. Jeżeli zas chodzi o młodocianych aktorów, to chyba potrzebują jeszcze wiele szlifu, bo ich twarze są bardzo nijakie i nie kojarzą mi się z niczym.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4944504084331537219-2158710392802215060?l=japonofilka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://japonofilka.blogspot.com/feeds/2158710392802215060/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4944504084331537219&amp;postID=2158710392802215060' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/2158710392802215060'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/2158710392802215060'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://japonofilka.blogspot.com/2008/09/nareszcie-co-dla-oka.html' title='Nareszcie coś dla oka'/><author><name>Margotka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06198730671965600248</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/-xlPTmR3bSB8/Tad0g02EBvI/AAAAAAAAA34/hI5e0uriXhE/s220/cz-b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SN_24-SFP-I/AAAAAAAAATA/7WcBoOl-vxY/s72-c/asano_portret.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4944504084331537219.post-4980155687954437510</id><published>2008-09-14T18:57:00.014+01:00</published><updated>2008-09-14T22:51:47.529+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='moda'/><title type='text'>Gotyk i rokoko po japońsku</title><content type='html'>&lt;br/&gt;Jedną z największych sił napędowych współczesności jest moda. I tutaj Japonia wyróżnia się bardzo pozytywnie na tle innych krajów świata. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyjrzyjmy się, jak wygląda moda w świecie zachodnim: banda ekspertów mówi mi, że tej jesieni będzie mi do twarzy w fiolecie, prezentując kilka wyrwanych z kontekstu strojów znanych projektantów w kolorze fiołkowym, następnie podchwytują to producenci odzieży dla mas i oto jesienią 2008, gdzie się nie obrócę, widzę fiolet. Albo spódnice typu "ołówek". Albo ogrodniczki. Albo klapki "japonki". Modnisię można poznać po tym, że trzyma rękę na pulsie i nosi to, co każe jej nosić banda ekspertów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy po to została stworzona moda: żeby inni mówili mi, jak mam wyglądać? Nie! Moda ma być sztuką, a sztuka jest formą ekspresji. W tym kierunku poszli Japończycy i efekty dziś są po prostu oszałamiające. Japońska moda ulic to strasznie dziwaczne subkultury, a jednocześnie wielka swoboda i indywidualizm. Setki przeróżnych sklepów specjalizują się w poszczególnych stylach, oczywiście są to tylko elementy, z których można składać zestawy wg własnego pomysłu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moda japońska to zjawisko bardzo różnorodne i nie da się wszystkiego ot, tak, spakować do jednej notki, zwłaszcza, że sama dopiero zaczęłam badać temat. Zapraszam więc do odkrywania razem ze mną świata wszystkich kolorów inspiracji w cyklu notek na moim blogu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na pierwszy ogień pójdzie dziś styl &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;lolitek&lt;/span&gt;. Przyznam, że ten styl chyba imponuje mi najbardziej, głównie ze względu na swoją pomysłowość i niepraktyczność, przy której haute couture to moda dla buraków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;font-size:14pt;"&gt;&lt;br /&gt;Trochę teorii&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Styl lolitki dzieli się na kilka "podstyli".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SM1SQQFogII/AAAAAAAAASA/Eb-7YPDLnUY/s1600-h/Gothic_lolita_90.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SM1SQQFogII/AAAAAAAAASA/Eb-7YPDLnUY/s320/Gothic_lolita_90.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5245939580106473602" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Gothic lolita&lt;/span&gt; (nazywana w Japonii &lt;span style="font-style:italic;"&gt;goth-loli&lt;/span&gt; albo &lt;span style="font-style:italic;"&gt;gosurori&lt;/span&gt;) to stroje z epoki edwardiańskiej (początek XX w.), czyli sukienki na sztywnym kloszu, kapelusiki z koronki, parasolki, loki itp. Dominują ciemne kolory:czarny, granatowy, purpurowy.  Do tego oczywiście czarny makijaż i często krwistoczerwona szminka. W biżuterii dominują motywy religijne, torebki mają często kształty nietoperzy, krucyfiksów, trumien itp. Mocna i lekko wypaczona inspiracja gotyckimi powieściami grozy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;br /&gt;Sweet lolita&lt;/span&gt; (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;amaloli&lt;/span&gt;) czerpie inspirację ze stylu rokoko i mang dla dziewcząt. Tutaj dominują lekkie, cukierkowe kolory i motywy fantasy. Makijaż w tonacji pastelowej, z przewagą różu. Buty sa płaskie albo na małym obcasie, żeby podkreślić dziecinny charakter lolitki. Torebki i bizuteria mają na ogół kształt kokardek, ciastek z kremem, serduszek, zwierzątek itp. Subkultura sweet lolita wyodrębniła jeszcze 2 inne podstyle: wiejska lolitka (fartuszki w kratkę, wiklinowe koszyczki itp.) i &lt;span style="font-style:italic;"&gt;shirololi&lt;/span&gt;, czyli lolitka ubrana wyłącznie na biało.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SM1SwIl4y3I/AAAAAAAAASI/HMU6RA-LQwA/s1600-h/sweet_lolita.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SM1SwIl4y3I/AAAAAAAAASI/HMU6RA-LQwA/s320/sweet_lolita.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5245940127850089330" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;br /&gt;Classic lolita&lt;/span&gt; to styl bardziej dojrzały i stonowany. Inspirację czerpie głównie z baroku i rokoko. Makijaż bliski stylowi sweet lolita, ale bardziej naturalny, akcesoria są bardziej funkcjonalne. Przeważają kolory ciemne i niekrzykliwe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Punk lolita&lt;/span&gt; to wybuchowa mieszanka stylu lolitki z elementami stylu punk. Kratka, długie, ciężkie buciory na koturnach, łańcuchy i metalowe nity, obcisłe mini spódniczki zamiast wielkich kloszy. Styl punk lolita mocno nawiązuje do trendów londyńskiego Camden Town. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Wa/Qi lolita&lt;/span&gt; to styl lolitki oparty na tradycyjnych strojach japońskich (waloli)  i chińskich (qiloli). Tutaj nie ma zaskoczenia: są kimona, sukienki qi-pao, buty typu zori i okobo, a także kolorowe ozdoby do włosów przypominające ubiór maiko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SM1TuAbJpWI/AAAAAAAAASQ/h2UTUBu-py8/s1600-h/punk+lolita.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SM1TuAbJpWI/AAAAAAAAASQ/h2UTUBu-py8/s320/punk+lolita.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5245941190809462114" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="text-align:center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SM1T5yLmBmI/AAAAAAAAASY/K7QtbRapubk/s1600-h/waloli.jpg"&gt;&lt;img style="margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SM1T5yLmBmI/AAAAAAAAASY/K7QtbRapubk/s320/waloli.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5245941393144546914" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SM1UTMcngUI/AAAAAAAAASg/oBO6XMKKrss/s1600-h/qiloli.jpg"&gt;&lt;img style="margin:0px auto 10px; cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SM1UTMcngUI/AAAAAAAAASg/oBO6XMKKrss/s320/qiloli.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5245941829691998530" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Dandy&lt;/span&gt; (lub &lt;span style="font-style:italic;"&gt;oujisama&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;kodona&lt;/span&gt;) to coś dla panów, choć podobno nie tylko. Jest to styl inspirowany epoką wiktoriańską. Na typowy strój składaja się zwykle: szorty lub bryczesy do kolan, pończochy, surdut i cylinder lub kaszkiet. Dominują kolory: czarny, szary, brązowy i granatowy, makijaż jest bardzo delikatny. &lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SM1UgrUhhHI/AAAAAAAAASw/-jAk9oUnkLc/s1600-h/450px-Classicloli.JPG"&gt;&lt;img style="margin:0px auto 10px; cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SM1UgrUhhHI/AAAAAAAAASw/-jAk9oUnkLc/s320/450px-Classicloli.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5245942061317850226" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SM1UY7CVueI/AAAAAAAAASo/FiNw5KxcChw/s1600-h/kodona.jpg"&gt;&lt;img style="margin:0px auto 10px; cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SM1UY7CVueI/AAAAAAAAASo/FiNw5KxcChw/s320/kodona.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5245941928097593826" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Typy te zostały stworzone po tym, jak zaczęto obserwować pionierów subkultury. Dalej panuje tutaj duża dowolność i podstyle powstają jak grzyby po deszczu. Dozwolone jest wszelkie źródło inspiracji: anime, staroangielskie powieści grozy, bajki, a nawet anime S-F... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;font-size:14pt;"&gt;Trochę komercji&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyrocznią, poradnikiem i kompendium dla wyznawców kultury lolitek jest kwartalnik &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Gothic &amp; Lolita Bible&lt;/span&gt;. Numer "biblii" liczy sobie około 130 stron i jeden egzemplarz kosztuje ok. 16 dolarów. Pismo oprócz porad na temat mody publikuje też wywiady z gwiazdami j-rocka i zdjęcia młodych tokijczyków napotkanych na ulicy, ubranych w stylu lolitek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SM1WrlVZ_RI/AAAAAAAAAS4/NTb3xCPSA5s/s1600-h/gl_bible.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SM1WrlVZ_RI/AAAAAAAAAS4/NTb3xCPSA5s/s400/gl_bible.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5245944447712754962" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Popularne marki strojów:&lt;ul&gt;&lt;br /&gt;&lt;li&gt;Baby, The Stars Shine Bright &lt;br /&gt;&lt;li&gt;Metamorphose Temps de Fille &lt;br /&gt;&lt;li&gt;Manifesteange &lt;br /&gt;&lt;li&gt;Angelic Pretty, &lt;br /&gt;&lt;li&gt;Innocent World &lt;br /&gt;&lt;li&gt;Mary Magdalene&lt;br /&gt;&lt;/ul&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Większość tych marek ogranicza się do rynku japońskego, aczkolwiek niektóre mają już anglojęzyczne strony internetowe i możliwość wysyłki za granicę, a pierwsze dwie - prawdziwe rekiny w tej branży - mają butiki w Paryżu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;font-size:14pt;"&gt;Trochę wyjaśnień&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Osoby, które zgłębiają temat z socjologicznej perspektywy twierdzą, że kultura lolitek jest swego rodzaju buntem, niezgodą na to, czego oczekuje od młodego człowieka społeczeństwo. Dwudziestoparoletnie kobiety, zamiast wyjść za mąż lub robić karierę zawodową, wybierają mieszkanie z rodzicami i, zamiast oszczędzać na mieszkanie lub samochód, wydają pieniądze na stroje lolitek (które, jak zapewne każdy zdołał się już zorientować, nie są tanie). Niektóre panie ubierają się tak tylko w weekendy lub po pracy, żeby zamanifestować młodość w sercu, chęć zabawy i pragnienie powrotu do dzieciństwa poprzez ubranie w stylu sweet lolita. A może to po prostu tęsknota za elegancją, której próżno dziś szukać w dżinsowo-T-shirtowej codzienności?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedno jest pewne: nie ubrałabym się tak, nawet dla zabawy. Lubię prostotę i wygodę, której nie zapewnią mi buty na wysokich obcasach, czarne pończochy w gorący dzień i spódnice na sztywnej halce. Mimo to, jestem zauroczona fantazją i odwagą dziewcząt, kobiet i nierzadko przedstawicieli płci brzykiej, by bawić się strojem do takiego stopnia. Robienie stroju codziennego z kreacji na bal maskowy - kto by na to wpadł? Na pewno nie ja, z moimi T-shirtami, dżinsami i marynarkami. Chylę czoła, wiktoriańskie księżniczki!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;small&gt;&lt;br /&gt;Niniejszy artykuł nie powstałby oczywiście, gdyby nie pomoc przeróżnych źródeł:&lt;br /&gt;&lt;li&gt;wikipedii&lt;br /&gt;&lt;li&gt;strony &lt;a href="http://www.lolitafashion.org/"&gt;lolitafashion.org&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;li&gt;google graphics&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczególnie polecam lolitafashion.org; to wspaniała, świetnie zrobiona strona, gdzie można znaleźć wiele porad, adresów sklepów i informacji fachowych. Wielkim plusem tej witryny jest jej zupełna anglojęzyczność.&lt;/small&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4944504084331537219-4980155687954437510?l=japonofilka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://japonofilka.blogspot.com/feeds/4980155687954437510/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4944504084331537219&amp;postID=4980155687954437510' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/4980155687954437510'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/4980155687954437510'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://japonofilka.blogspot.com/2008/09/gotyk-i-rokoko-po-japosku.html' title='Gotyk i rokoko po japońsku'/><author><name>Margotka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06198730671965600248</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/-xlPTmR3bSB8/Tad0g02EBvI/AAAAAAAAA34/hI5e0uriXhE/s220/cz-b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SM1SQQFogII/AAAAAAAAASA/Eb-7YPDLnUY/s72-c/Gothic_lolita_90.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4944504084331537219.post-4670559020366189916</id><published>2008-08-11T10:41:00.007+01:00</published><updated>2008-08-11T11:03:18.153+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rozrywka'/><title type='text'>Japonia w filmach zachodnich</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Temat Dalekiego Wschodu był zawsze chwytliwy na Zachodzie, ale dopasowywanie historii i obyczajów Japończyków na potrzeby Hollywood wypada na ogół żenująco i głupio. Nie bądźmy jednak niesprawiedliwi - są perełki, które każdy szanujący się japonofil powinien zaliczyć, choć obrazy te zostały zrobione za amerykańskie dolary.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SKAJ_8T5khI/AAAAAAAAARY/W4ZBjaH5Lxk/s1600-h/lost+in+translation.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SKAJ_8T5khI/AAAAAAAAARY/W4ZBjaH5Lxk/s320/lost+in+translation.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5233193761130517010" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Między słowami (Lost in translation)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugi film Sofii Coppoli, po dość udanym debiucie reżyserskim w filmie "Przekleństwa niewinności" ("Virgin suicides"). Opowiada historię spotkania dwojga Amerykanów: Boba, aktora, który czasy świetności ma już za sobą i dla podreperowania budżetu kręci reklamę whiskey Suntory w Tokyo i Charlotte - żony swojego męża-fotografa, który jest tak zajęty fotografowaniem j-rockowego zespołu i brylowaniem w tzw. śmietance, że nie zauważa, jak znudzona i zagubiona jest jego młoda żona. Co ciekawe, film ten jest bardzo osobisty, co potwierdzają niektóre fakty z życia Sofii Coppoli i Billa Murraya. Istotnie, Sofia odwiedziła Tokyo po raz pierwszy w towarzystwie swojego pierwszego męża, Spike'a Jonze, który zaniedbywał ją, ale się lansować w tokijskich kręgach artystycznych. Ten właśnie wyjazd był gwoździem do trumny ich małżeństwa. Bill Murray natomiast istotnie przeżywał w owym czasie kryzys i Sofia Coppola mocno się natrudziła, żeby odnaleźć go i namówić do powrotu na plan filmowy.  No i tajemnicą Poliszynela jest, że przebrzmiałe sławy amerykańskiej Fabryki Snów istotnie dorabiają sobie w japońskich reklamach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Japonia oczami dwojga nieco zblazowanych i bardzo zagubionych Amerykanów wygląda pstrokato, hałaśliwie i zabawnie, trochę przy tym męcząco. Na pierwszy rzut oka można by pomyśleć: jakże to tak? Są w Tokio, pierwszy i być może ostatni raz w życiu, a zabijają nudę w hotelowym basenie? A jednak z własnego doświadczenia wiem, jak obce miejsce potrafi przytłoczyć osobę, ktora nie jest dziennikarzem National Geographic. Charlotte i  Bob ciężko znoszą kulturalną barierę i nie rozumieją Japończyków, ale chwilowe zanurzenie się w zgiełk karaoke, salonów pachinko i nocnego życia w Shinjuku pozwala im zdystansować się i spojrzeć z innej perspektywy na swoje życie. Co ciekawe, owo objawienie przychodzi właśnie z zagubienia, a nie z odwiedzin buddyjskich świątyń czy gorących kąpieli. Kocham ten film gorąco od pierwszego obejrzenia i być może jego obejrzenie było jedną z podwalin mojego japonofilstwa.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt0335266/"&gt;więcej o filmie w IMDB...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Czarny deszcz (Black rain)&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SKAKjShnKuI/AAAAAAAAARg/of4hqyTBQvs/s1600-h/Black_rain.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SKAKjShnKuI/AAAAAAAAARg/of4hqyTBQvs/s320/Black_rain.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5233194368389032674" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie jestem miłośniczką filmów sensacyjnych, ale Ridley Scott dobrym filmowcem jest i uznałam, że mogę mu zaufać. I dobrze zrobiłam! Świetne oddanie atmosfery nocnego życia w Tokio: nocne kluby, hostessy, yakuza...  Rzadko spotyka się amerykański film robiony z takim szacunkiem dla obcej kultury i obcych standardów estetycznych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film opowiada o amerykańskim policjancie, który wraz z partnerem ma za zadanie odstawić do Tokyo niebezpiecznego przestępcę, członka yakuzy nazwiskiem Sato. Niestety, na miejscu gangster zostaje odbity, partner głownego bohatera skrócony o głowę, a nasz samotny mściciel chce pomścić śmierć przyjaciela i złapać Sato. Oprócz różnych smaczków, takich jak amerykańska hostessa w night clubie (wszyscy chyba wiedzą, jak wielkie wzięcie mają białe blondynki w Japonii; nie brakuje ofert pracy dla Polek i Ukrainek w charakterze hostessy, modelki lub tancerki), Sato odcinający sobie palec, aby obłaskawić szefów, którym podpadł, rzekome formularze policyjne w języku japońskim, które okazują się druczkami z ubezpieczalni (bo kogo obchodzą normy międzynarodowe), cała historia ma japoński wydźwięk. Nick (główny bohater) nie chce wrócić do swojego kraju bez zakończenia sprawy śmierci partnera i złapania Sato - zupełnie jak przed wiekami robili samuraje, którzy nie mogli się pokazać u swojego daimyo na dworze, dopóki nie naprawili szkód i nie zmyli plamy na honorze, jeżeli taka się pojawiła. Również, w ostateczności, Nick zwraca się o pomoc nie do policji, która chce go deportować z powrotem do USA i zatuszować sprawę, tylko do samej rodziny yakuzy, której Sato podlega, gdyż sam rozumie, że członkowie yakuzy najlepiej sami pilnują porządku w swoim gronie i lepiej nie mieszać do tego osób trzecich czy organów państwowych - zupełnie jak w feudalnej Japonii, w której nikt nie ufał władzy centralnej i wszelkie problemy był rozwiązywanie w obrębie wioski, rodziny, zamku, szkoły fechtunku itp.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt0096933/"&gt;więcej o filmie w IMDB...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Kill Bill vol. 1&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Błyskotliwy i przebojowy film Quentina Tarantino, chyba tak sławny, że nie warto go tutaj streszczać, ale dla porządku: panna młoda zostaje ciężko ranna na swoim ślubie, jej narzeczony zabity, a nienarodzone dziecko unicestwione. Budzi się po kilku latach ze śpiączki i szuka zemsty, jako pierwszy obiekt wybierając O-ren Ishii (w tej roli świetna Lucy Liu), a przedtem odbywając trening u mistrza Hattori Hanzo na Okinawie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SKALdFdIm0I/AAAAAAAAARo/IYuspZk-q3k/s1600-h/kill_bill_1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SKALdFdIm0I/AAAAAAAAARo/IYuspZk-q3k/s320/kill_bill_1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5233195361313004354" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Postać O-Ren Ishii - fuj (kobieta-szef yakuzy? chyba tylko w komiksach!). Japoński Umy Thurman - fuj. Reszta - mniam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podoba mi się, że Tarantino odbiegł w stronę estetyki anime i manga, przerysowując postaci i akcję, zwłaszcza sceny walk. Cały tokijski epizok do jedno wielkie puszczenie oka w stronę japońskich filmowców wszystkich pokoleń, od Akiry Kurosawy po Takashi Miike. &lt;br /&gt;Dzięki Tarantino i "Kill Bill" odkryłam Meiko Kaji i jej piosenki, które bardzo lubię. Co więcej, dzieki "Kill Bill" świat zachodni poznał wielokrotnie juz przeze  mnie wychwalany film "Smak herbaty", gdyż Katsuhito Ishii jest autorem sekwencji animowanej w "Kill Bill vol.1" i "Cha no aji" został zaprezentowany na pokazach towarzyszących. Dzięki, mister Q!&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt0266697/"&gt;więcej o filmie w IMDB...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SKAMCPMGxEI/AAAAAAAAARw/JfsRGitAJM8/s1600-h/4_StillGreenaway.jpeg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SKAMCPMGxEI/AAAAAAAAARw/JfsRGitAJM8/s200/4_StillGreenaway.jpeg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5233195999581094978" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Pillow book&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film opowiada historię Nagiko, miłośniczki kaligrafii, która szuka kochanka, bedącego jednocześnie mistrzem pędzla. Kiedy poznaje angielskiego tłumacza, Jerome (świetnego kochanka i strasznego gryzmoły), sama zaczyna tworzyć, za materiał obierając sobie ludzkie ciało. To tak po wierzchu, bo w rzeczywistości historia ma jeszcze drugie i trzecie dno, i może jeszcze czwarte.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego warto?&lt;br /&gt;Po pierwsze: śmiałość i wyrazista erotyka. Greenaway odszedł w ten sposób od europejskiej pruderii w stronę tradycji shunga. Można śmiało i pięknie jednocześnie? Można.&lt;br /&gt;Po drugie: pierwszy kontakt z bodajże najstarszym zabytkiem literatury dworskiej w Japonii, tytułową "Książką do poduszki" Sei Shonagon, damy dworu cesarzowej w okresie Heian. Dzieło to jest obficie cytowane przez Nagiko, a ona sama tworzy coś podobnego w formie poprzez prowadzenie pamiętnika.&lt;br /&gt;Po trzecie: nastrojowość i piękno. Niepowtarzalne.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt0114134/"&gt;więcej o filmie w IMDB...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;8 1/2 kobiety&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SKAMY0nO3WI/AAAAAAAAAR4/gK5f7EoBa4c/s1600-h/5_8.5kobiety.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SKAMY0nO3WI/AAAAAAAAAR4/gK5f7EoBa4c/s200/5_8.5kobiety.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5233196387584105826" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I znowu Peter Greenaway, najwyraźniej przeżywający wówczas okres wzmożonej fascynacji Japonią. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akcja rozgrywa się głównie w Anglii, ale również w Kyoto.  Nagle owdowiały starszy, zamożny człowiek, za namową syna zakłada sobie swoj prywatny harem, gromadząc dookoła na swoje usługi 8 dziwnych kobiet o bardzo złozonych osobowościach. Kilka z nich pochodzi właśnie z Kyoto,w którym rozgrywa się kilka scen. Szczególnie polecam uwadze oglądających "koncert" z grających neonów salonów gier w Kioto.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt0154443/"&gt;więcej o filmie w IMDB...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie warto skreślać filmu o Japonii tylko dlatego, że jest amerykański/brytyjski/francuski. Nie będzie to może dobre uzupełnienie kompendium wiedzy o Japonii, ale na pewno pouczające zetknięcie z wrażliwością drugiego japonofila. Na szczęście nie każdy jest tak głupi i ograniczony jak Arthur Golden...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4944504084331537219-4670559020366189916?l=japonofilka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://japonofilka.blogspot.com/feeds/4670559020366189916/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4944504084331537219&amp;postID=4670559020366189916' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/4670559020366189916'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/4670559020366189916'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://japonofilka.blogspot.com/2008/08/japonia-w-filmach-zachodnich.html' title='Japonia w filmach zachodnich'/><author><name>Margotka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06198730671965600248</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/-xlPTmR3bSB8/Tad0g02EBvI/AAAAAAAAA34/hI5e0uriXhE/s220/cz-b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SKAJ_8T5khI/AAAAAAAAARY/W4ZBjaH5Lxk/s72-c/lost+in+translation.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4944504084331537219.post-7396133968859227493</id><published>2008-07-13T17:10:00.008+01:00</published><updated>2008-12-10T03:19:50.106Z</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ciekawostki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rozrywka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='humor'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sylwetki'/><title type='text'>Piękno męskiej przyjaźni</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SHouttnWqEI/AAAAAAAAAQg/TjO-vjG5nn8/s1600-h/downtown-poster.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SHouttnWqEI/AAAAAAAAAQg/TjO-vjG5nn8/s320/downtown-poster.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5222538080763160642" /&gt;&lt;/a&gt;Hama-chon i Mattsun w jednym stali gimnazjum. Czasem występowali w szkolnym radiu jako duet komików. Potem Hama-chon poszedł do elitarnego liceum o pruskim drylu, Mattsun do miejscowego technikum. Być może Hama-chon stałby się potem studentem Uniwersytetu Tokijskiego i znaną osobistością świata biznesu i polityki. Być może Mattsun stałby się poważanym inżynierem. Jednakże, Hama-chon nie miał natury kujona i często uciekał z internatu, ukrywając się u Mattsun, pożyczając na wieczne nieoddanie pieniądze i wyjadając zapasy z lodówki. Zaś sam Mattsun wolał grać w zespole rockowym i chodzić na randki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak więc, po maturze &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Masatoshi "Hama-chon" Hamada&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Hitoshi "Mattsun" Matsumoto&lt;/span&gt; podążyli za swą prawdziwą naturą i zaczęli próbować swoich sił jako komicy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SHo6YsLirMI/AAAAAAAAAQo/Onh3af7xEwU/s1600-h/hamada.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SHo6YsLirMI/AAAAAAAAAQo/Onh3af7xEwU/s200/hamada.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5222550913740352706" /&gt;&lt;/a&gt;Początki były trudne. Co prawda, wzięła ich pod swoje skrzydła renomowana agencja artystyczna New Star Creation, działająca z ramienia korporacji rozrywkowej Yoshimoto Kōgyō w Osace, starsi koledzy po fachu oceniali pozytywnie ich wczesne próby, ale... nikt się nie śmiał. Nikt nie przychodził na ich występy, choć bilety były za darmo. Prawie porzucili nadzieje na karierę sceniczną, bo trudno o podtrzymanie płomienia wysokich aspiracji, kiedy ciągle mieszka się z rodzicami i trzeba imać się dorywczych zajęć, żeby cokolwiek zarobić. Właśnie wtedy powstała nazwa Downtown, choć nikt jeszcze tej marki z niczym nie kojarzył.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W końcu nadeszło ich 5 minut, które zamieniło się potem w trwający już od ponad 20 lat romans z telewizją. Program muzyczny &lt;span style="font-style:italic;"&gt;"Yoji Desu Yōda"&lt;/span&gt; ("Jest czwarta") po pewnym czasie prowadzili już przy akompaniamencie pisku nastolatek, w przerwach pozując do sesji zdjęciowych jak modele, a także nagrywając płyty. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SHo9GSeaCqI/AAAAAAAAAQw/1hRKx1TxYy4/s1600-h/matsumoto.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SHo9GSeaCqI/AAAAAAAAAQw/1hRKx1TxYy4/s200/matsumoto.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5222553896137394850" /&gt;&lt;/a&gt;W 1989 roku przeprowadzili się do Tokio i wrócili do komedii. Początkowo w mało znanych programach, aż w końcu w przebojowych &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Gaki no tsukai&lt;/span&gt; (o którym napiszę innym razem), &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Hey!Hey!Hey! Music Champ&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Downtown no Gottsu Ee Kanji&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Downtown DX&lt;/span&gt;. Pewnie nieraz dziwiliście się, oglądając jakiś odjechany japoński teleturniej, że ciągle robią z siebie idiotów ci sami faceci. Może już wtedy poznaliście Hama-chon i Mattsun.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak na ironię, panowie obecnie spędzają ze sobą tyle czasu w pracy, że prywatnie nigdy się nie spotykają nawet nie znają swoich numerów telefonów. Mattsun ponoć nawet powiedział na antenie, że wolałby jeść z podłogi niż iść z Hama-chon na kolację. A mimo to, nawet nie biorą pod uwagę artystycznego rozwodu czy stworzenia kabaretu z kimkolwiek innym. Osobliwy typ przyjaźni, a jednak piękny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Trochę teorii:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Styl komedii, jaki prezentują Downtown nazywa się &lt;span style="font-style:italic;"&gt;manzai&lt;/span&gt;. Polega on na tym, że skecze wykonuje zawsze para komików: jeden nazywany jest &lt;span style="font-style:italic;"&gt;tsukkomi&lt;/span&gt; (poważny facet), a drugi - &lt;span style="font-style:italic;"&gt;boke&lt;/span&gt; (śmieszny facet). Styl skeczów polega na wyrzucaniu dowcipów z szybkością karabinu maszynowego w formie konwersacji między komikami, kompletnie ignorującymi obecność publiczności.  To prawie jak rozmowa ze starym kumplem, gdzie przechodzą żarty, których nigdy nie dopuściłbyś się wobec osoby, z którą nie łączy cię żadna zażyłość. Rozmowy są szorstkie, często obfitują w drobne rękoczyny i wyglądają wręcz jak kłótnia.&lt;br /&gt;Styl &lt;span style="font-style:italic;"&gt;manzai&lt;/span&gt; pochodzi z Osaki.&lt;br /&gt;Fachowcy twierdzą, że duet Downtown na zawsze zmienił oblicze &lt;span style="font-style:italic;"&gt;manzai&lt;/span&gt; i wniósł doń zupełnie nową jakość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obserwując zachowanie Mattsun i Hama-chon można mieć wrażenie, że się nie lubią i ciągle kłócą. Niemniej, kto lepiej rozumie istotę męskiej przyjaźni, bez trudu dostrzeże, że tak naprawdę ci dwaj znają się jak łyse konie. Bo prawdziwi przyjaciele nie muszą się ze sobą cackać - w końcu na czyją szczerość najbardziej liczysz?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzięki nieocenionemu serwisowi youtube możemy teraz docenić nie tylko mimikę Matsumoto, ale też i żart słowny. Na liście odtwarzania poniżej zebrałam najciekawsze skecze Downtown z napisami angielskimi (że nie polskie? błagam, nie wymagajcie za wiele...). Przywiązanie się do krzesła, żeby z niego nie spaść ze śmiechu, szczerze zalecane. Miłego oglądania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="480" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://pl.youtube.com/p/FCCEC84F024BE97D"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://pl.youtube.com/p/FCCEC84F024BE97D" type="application/x-shockwave-flash" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4944504084331537219-7396133968859227493?l=japonofilka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://japonofilka.blogspot.com/feeds/7396133968859227493/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4944504084331537219&amp;postID=7396133968859227493' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/7396133968859227493'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/7396133968859227493'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://japonofilka.blogspot.com/2008/07/pikno-mskiej-przyjani.html' title='Piękno męskiej przyjaźni'/><author><name>Margotka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06198730671965600248</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/-xlPTmR3bSB8/Tad0g02EBvI/AAAAAAAAA34/hI5e0uriXhE/s220/cz-b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SHouttnWqEI/AAAAAAAAAQg/TjO-vjG5nn8/s72-c/downtown-poster.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4944504084331537219.post-6677847879820946642</id><published>2008-06-22T15:18:00.008+01:00</published><updated>2008-12-10T03:19:50.621Z</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><title type='text'>Zły bliźniak</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Jakiś czas temu na łamach niniejszego bloga rozpływałam się nad filmem &lt;a href="http://japonofilka.blogspot.com/2007/05/subtelny-i-nieco-cierpki-smak-ycia.html"&gt;"Smak herbaty"&lt;/a&gt;. Niedawno, zupełnie przypadkiem, nadziałam się na jego złego brata-bliźniaka. Film w założeniach podobny, ale... No właśnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SF5l_KINTWI/AAAAAAAAAPM/5_VEQ0Rl5N8/s1600-h/funuke_poster.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SF5l_KINTWI/AAAAAAAAAPM/5_VEQ0Rl5N8/s320/funuke_poster.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5214717554266557794" /&gt;&lt;/a&gt;Co tu dużo ukrywać: każdy ma rodzinę i wie, że ogólnie z rodziną najlepiej wychodzi na zdjęciu. Nie ma chyba rodziny bez tajemnic, skrywanych żalów, wzajemnych pretensji i niedomówień. Oczywiście nie twierdzę, że nie ma takich rodzin jak państwo Haruno ze "Smaku herbaty", bo osobiście znam taką rodzinę - JEDNĄ na setki, niestety.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak więc, rodzina Wagou, bohaterowie filmu &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Funuke Show Some Love, You Losers!"&lt;/span&gt; to rodzina, jakich wiele. Mieszkają na wsi, pracują, uczą się. Starsza córka robi karierę aktorską w stolicy, młodsza córka uczy się w miejscowym liceum, a ich starszy brat zajmuje się kiepsko płatnymi pracami, piciem i okazjonalnym biciem żony. Są też rodzice, którzy na samym początku giną w tragicznych okolicznościach na oczach najmłodszej córki. Ich pogrzeb jest okazją do spotkania się rodzeństwa i rozdrapywania dawnych ran. Niestety, pojednanie nie jest rzeczą łatwą, a dla widzów zapewne nudną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I, jak na ironię, właśnie ich ciągła walka jest motorem całego filmu. Każda kolejna scena ujawnia nowe okoliczności, nowe fakty i wprawia w coraz większą konsternację. A i tak finał historii przebija wszystko. Dialogi są mocne i dosadne, a aktorstwo pełne pasji (szczególnie zwracam uwagę na postać starszej siostry, odtwarzanej przez Eriko Sato - majstersztyk!).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten film jest chory. Chory i dziwny. Chory, dziwny i mocny. Dlatego poprzestanę na tym lakonicznym opisie, żeby nie popsuć nikomu wrażeń jakimkolwiek uszczerbkiem na suspensie. Obejrzyjcie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SF5tZiH-cmI/AAAAAAAAAPU/Pn_CWnNHVPI/s1600-h/funuke_family.jpeg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SF5tZiH-cmI/AAAAAAAAAPU/Pn_CWnNHVPI/s320/funuke_family.jpeg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5214725703966028386" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;small&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt0910888/"&gt;&lt;b&gt;Funuke domo, kanashimi no ai wo misero (Funuke show some love, you losers!)&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;rok produkcji: 2007&lt;br /&gt;reżyseria: Daihachi Yoshida&lt;br /&gt;scenariusz (na motywach mowieści Yukiko Motoya): Daihachi Yoshida&lt;br /&gt;występują: Eriko Sato, Aimi Satsukawa, Hiromi Nagakasu, Masatoshi Nagase&lt;br /&gt;film otrzymał nagrodę "Wolnego Ducha" na Warszawskim Festiwalu Filmowym w 2007 roku&lt;br /&gt;&lt;/small&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4944504084331537219-6677847879820946642?l=japonofilka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://japonofilka.blogspot.com/feeds/6677847879820946642/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4944504084331537219&amp;postID=6677847879820946642' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/6677847879820946642'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/6677847879820946642'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://japonofilka.blogspot.com/2008/06/zy-bliniak.html' title='Zły bliźniak'/><author><name>Margotka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06198730671965600248</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/-xlPTmR3bSB8/Tad0g02EBvI/AAAAAAAAA34/hI5e0uriXhE/s220/cz-b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SF5l_KINTWI/AAAAAAAAAPM/5_VEQ0Rl5N8/s72-c/funuke_poster.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4944504084331537219.post-8816337439155059024</id><published>2008-06-15T09:37:00.019+01:00</published><updated>2008-12-10T03:19:51.992Z</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sylwetki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='refleksje'/><title type='text'>Myśl japońskiego kina</title><content type='html'>&lt;br/&gt;Wygląda na to, że blog Japonofilki popadł w totalne zapomnienie. Obiecuję zająć się lepiej moim najbardziej zaniedbanym internetowym dzieckiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako zagorzała kinomanka, lubię surfować po witrynie &lt;a href="http://imdb.com"&gt;Internet Movie Database&lt;/a&gt;. Jest to moje najważniejsze źródło wiedzy o kinie, także japońskim. IMDB, oprócz encyklopedycznych informacji o ludziach kina, filmach i serialach posiada również sporą kolekcję cytatów z filmów i wywiadów. Lubię je czytać, gdyż są bardzo zabawne i pouczające. Tym razem, na użytek mojego zaniedbanego bloga, zrobiłam małe badania w zbiorach cytatów wybitnych osobistości japońskiego kina.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;(tłumaczenie z angielskiego, więc proszę o wyrozumiałość; mimo, że mieszkam już 9 miesięcy w ojczyźnie Guinnessa, ciągle mój angielski jest daleki od doskonałości)&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SFTxYawY2KI/AAAAAAAAAOs/fIL62SujZak/s1600-h/kitano_011.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SFTxYawY2KI/AAAAAAAAAOs/fIL62SujZak/s200/kitano_011.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5212056070575937698" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;b&gt;Takeshi Kitano&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;(o filmie &lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt0478044/" target="_blank"&gt;"Takeshis"&lt;/a&gt;)&lt;/i&gt;"Chciałem zrobić film, którego zupełnie nie da się zaszufladkować. Chciałem, aby widzowie wyszli z kina nie wiedząc, co o myśleć i mówić o tym filmie."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Nie lubię sposobu, w jaki Tarantino pokazuje przemoc. "Pulp fiction" nie jest w ogóle realistyczny. Pokazywanie przemocy w sposób realistyczny wymaga dużej wytrzymałości i nie jest łatwe."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Komicy mają rozśmieszać ludzi robieniem rzeczy, których nie powinno się robić. Jeżeli zaczynają wchodzić na teren wartości rodzinnych i humanitaryzmu, nie są już śmieszni."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Kiedy piszę scenariusz, mam już cały film w głowie, więc kiedy zaczynamy zdjęcia, po prostu to robimy. Bardziej interesuje mnie proces montażu, więc zdjęcia odbywają się w dużym pośpiechu. Może nie mam potem wystarczająco dużej ilości ujęć, ale właśnie to, jak zrobię film z tego co mam, jest najbardziej interesującym procesem twórczym."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Postaci w moich filmach często znajdują się w dużych kłopotach i stresie, są mocno poirytowane. Nastrój ten udziela się publiczności, która w napięciu oczekuje, dokąd to wszystko zmierza."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SFTvWl1jzyI/AAAAAAAAAOk/lg4KH4NJX1k/s1600-h/takeshis.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SFTvWl1jzyI/AAAAAAAAAOk/lg4KH4NJX1k/s320/takeshis.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5212053840167423778" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;&lt;small&gt;&lt;i&gt;Takeshis'&lt;/i&gt; - scenariusz i reżyseria: Takeshi Kitano&lt;/small&gt;&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SFTximlp7iI/AAAAAAAAAO0/SL7QpJvoJs0/s1600-h/Akira_Kurosawa.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SFTximlp7iI/AAAAAAAAAO0/SL7QpJvoJs0/s200/Akira_Kurosawa.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5212056245550837282" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;b&gt;Akira Kurosawa&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Dla mnie, sztuka filmowa to połączenie wszystkich sztuk. Właśnie dlatego poświęciłem jej swoje życie. W filmie jest malarstwo, literatura, muzyka i teatr. A jednak film to ciągle film."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Wszyscy ludzie mają podobne życiowe problemy. Film może być zrozumiany tylko wtedy, kiedy właściwie je przedstawia."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Wszystkie postaci w moich filmach starają się żyć uczciwie i przeżyć dane sobie życie jak najlepiej. Wierzę, że trzeba żyć uczciwie i ciągle się doskonalić. Ludzie, którzy to robią, są prawdziwymi bohaterami."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Z dobrego scenariusza dobry reżyser zrobi arcydzieło. Średniej jakości reżyser zrobi z tego scenariusza film po prostu przyzwoity. Jednakże, jeżeli scenariusz jest zły, nawet dobry reżyser nie zrobi z tego dobrego filmu. Aby osiągnąć pełnię ekspresji filmowej, kamera i mikrofon muszą przejść przez ogień i wodę. Tylko dobry scenariusz może to sprawić."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SFTteLCj6CI/AAAAAAAAAOU/rAdgABixIAs/s1600-h/ame_agaru.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SFTteLCj6CI/AAAAAAAAAOU/rAdgABixIAs/s320/ame_agaru.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5212051771389896738" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;&lt;small&gt;&lt;i&gt;Ame Agaru&lt;/i&gt; - reżyseria: Takashi Koizumi, scenariusz: Akira Kurosawa&lt;/small&gt;&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SFTxsCwPGNI/AAAAAAAAAO8/7c6VM7Yxkps/s1600-h/takashimiike.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SFTxsCwPGNI/AAAAAAAAAO8/7c6VM7Yxkps/s200/takashimiike.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5212056407730231506" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;b&gt;Takashi Miike&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Nie myślę zbyt wiele o publiczności, ani o tym, co ich zadowoli, bo tego nikt nigdy nie odgadnie. To bardzo japońskie: rozmyślać nad wartością rozrywkową i reakcją publiczności na nasze przedsięwzięcie. Takie myślenie jest staroświeckie. Zakłada ono, że publiczność to jednolita masa, a przecież tak naprawdę każdy widz z osobna jest inny. Rozrywka dla wszystkich nie istnieje."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Nie stworzyłem żadnych reguł filmu. Nie jestem wystarczająco wykształcony i mądry, aby je tworzyć. Robię filmy całe życie i lubię to, choć to ciężka i czasochłonna praca. Kiedy już zrobię film, oczywiście mam nadzieję, że odniesie on sukces, bo chciałbym, aby inni podzielali moją pasję."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Mogę tworzyć realistycznie tylko wówczas, kiedy mam pokazać coś nierealistycznego."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SFTugFW15oI/AAAAAAAAAOc/gIKVBYuG8lY/s1600-h/ichithekiller.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SFTugFW15oI/AAAAAAAAAOc/gIKVBYuG8lY/s320/ichithekiller.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5212052903735715458" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;center&gt;&lt;small&gt;&lt;i&gt;Ichi the killer (Koroshiya 1)&lt;/i&gt; - reż. Takashi Miike, scenariusz wg mangi autorstwa Hideo Yamamoto&lt;/small&gt;&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na przykładzie tych trzech panów widać, jak różne jest ich podejście nie tylko do sztuki filmowej i życiowego powołania, ale także upodobania estetyczne. &lt;br /&gt;Którego z nich wybierasz? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mój wybór to Akira Kurosawa. Wypowiedź na temat dobrych ludzi i uczciwego życia niemal natychmiast przywiodła mi na myśl jeden z moich najbardziej ubóstwianych filmów: &lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt0181960/"&gt;"Ame agaru"&lt;/a&gt;. Jego filmy, jak i wypowiedzi powyżej świadczą o tym, że Kurosawa był artystą, który tworzył przede wszystkim sercem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Takeshi Kitano niespecjalnie mnie zaskoczył. Jego styl kręcenia filmów jest dobrym wytłumaczeniem ich późniejszej konstrukcji: sekwencje nieco dziwacznych, oderwanych od siebie ujęć, które załatwiają całą narrację bez słów. Beat Takeshi robi na mnie wrażenie chłodnego, zdystansowanego (mimo, że był i nadal trochę jest komikiem) i działającego pod dyktando rozumu. Chylę czoła przed jego umysłem. Filozofia kina Kitano jest genialna w swojej prostocie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawie natomiast jawi mi się sylwetka Takashi Miike. Odnoszę wrażenie, że dla niego robienie filmów to jakaś sadystyczna, na wskroś egoistyczna przyjemność, w której my, jako widzowie, uczestniczymy tylko przypadkiem. Tutaj również jestem pełna podziwu, bo trudno być artystą, który tworzy tak po prostu to, co chce, nie oglądając się na chwyty marketingowe i krytykę. On też tworzy z głębi serca. Tylko czy to dobrze? Jego filmu są takie brutalne i mroczne... hmm... Może dobrze, że wyraża siebie poprzez film, a nie pracę w yakuzie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4944504084331537219-8816337439155059024?l=japonofilka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://japonofilka.blogspot.com/feeds/8816337439155059024/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4944504084331537219&amp;postID=8816337439155059024' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/8816337439155059024'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/8816337439155059024'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://japonofilka.blogspot.com/2008/06/myl-japoskiego-kina.html' title='Myśl japońskiego kina'/><author><name>Margotka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06198730671965600248</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/-xlPTmR3bSB8/Tad0g02EBvI/AAAAAAAAA34/hI5e0uriXhE/s220/cz-b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/SFTxYawY2KI/AAAAAAAAAOs/fIL62SujZak/s72-c/kitano_011.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4944504084331537219.post-3322226069969341215</id><published>2008-03-16T09:12:00.006Z</published><updated>2008-12-10T03:19:52.349Z</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ciekawostki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Jazz zamiast harcerstwa</title><content type='html'>&lt;br/&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/R90AvBZuVRI/AAAAAAAAAMA/7xlYj3qTSaE/s1600-h/p09.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/R90AvBZuVRI/AAAAAAAAAMA/7xlYj3qTSaE/s200/p09.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178295954376119570" /&gt;&lt;/a&gt;Moje życie przez wiele lat był dość ściśle związane z muzyką. Moi rodzice bardzo lubią śpiewać, mama uczyła mnie dużo piosenek, mój ojciec świetnie gra na gitarze (choć jest zupełnym samoukiem), a ja sama od dzieciństwa lubiłam śpiewać i słuchać muzyki z kaset. Kiedy miałam 10 lat, zupełnie naturalnie i bez przymusu zapragnęłam grać na gitarze. Krótko potem umiałam już zagrać kilka piosenek, głównie z repertuaru Bułata Okudżawy, Wolnej Grupy Bukowina czy Starego Dobrego Małżeństwa. Potem był kościelny chór, zespół grający na "mszach młodzieżowych", trio gitar klasycznych, w końcu - zespół jazzu tradycyjnego. Nie chcę się tutaj za bardzo uzewnętrzniać, bo ten blog nie ma charakteru osobistego, chciałam tylko uzasadnić, dlaczego moje nowe muzyczno-japonofilskie odkrycie, które zaprezentuję w dzisiejszej notce, tak bardzo mnie zachwyciło, choć z artystycznego punktu widzenia nie jest niczym wyjątkowym.&lt;br /&gt;Moje odkrycie to szkolna orkiestra jazzowa z Kobe: &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Big Friendly Jazz Orchestra&lt;/span&gt;. Zespół stricte żeński, o formule big bandu swingowego. W swoim repertuarze mają całą masę standardów jazzowych, występują na rozmaitych festiwalach i imprezach charytatywnych, często razem ze znamienitymi gośćmi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/R9z0ahZuVQI/AAAAAAAAAL4/sbmmpikjyLk/s1600-h/P10805903.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/R9z0ahZuVQI/AAAAAAAAAL4/sbmmpikjyLk/s320/P10805903.jpg" border="2" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5178282408049267970" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego mnie to bawi? Ano, bo zespół jazzowy, w którym grałam również składał się z samych kobitek, grałyśmy standardy jazzowe i tłukłyśmy się po różnych imprezach mniej lub bardziej festynowych. Tyle, że miałyśmy tzw. "skład chicagowski" (sekcja rytmiczna +"dęciaki": trąbka, puzon i klarnet lub 2 saksofony, razem 6-8 osób). Zdarzyło nam się również zagrać z lokalnymi gwiazdami jazzu, albo po prostu przypadkowymi muzykami z publiczności, którzy mieli przy sobie instrumenty i chcieli się dołączyć. Wszystko to wspominam jako okres wytężonej pracy (próby 3 razy w tygodniu, przed większymi występami bywały i codziennie, do tego należy dodać koncerty i wyjazdy), zdobywania ciekawych doświadczeń i przede wszystkim dobrej zabawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pamiętam, jak kiedyś obskoczyłyśmy warsztaty jazzowe w Niemczech, gdzie obok orkiestr niemieckich pojawiła się również orkiestra z Polski (czyli my), big band ze Szwecji (bardzo dobry), norweski saksofonista... Bo jazz jest dobrem międzynarodowym i lepiej pokonuje bariery językowe i kulturowe niż jakakolwiek inna odmiana muzyki (w końcu mówi się o j-rocku, j-popie, c-rocku, ale nikt nie mówi o j-jazzie). Może właśnie swing, a nie kościół katolicki czy scouting, powinny spajać środowiska młodzieżowe na całym świecie? Swing to pozytywna energia, optymistyczny przekaz bez słów, który również kształtuje wrażliwość, a w przeciwieństwie do całego emo-chłamu nikomu nie zagraża oszpeceniem nadgarstków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak więc, apeluję do was, rodzice, młodzieży: słuchajcie swinga, grajcie swinga, kupcie dziecku saksofon! (tylko najpierw sprawdźcie, czy ma słuch) Bawcie się równie dobrze jak panny w zespole Big Friendly Jazz Orchestra:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/XiXqDavRmDw&amp;hl=en"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/XiXqDavRmDw&amp;hl=en" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lecz zanim zagracie swoje pierwsze "In the mood" (dość trudny utwór i wyłącznie na duże składy), polecam wejść na youtube i szukać pod hasłem "bfjo" lub posłuchać mojej playlisty:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="530" height="370"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/p/F24B86C8F083D96E"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/p/F24B86C8F083D96E" type="application/x-shockwave-flash" width="530" height="370"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niech jazz będzie z wami!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4944504084331537219-3322226069969341215?l=japonofilka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://japonofilka.blogspot.com/feeds/3322226069969341215/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4944504084331537219&amp;postID=3322226069969341215' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/3322226069969341215'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/3322226069969341215'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://japonofilka.blogspot.com/2008/03/jazz-zamiast-harcerstwa.html' title='Jazz zamiast harcerstwa'/><author><name>Margotka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06198730671965600248</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/-xlPTmR3bSB8/Tad0g02EBvI/AAAAAAAAA34/hI5e0uriXhE/s220/cz-b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/R90AvBZuVRI/AAAAAAAAAMA/7xlYj3qTSaE/s72-c/p09.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4944504084331537219.post-5283438434137783741</id><published>2008-02-10T14:21:00.000Z</published><updated>2008-12-10T03:19:53.732Z</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ciekawostki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='refleksje'/><title type='text'>Dostojewski i Kurosawa</title><content type='html'>&lt;br/&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/R68JWroZ3BI/AAAAAAAAAKg/x2ClCngg2u8/s1600-h/poster.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/R68JWroZ3BI/AAAAAAAAAKg/x2ClCngg2u8/s320/poster.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5165357582891211794" /&gt;&lt;/a&gt;Niedawno postanowiłam zaznajomić się ze zjawiskiem książki mówionej (praca trochę wyczerpuje mój wzrok i cierpliwość do przyswajania słowa pisanego). Na pierwszy ogień poszedł "Idiota" Fiodora Dostojewskiego w interpretacji Jacka Rozenka. Zawsze chciałam przeczytać tę powieść, a Dostojewski jest dość... mówiąc oględnie, ciężki, więc uznałam że czytany przez ładny męski głos będzie nieco łatwiejszy w odbiorze. &lt;br /&gt;Nie myliłam się ani co do Dostojewskiego, ani co do książki mówionej. Historia bardzo mnie wciągnęła i już prawie skończyłam "czytać". Uznałam więc, że mogę teraz obejrzeć jakąś ekranizację, zwłaszcza, że powieść bardzo podziałała na moją wyobraźnię i miałam już jakąś wizję, jak wyglądają bohaterowie.&lt;br /&gt;Całkiem przypadkiem natrafiłam w wikipedii na informację, że ekranizacji tej wspaniałej powieści podjął się sam Akira Kurosawa. Było dośc oczywiste, że nie mogłam tego przegapić!&lt;br /&gt;Kurosawa zrobił to oczywiście na swój sposób: akcję przeniósł z XIX-wiecznej Rosji do powojennej Japonii. Bohaterowie otrzymali japońskie imiona i nazwiska, zmieniły się też trochę ich zawody, rangi i okoliczności w jakich los rzuca ich w wir wydarzeń. Jadnakże sama istota historii, a także większość jej szczegółów pozostała niezmieniona.&lt;br /&gt;Nie będę się zagłębiać w szczegóły fabuły - odsyłam do powieści, bo naprawdę warto. Skupię się bardziej na samym filmie i moich spostrzeżeniach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold; font-size:14pt;"&gt;Bohaterowie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/R68QELoZ3CI/AAAAAAAAAKo/ZuTZAcCwsng/s1600-h/kameda.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/R68QELoZ3CI/AAAAAAAAAKo/ZuTZAcCwsng/s320/kameda.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5165364961645026338" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Książę Lew Nikołajewicz Myszkin (Kinji Kameda)&lt;/span&gt; - zdecydowanie aktor Masayuki Mori sprostał temu trudnemu zadaniu. Udało mu się odmalować postać mężczyzny prostolinijnego i dobrodusznego, ale nie głupiego. Delikatnego, ale nie zniewieściałego. Czułego, ale nie przymilnego. Godne uwagi jest też jego blade, chorowite oblicze, które wyraźnie podkreśla fakt, że książę był epileptykiem. W powieści nie było tak odczuwalne w poczynaniach księcia, że w istocie był on delikatnego zdrowia i słaby fizycznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/R68Qz7oZ3DI/AAAAAAAAAKw/EDtZ0EL72UA/s1600-h/akama.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/R68Qz7oZ3DI/AAAAAAAAAKw/EDtZ0EL72UA/s320/akama.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5165365781983779890" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Parfien Rogożyn (Denkichi Akama)&lt;/span&gt; - chyba nie wyobrażam sobie dobrego starego japońskiego filmu bez Toshirô Mifune. Nie wyobrażam sobie też tego namiętnego, targanego silnymi emocjami bohatera granego przez kogoś chłodnego i zdystansowanego jak klasyczny bohater dramatu samurajskiego. Toshirô Mifune jest bez wątpienia Rogożynem, o którym marzyłby sam Dostojewski. Szalony, dziki, tak intensywny w swoich gestach, słowach i poczynaniach - nie wiem, czy japońskie kino tamtych czasów miało drugiego tak ekspresyjnego aktora filmowego jak on.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/R68TxboZ3EI/AAAAAAAAAK4/KMnrJJFss6k/s1600-h/taeko.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/R68TxboZ3EI/AAAAAAAAAK4/KMnrJJFss6k/s320/taeko.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5165369037568990274" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Nastazja Filipowna (Taeko Nasu)&lt;/span&gt; - muszę przyznać, że Nastazja Filipowna jest chyba moją ulubioną postacią w tej powieści i spodziewałam się wiele po Setsuko Hara. Nie zawiodłam się! Aktorka jest przede wszystkim olśniewająco piękna. Jako Teko Nasu jest dumna, uparta, namiętna i zgorzkniała przez okrutny świat mężczyzn traktujących ją jak zabawkę. Nie podoba mi się jednakże to, że tak prosto i bez ogródek przedstawiono ją jako kobietę, którą miał każdy - nie jest to spójne z powieściową Nastazją Filipowną, która była po prostu utrzymanką Tockiego, ale taką wychowywaną od dzieciństwa na jego prywatny użytek. Nie ujawniono też okoliczności, które ukazywały, jak szalona i skrzywdzona była ta kobieta: jak groziła Tockiemu śmiercią, jeżeli ożeni się z inną kobietą (a on oczywiście chciał w końcu ożenić się z posażną panną i jawić się społeczeństwu jako uczciwy człowiek), a sama gardziła nim i odrzucała jego oświadczyny. Reasumując: w samym filmie było jej zdecydowanie ZA MAŁO.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/R68YKroZ3FI/AAAAAAAAALA/E50_FGEqj0M/s1600-h/ayako.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/R68YKroZ3FI/AAAAAAAAALA/E50_FGEqj0M/s320/ayako.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5165373869407198290" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Agłaja Jepanczyn (Ayako)&lt;/span&gt; - niestety, ta postać mnie dosyć rozczarowała. Przede wszystkim wygląd aktorki - nie jest wcale tak piękna jak powieściowa Agłaja, jest całkiem przeciętna (strasznie mnie wkurzał jej pieprzyk przy nosie). Sama aktorka grała dobrze, ale chyba bycie nieco nieśmiałą i rozpuszczoną pannicą każda młoda kobieta ma we krwi. Natomiast dał ciała scenarzysta:  Ayako zbyt czule i bezpośrednio uwielbia Kamedę. Jest oczywistym, że go kocha, jednakże tak wprost okazywane uwielbienie i uznanie było zbyt poważne, kompletnie nie w stylu młodej damy rozpieszczonej przez bogatych rodziców i zadufanej w swojej urodzie. Powieściowa Agłaja ciągle kpiła z księcia i publicznie ośmieszała go, choć darzyła oczywiście szczerym uczuciem. Pamiętam, że podczas lektury okropnie mnie irytowało jej zachowanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Inni bohaterowie&lt;/span&gt; - bardzo się cieszę, że zepchnięto na dalszy plan postać Lebiediewa (w filmie pana Karube) i  nie było w ogóle Hipolita, bo te postaci doprowadzały mnie do szewskiej pasji swoją podłością, męczyła mnie wręcz ich obecność. Trochę natomiast szkoda, że w pewnych momentach miejsce Lizawiety Prokofiewny, generałowej Jepanczyn (pani Satoko) zajął generał Jepanczyn (pan Ono). Czy to była walka z emancyacją kobiet? Lizawieta Prokofiewna jest silną osobowością, kobietą obdarzoną dużą inteligencją i charyzmą - może to nie pasowało do wizerunku przykładnej japońskiej żony i matki? Jeśli tak, to wielka szkoda, bo sama powieść jest po części rozważaniami nad kwestią feminizmu.&lt;br /&gt;Filmowy Gawriła Ardalionowicz Iwołgin (Kayama) jest taki jak i w powieści: nudny, mały krętacz, zdecydowanie słaby punkt samej historii wyjściowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold; font-size:14pt;"&gt;Czas i miejsce&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Scenografia, muzyka i zdjęcia - mówię to z punktu widzenia osoby, która ogląda sporo filmów i bywa czasem znudzona nawet najdoskonalszym technicznie filmem - są absolutnie oszałamiające! Akcja rozgrywa się podczas zimy na wyspie Hokkaido, pośród śnieżnych zamieci, wycia wiatru i kilkumetrowych warstw śniegu. Stwarza to niesamowity nastrój, jakby podkreślający, jak dziki i okrutny jest świat na zewnątrz i że ludzie muszą walczyć wszelkimi sposobami o swoje miejsce przy piecu. Z umiejscowieniem akcji u progu lat 50. scenarzyści poszli zdecydowanie poszli na łatwiznę, gdyż z pewnością było łatwiej przedstawić pewne szczegóły powieści kiedy bohaterowie żyją bardziej w zachodnim stylu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/R68ktLoZ3HI/AAAAAAAAALQ/vQtRcc3wj6I/s1600-h/krajobraz.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/R68ktLoZ3HI/AAAAAAAAALQ/vQtRcc3wj6I/s400/krajobraz.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5165387656252218482" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Co jednak jest najważniejsze i Kurosawa genialnie uchwycił: prawdziwym złem tej historii i podstawą tego dramatu jest samo społeczeństwo, jego sztywne normy obyczajowe rodzącą irytującą obłudę. Jak powiedział Tiutczew: "Rosji rozumem nie ogarniesz" - jak wiele niezrozumiałego ma w sobie ten na poły azjatycki kraj! Czytając powieść chwilami nie mogłam zrozumieć bohaterów i ich czynów, ich pobudek, sensu ich słów. Może dlatego Kurosawa podjął się ekranizacji tej właśnie powieści: bo obyczajowość japońska jest również pełna niuansów i - przynajmniej z punktu widzenia obcych - niedorzeczności. Czyż nie tak właśnie świat widzi Japonię - jako coś, czego nie da się ogarnąć rozumem?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko to oczywiście tylko moje przemyślenia, z którymi możecie się zgodzić lub nie. Faktem jest natomiast, że ten film bardzo mnie poruszył, nakłonił do wielu refleksji (w połączeniu z książką), co chyba jest wystarczającym powodem, aby umieścić go, w dobie ładnych filmików o niczym, na piedestale. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:9pt;"&gt;&lt;br /&gt;"Idiota" ("Hakuchi")&lt;br /&gt;rok produkcji: 1951&lt;br /&gt;reżyseria: Akira Kurosawa&lt;br /&gt;scenariusz: Eijirô Hisaita, Akira Kurosawa (na motywach powieści Fiodora Dostojewskiego pt. "Idiota")&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt0043614/"&gt;strona filmu w serwisie IMDB&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4944504084331537219-5283438434137783741?l=japonofilka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://japonofilka.blogspot.com/feeds/5283438434137783741/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4944504084331537219&amp;postID=5283438434137783741' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/5283438434137783741'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/5283438434137783741'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://japonofilka.blogspot.com/2008/02/dostojewski-i-kurosawa.html' title='Dostojewski i Kurosawa'/><author><name>Margotka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06198730671965600248</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/-xlPTmR3bSB8/Tad0g02EBvI/AAAAAAAAA34/hI5e0uriXhE/s220/cz-b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/R68JWroZ3BI/AAAAAAAAAKg/x2ClCngg2u8/s72-c/poster.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4944504084331537219.post-2964770113471718056</id><published>2008-01-27T16:37:00.000Z</published><updated>2008-12-10T03:19:54.378Z</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sylwetki'/><title type='text'>Byłeś niegrzeczny? Chodź, opowiem ci bajeczkę...</title><content type='html'>&lt;br/&gt;Bywają bajki, których nie wypada opowiadać po zmroku i na pewno NIE do poduszki. Do takich baśni należą utwory ze zbioru &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Kwaidan: opowieści niesamowite"&lt;/span&gt; autorstwa Lafcadio Hearna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Lafcadio Hearn&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/R5yv_jqJMiI/AAAAAAAAAKI/uQiJCW_hZOQ/s1600-h/Lafcadio_hearn.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px ;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/R5yv_jqJMiI/AAAAAAAAAKI/uQiJCW_hZOQ/s400/Lafcadio_hearn.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5160192779498369570" /&gt;&lt;/a&gt;Lafcadio Hearn był amerykańskim dziennikarzem pochodzenia irlandzkiego. Pod koniec XIX wieku znalazł się w Japonii jako korespondent prasowy. Ten wyjazd zmienił na zawsze jego życie: zapałał on głęboką miłością do Kraju Kwitnącej Wiśni, porzucił posadę dziennikarza i zatrudnił się w Matsue jako nauczyciel angielskiego. Dwa lata później ożenił się z córką miejscowego samuraja, otrzymał obywatelstwo Japonii i przybrał nazwisko Koizumi Yakumo.&lt;br /&gt;W przeciągu kolejnych dwóch lat opanował perfekcyjnie język japoński i został wykładowcą literatury angielskiej na Uniwersytecie Cesarskim w Tokio. Wtedy zaczął też pisać książki o Japonii, adresowane głównie do ludzi Zachodu. Opublikował około czternastu książek, do dziś uważanych za najbardziej rzetelne opisy Japonii z okresu Meiji (1868-1912).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Książka&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/R5y0XjqJMjI/AAAAAAAAAKQ/e0m48fNNfkU/s1600-h/kwaidan-polska+okladka.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/R5y0XjqJMjI/AAAAAAAAAKQ/e0m48fNNfkU/s320/kwaidan-polska+okladka.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5160197589861741106" /&gt;&lt;/a&gt; Zbiór opowiadań i esejów "Kwaidan: Stories and Studies of Strange Things" ukazał się w 1903 roku (w 1984 roku został wydany w Polsce dzięku Wydawnictwu Łódzkiemu). Składa się na niego kilkanaście opowiadań i trzy eseje poświęcone symbolice owadów w legendach japońskich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opowiadania są pięknym przykładem literackiego horroru. Światy zwierząt, demonów i ludzi splatają się w niezwykłym tańcu, którego rytm dyktuje często przypadek. Upiory, które nigdy nie mają dobrych intencji (duszek Kacperek mógł tylko powstać w takiej fabryce głupoty jak Hollywood, przecież wiadomo, że dusza, która ciągle pląta się po ziemi po śmierci ciała miała coś na sumieniu za życia). Demony żyjące w ciele twojej żony, sąsiada lub samotnego mnicha, który ugościł cię tego wieczora. Bogowie mszczący się okrutnie za małe ludzkie podłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To wszystko działa bardzo na wyobraźnię i na pewno dostarczy niesamowitych wrażeń miłośnikom gatunku. Mimo, że to tylko słowo drukowane, takie okropności jak "Krąg" czy "Klątwa" robią się jakieś dziwnie płaskie i tandetne przy tych małych opowiastkach...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Film&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/R5y7zTqJMkI/AAAAAAAAAKY/wFUq2N3_3M4/s1600-h/AfficheKwaidan_01.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/R5y7zTqJMkI/AAAAAAAAAKY/wFUq2N3_3M4/s320/AfficheKwaidan_01.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5160205763184505410" /&gt;&lt;/a&gt;Ekranizacji opowieści podjął się w 1964 roku Masaki Kobayashi.&lt;br /&gt;Film składa się z czterech nowel filmowych, będących adaptacją opowiadań Lafcadio Hearna:&lt;br /&gt;- "Pojednanie" (ze zbioru "Shadowings")&lt;br /&gt;- "Kobieta śniegu" i "Hoichi Bez Uszu" (ze zbioru "Kwaidan: opowieści niesamowite")&lt;br /&gt;- "W czarce herbaty" ze zbioru "Kottō: Being Japanese Curios, with Sundry Cobwebs"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tutaj również mamy do czynienia z doznaniem raczej obcym nawet miłośnikom gatunku. Film ten bowiem nie zawiera scen drastycznych, nie dzieje się w nim zbyt wiele. Jest ponury, nastrojowy, pełen niedomówień i zawisłego w powietrzu strasznego napięcia. Krajobrazy, detale scenografii i muzyka - wszystko to buduje piękny, tajemniczy klimat grozy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żeby nie być gołosłowną - zamieszczam mały przedsmak:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/E6-XxEbr1uY&amp;rel=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/E6-XxEbr1uY&amp;rel=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Serdecznie polecam książkę i film wszystkim miłośnikom Japonii i horrorów. Na pewno będziecie się bać!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="font-size:10pt;"&gt;Wikipedia:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Kwaidan:_Stories_and_Studies_of_Strange_Things"&gt;Kwaidan (książka)&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Kwaidan_%28film%29"&gt;Kwaidan (film)&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Lafcadio_Hearn"&gt;Lafcadio Hearn&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4944504084331537219-2964770113471718056?l=japonofilka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://japonofilka.blogspot.com/feeds/2964770113471718056/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4944504084331537219&amp;postID=2964770113471718056' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/2964770113471718056'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/2964770113471718056'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://japonofilka.blogspot.com/2008/01/bye-niegrzeczny-chod-opowiem-ci-bajeczk.html' title='Byłeś niegrzeczny? Chodź, opowiem ci bajeczkę...'/><author><name>Margotka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06198730671965600248</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/-xlPTmR3bSB8/Tad0g02EBvI/AAAAAAAAA34/hI5e0uriXhE/s220/cz-b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/R5yv_jqJMiI/AAAAAAAAAKI/uQiJCW_hZOQ/s72-c/Lafcadio_hearn.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4944504084331537219.post-3807861655635882913</id><published>2007-10-04T20:39:00.000+01:00</published><updated>2008-12-10T03:19:54.804Z</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ciekawostki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Bo feeling to kwestia duszy, a nie pochodzenia</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RwVXmTs7WsI/AAAAAAAAAIg/BowifvRJE3s/s1600-h/orquestadelaluz218153_div.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:20px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RwVXmTs7WsI/AAAAAAAAAIg/BowifvRJE3s/s400/orquestadelaluz218153_div.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5117592867211795138" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W dzisiejszej notce chciałam się podzielić pewną ciekawostką - zespołem &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Orquesta de la Luz&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zjawisko niezwykłe, bez precedensu: jeden z najlepszych zespołów salsa w historii, i na dodatek z Japonii! Zwykłam uważać, że za muzykę "stylową" powinni brać się tubylcy, ale bądźmy szczerzy: gdyby ta zasada miała rację bytu, to jazz nigdy nie opuściłby Nowego Orleanu i Chicago, a co wart byłby świat bez Komedy czy Garbarka?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak więc wokalistka o pseudonimie Nora i grupa utalentowanych tokijskich muzyków założyli w 1984 roku zespół salsy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ich pierwszy album &lt;span style="font-style:italic;"&gt;"De La Luz"&lt;/span&gt;, wydany w 1990 roku, zawojował świat muzyki latynoamerykańskiej. Niesamowity feeling, znakomity styl, pozytywna energia i hiszpańskie teksty (podobno członkowie zespołu nie znali hiszpańskiego, uczyli się tekstów fonetycznie) - tego rdzenni muzycy z Puerto Rico nie mogli lekceważyć. Zespół wydał w następnych latach jeszcze 5 płyt, jednakże rozpadł się w 1995 roku (po przedawkowaniu ballad i jazzu, które widocznie nie przyniosły im spodziewanej artystycznej satysfakcji), w 1998 roku została wydana "pośmiertnie" płyta koncertowa i nosiła podtytuł &lt;span style="font-style:italic;"&gt;"adios amigos"&lt;/span&gt;. Po rozpadzie zespołu Nora wróciła do śpiewania tradycyjnej, staroświeckiej salsy.&lt;br /&gt;Po 11 września 2001 zespół reaktywował działalność w ramach koncertu-protestu wobec przemocy. W roku 2004 wydali płytę zatytułowaną &lt;span style="font-style:italic;"&gt;"iBANZAAAY after 9 years!"&lt;/span&gt;, kontynuują wydawanie płyt i wygląda na to, że tym razem nie opuszczą sceny tak prędko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz tradycyjnie - wybrane przeze mnie najsmaczniejsze kąski z youtube. Przygotujcie się na zachwycający popis muzyki, energii i porządną dawkę radości w czystej postaci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Salsa Caliente del Japón"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="350"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/_qFy-UddRKM"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/_qFy-UddRKM" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="350"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Arroz con Salsa"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="350"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/aczrDWkEmTU"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/aczrDWkEmTU" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="350"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;oficjalna strona zespołu: &lt;a href="http://laluz.jp"&gt;http://laluz.jp&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4944504084331537219-3807861655635882913?l=japonofilka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://japonofilka.blogspot.com/feeds/3807861655635882913/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4944504084331537219&amp;postID=3807861655635882913' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/3807861655635882913'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/3807861655635882913'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://japonofilka.blogspot.com/2007/10/bo-feeling-to-kwestia-duszy-nie.html' title='Bo feeling to kwestia duszy, a nie pochodzenia'/><author><name>Margotka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06198730671965600248</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/-xlPTmR3bSB8/Tad0g02EBvI/AAAAAAAAA34/hI5e0uriXhE/s220/cz-b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RwVXmTs7WsI/AAAAAAAAAIg/BowifvRJE3s/s72-c/orquestadelaluz218153_div.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4944504084331537219.post-4752566461584578325</id><published>2007-09-22T14:55:00.000+01:00</published><updated>2008-12-10T03:19:54.961Z</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sylwetki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Urodzeni 6 grudnia</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RvWopjs7WrI/AAAAAAAAAIY/j9RV5CK1Q3I/s1600-h/Hisaishi_Joe_01.gif"&gt;&lt;img style="float:left; margin:20px 20px 20px 20px;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RvWopjs7WrI/AAAAAAAAAIY/j9RV5CK1Q3I/s320/Hisaishi_Joe_01.gif" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5113178383860849330" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pomijam fakt, że do tej grupy zalicza się autorka niniejszego bloga. I Bartosz Opania. I Henryk Mikołaj Górecki. Najważniejszą postacią w tej grupie będzie dziś dla mnie wyjątkowo nie moja nieskromna osoba, tylko świetny japoński kompozytor &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Joe Hisaishi&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy pamiętacie rzewny walczyk z filmu "Hana-bi", przy którym Takeshi Kitano rozkwasza mordy dwóm młodocianym przestępcom na parkingu? Albo wesołą i prostą melodyjkę, którą wygrywał Totoro na okarynie, siedząc wieczorami na gałęzi drzewa kamforowego? No to może porywający walc, kiedy Hauru i Sophie chodzili w przestworzach nad miasteczkiem?&lt;br /&gt;Jeśli lubicie filmy Takeshi Kitano lyb Hayao Miyazaki, i zwracacie uwagę na muzykę w filmie, to na pewno kojarzycie już tego pana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trudno mi przecenić jego twórczość i wrażliwość, no i przede wszystkim wszechstronność (urodzeni 6 grudnia już tak mają). Bez problemu dostosowywał się do klimatu filmu, ale jednocześnie rzucając nieco świeższe spojrzenie na konwencje soundtrackowe. W dynamicznych scenach zamiast agresywnej industrialowej rozpierduchy - piękna muzyka symfoniczna. We wzruszającej scenie - dynamiczny jazz. Ballada na orkiestrę smyczkową, piosenka pop, utwór w konwencji smooth jazz? Nie ma sprawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Należę do tej znienawidzonej przez muzykologów rzeszy ignorantów, którzy muzykę klasyczną doceniają tylko w filmach (chociaż może nie do końca, bo kocham Chopina i Gershwina). Może dlatego, że muzyka musi mi się z kimś kojarzyć, więc klasycystyczne plumkanie w stylu Beethovena jest nudne, bo bez kontekstu. Muzyka pana Joe Hisaishi jest nie tylko pięknym tłem, ale też jest interesująca oderwana od filmu. Oczywiście oprócz muzyki filmowej tworzy on też samodzielne kompozycje, bardzo ładne i wysmakowane, choć z pewnością nie awangardowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawostka: Joe Hisaishi to oczywiscie nie jest prawdziwe nazwisko tego pana, tylko pseudonim. Kanji &lt;span style="font-style:italic;"&gt;"hisaishi"&lt;/span&gt; może być też czytane jako &lt;span style="font-style:italic;"&gt;"kunshi"&lt;/span&gt;, co ma być japońską transkrypcją imienia Quincy, Joe pochodzi od nazwiska Jones. Ciekawe, że choć Joe Hisaishi to taki Quincy Jones po japońsku, to jednak twórczość bohatera tej notki z jazzem ma niewiele wspólnego... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No dobrze, pora na muzykę. Słowa nie nuty!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z przepastnych zasobów youtube wybrałam następujące utwory:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Temat z filmu "Mój sąsiad Totoro"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="350"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/n-_dWKzPds8"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/n-_dWKzPds8" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="350"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Koncert na fortepian i nonet wiolonczelowy - "Madness"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="350"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/-QAGPUDV-0c"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/-QAGPUDV-0c" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="350"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://joehisaishi.com" target="_blank"&gt;Oficjalna strona kompozytora&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4944504084331537219-4752566461584578325?l=japonofilka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://japonofilka.blogspot.com/feeds/4752566461584578325/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4944504084331537219&amp;postID=4752566461584578325' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/4752566461584578325'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/4752566461584578325'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://japonofilka.blogspot.com/2007/09/urodzeni-6-grudnia.html' title='Urodzeni 6 grudnia'/><author><name>Margotka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06198730671965600248</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/-xlPTmR3bSB8/Tad0g02EBvI/AAAAAAAAA34/hI5e0uriXhE/s220/cz-b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RvWopjs7WrI/AAAAAAAAAIY/j9RV5CK1Q3I/s72-c/Hisaishi_Joe_01.gif' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4944504084331537219.post-602954626233030212</id><published>2007-09-09T19:35:00.000+01:00</published><updated>2008-12-10T03:19:55.480Z</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><title type='text'>Dokąd zmierzasz?</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RuQ9Ows0ELI/AAAAAAAAAHg/Zti-qmUCkFo/s1600-h/only_yesterday_poster.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:20px 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RuQ9Ows0ELI/AAAAAAAAAHg/Zti-qmUCkFo/s320/only_yesterday_poster.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5108275201145311410" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś chciałabym opowiedzieć o pewnym nietypowym filmie anime.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Omohide poro poro"&lt;/span&gt; (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;"Only yesterday"&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;reżyseria: Isao Takahata&lt;br /&gt;rok produkcji: 1991&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego uważam ten film za nietypowy? Otóż przyjęło się uważać w Europie, a szczególnie w Polsce, że filmy anime to produkcje skierowane raczej do dzieci, bajki lub science fiction. Sama osobiście tylko z takim anime się do czasu obejrzenia tego filmu stykałam. Tymczasem "Omohide poro poro" jest zwyczajnym filmem obyczajowym, tylko animowanym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spotkałam się z opinią, że wyróżniając ten film jako nietypowy robie sobie obciach nieznajomością tematu, bo przecież w Japonii anime i mangę robi się o wszystkim i dla wszystkich, nie tylko o walecznych księżniczkach i dla dzieci. Owszem, wiem o tym. Ale w Polsce panuje taki stereotyp, a nie każdy jest wielce oblatanym w świecie anime maniakiem. Ja na przykład nie, bo tak się składa, że Japonia to nie tylko manga i anime, o czym tacy jak oni na ogół mają nikłe pojęcie. Tak więc, drodzy &lt;span style="font-style:italic;"&gt;otaku&lt;/span&gt; z pianą na ustach, wracajcie do swojego ciasnego świata. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A ja robię swoje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RuRBGQs0EMI/AAAAAAAAAHo/HjmqJv9CIeI/s1600-h/taeko_dorosla.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RuRBGQs0EMI/AAAAAAAAAHo/HjmqJv9CIeI/s320/taeko_dorosla.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5108279453162934466" /&gt;&lt;/a&gt;27-letnia urzędniczka, Taeko, prowadzi skromne, samotne życie. Właśnie, ku wielkiemu oburzeniu rodziny, odrzuciła oświadczyny i wybiera się na urlop na wieś, do rodziny swojego szwagra, gdzie ma zamiar w ramach aktywnego wypoczynku pomagać przy zbiorach. Nieoczekiwanie zaczynają ją nawiedzać wspomnienia z czasów, kiedy miała 10 lat i wiele niespełnionych marzeń i próbuje spojrzeć z dystansu na to, kim jest i czym jest jej życie. Ucieczka z wielkiego, zatłoczonego miasta i skamieniałego od rutyny życia w świat natury i prostych, ale mądrych ludzi przynosi jej ukojenie, leczy rany z przeszłości i dodaje odwagi, by spojrzeć w przyszłość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubię i wyróżniam ten film z dwóch powodów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po pierwsze, przesłanie tego filmu. Nadaje otuchy, pokazuje, że warto czasem wyjść ze swojej skorupy i spróbować zaryzykować w poszukiwaniu szczęścia, porzucić dotychczasowe, wygodne życie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po drugie, i to jest ten ważniejszy powód, ten film to ciekawe wejrzenie w obyczajowość Japończyków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszyscy wiemy, jak świat widzi Japończyków: całe życie tyrają jak osły w kieracie, nie miewają wakacji, nie kwestionują swoich życiowych celów, chcą tylko robić pieniądze i pracować. Nieprawda! Oni też wiedzą co to przyjemność, a co to obowiązek i nie obawiają się szukać życiowej drogi. Kobietom jest niestety trudniej, bo presja społeczeństwa, aby zostać żoną i matką i zrzec się kariery zawodowej, jest bardzo silna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugi ciekawy wątek to dzieciństwo Taeko, przypadające na lata 60. w Tōkyō. Starsza siostra zasłania się teczką z rysunkami, kiedy nosi mini spódniczkę. Dzieci mają obowiązek zjadać calusieńki lunch w szkole, bo biedne dzieci w Wietnamie nie mają co jeść. Wszyscy martwią się złymi ocenami Taeko z matematyki (nawiasem mówiąc, właśnie między innymi takie podejście sprawia, że ten kraj przoduje w technologiach; może w Polsce też by tak trzeba? W końcu jak się przysłuży gospodarce kolejny batalion magistrów filozofii, socjologii, historii etc.?). Tata nie pozwala sobie na czułość i wyrozumiałość, zasłaniając się gazetą, papierosowym dymem i swoimi surowymi zasadami. Trudny to świat dla dziecka, trudny dla do zrozumienia dla gaijinów, trudny do respektowania przez młodzieńczy buntowniczy charakter.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak więc polecam gorąco ten film wszystkim. Japonofilom w ramach studiów nad kulturą, kinomanom - bo to zwyczajnie dobry film, zagubionym w poszukiwaniu życiowej drogi - w ramach pokrzepienia serc. Myślę, że film ten spodoba się również osobom nie przepadającym za kanonem estetycznym anime, gdyż animacja w tym filmie jest bardziej realistyczna i stonowana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RuVPUQs0ENI/AAAAAAAAAHw/BWCPu_FfGJU/s1600-h/z_Toshio.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RuVPUQs0ENI/AAAAAAAAAHw/BWCPu_FfGJU/s400/z_Toshio.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5108576561820602578" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt0102587/"&gt;Więcej o filmie w serwisie IMDB&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4944504084331537219-602954626233030212?l=japonofilka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://japonofilka.blogspot.com/feeds/602954626233030212/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4944504084331537219&amp;postID=602954626233030212' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/602954626233030212'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/602954626233030212'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://japonofilka.blogspot.com/2007/09/dokd-zmierzasz.html' title='Dokąd zmierzasz?'/><author><name>Margotka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06198730671965600248</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/-xlPTmR3bSB8/Tad0g02EBvI/AAAAAAAAA34/hI5e0uriXhE/s220/cz-b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RuQ9Ows0ELI/AAAAAAAAAHg/Zti-qmUCkFo/s72-c/only_yesterday_poster.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4944504084331537219.post-1593862205294085153</id><published>2007-09-09T13:34:00.000+01:00</published><updated>2007-09-09T13:38:38.392+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='historia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ciekawostki'/><title type='text'>35 lat w 10 sekund</title><content type='html'>Natrafiłam w sieci przypadkowo na bardzo ciekawy materiał filmowy: 10-sekundowy filmik pokazujący 35 lat (1969-2004) rozwoju tokijskiej dzielnicy Shinjuku. &lt;br /&gt;&lt;a href="http://gizmodo.com/gadgets/clips/35-years-of-tokyo-progress-in-10-seconds-297816.php?autoplay=true" target=_blank&gt;Polecam!&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4944504084331537219-1593862205294085153?l=japonofilka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://japonofilka.blogspot.com/feeds/1593862205294085153/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4944504084331537219&amp;postID=1593862205294085153' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/1593862205294085153'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/1593862205294085153'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://japonofilka.blogspot.com/2007/09/35-lat-w-10-sekund.html' title='35 lat w 10 sekund'/><author><name>Margotka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06198730671965600248</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/-xlPTmR3bSB8/Tad0g02EBvI/AAAAAAAAA34/hI5e0uriXhE/s220/cz-b.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4944504084331537219.post-6731541036167239560</id><published>2007-09-08T17:17:00.000+01:00</published><updated>2008-12-10T03:19:56.538Z</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kultura gejsz'/><title type='text'>Laleczka z saskiej porcelany</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RuLcPQs0ECI/AAAAAAAAAGY/bu-ieUognJM/s1600-h/makeup.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:20px 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RuLcPQs0ECI/AAAAAAAAAGY/bu-ieUognJM/s320/makeup.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5107887082130640930" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style:italic;size:14pt;"&gt;&lt;br /&gt;...twarz miała bladą jak pergamin&lt;br /&gt;Nie miała taty, ani mamy&lt;br /&gt;I nie tęskniła ani, ani.&lt;br /&gt;Jej siostrą była dumna waza,&lt;br /&gt;A wujkiem zabytkowy lichtarz&lt;br /&gt;Laleczka z saskiej porcelany&lt;br /&gt;Maleńka, smutna pozytywka&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta pioseneczka, popularna w czasach mojego dzieciństwa, niewątpliwie była mocno inspirowana postacią gejszy. Makijaż japońskiej artystki bowiem - mocny, wyrazisty, o białym podkładzie - zawsze wzbudzał kontrowersje, śmiech lub wręcz strach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie będę wyjaśniać technicznych szczegółów nakładania takiego makijażu, tym bardziej, że znalazłam w serwisie youtube doskonały materiał filmowy, który pięknie pokazuje wszystkie etapy. Oto i on:&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="350"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/QvyskAURwCs"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/QvyskAURwCs" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="350"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ze swojej strony chciałabym omówić kilka kontrowersyjnych ciekawostek i być może rozwiać wątpliwości tych, którzy boją się białej twarzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Znaczenie białego pudru&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RuMBAgs0EHI/AAAAAAAAAHA/IlxQ5q1vO_0/s1600-h/beijing_opera.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RuMBAgs0EHI/AAAAAAAAAHA/IlxQ5q1vO_0/s320/beijing_opera.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5107887357008547890" /&gt;&lt;/a&gt; Jak zapewne nietrudno się domyślić, gruba warstwa białego pudru na twarzy gejszy jest swego rodzaju maską. Tradycja makijażu-maski jest wspólna dla większości zawodów artystycznych w Azji - jak chociażby dla aktorów teatru kabuki czy śpiewaków opery pekińskiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z tego samego powodu między linią włosów a brzegiem warstwy pudru gejsze pozostawiają wąski pasek niepomalowanej skóry: ma on podkreślić "sztuczność" makijażu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak widzieliśmy na materiale filmowym, gejsza musi nakładać makijaż samodzielnie. Jest to absolutnie konieczne, gdyż w ten sposób przygotowuje się psychicznie do wejścia w swoją rolę. Ten element przygotowania scenicznego również jest wspólny dla zawodów artystycznych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RuLcfQs0EDI/AAAAAAAAAGg/MG9Z5WgewJA/s1600-h/kabuki.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RuLcfQs0EDI/AAAAAAAAAGg/MG9Z5WgewJA/s320/kabuki.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5107927510657798258" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RuL7tws0EGI/AAAAAAAAAG4/4DrNgMnnOnQ/s1600-h/usta.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px ;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RuL7tws0EGI/AAAAAAAAAG4/4DrNgMnnOnQ/s200/usta.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5107921690977112162" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Małe usteczka&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejnym charakterystycznym elementem makijażu gejszy są maleńkie, czerwone usteczka o wyraźnie zarysowanym konturze. Symbolizują one dyskrecję - ważną cechę gejszy, która, mając za zadanie zabawiać gościa rozmową lub swoją obecnością, staje się mimowolną powierniczką wielu sekretów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Paski gołej skóry na karku&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RuMFYQs0EKI/AAAAAAAAAHY/yCZ0rSXQqKI/s1600-h/szyja2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RuMFYQs0EKI/AAAAAAAAAHY/yCZ0rSXQqKI/s320/szyja2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5107932316726202530" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dochodzimy do bardzo ważnej obserwacji kulturowej: kark kobiety w Japonii jest tym, czym nogi kobiety w Europie - symbolem seksu, atrakcyjności, erotycznej aluzji, dyskretnej prowokacji. Dlatego kimono gejszy jest układane tak, aby odsłonić kark i część pleców, dlatego gejsza upina kok i dlatego też kark ma specjalny, przykuwający uwagę makijaż. Myślę, że to piękny symbol i istotna informacja o dalekowschodnim pojęciu erotyki. Jakże wulgarne wydają się w porównaniu z tym zachodnie mini spódniczki i dekolty...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Geiko i maiko&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Makijaż zmienia się wraz ze stopniem zaawansowania artystki. Młodsza maiko, oprócz białego pudru, używa także różu, który pokrywa w całości jej policzki. Starsza maiko również używa różu, ale w bardzo niewielkiej ilości. Młodsza geiko używa go już opcjonalnie, a starsza geiko nie używa go wcale.&lt;br /&gt;Podobnie jest z makijażem ust: młodsza maiko szminkuje tylko dolną wargę, starsza maiko maluje sztuczne usta, mniejsze od prawdziwych, natomiast geiko maluje już prawdziwy wykrój ust.&lt;br /&gt;W ogóle starsza geiko na ogół nie używa już sztucznego, białego makijażu-maski (chyba, że na jakieś specjalne okazje, np. festiwal Gion Matsuri), zrzeka się go na rzecz stonowanego makijażu w stylu zachodnim, z naturalnym kolorem pomadki i cienia do powiek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, gejsze to kobiety z krwi i kości i makijaż ten ulega wahaniom fizjologii skóry. Na taką okoliczność gejsza ma zawsze w swojej torebce szminkę, puder i specjalne papierowe chusteczki, aby osuszyć twarz z łojotoku i potu bez niszczenia makijażu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Czy one naprawdę są tak bardzo inne?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Makijaż-maska jest symboliczną granicą między światem sztuki i "prawdziwym życiem". Mówi on wyraźnie, że gejsza nie jest po prostu wytworną panią odwiedzającą Twoje przyjęcie - ona jest artystką, która weszła w pewną rolę, zostawiła gdzieś swoje prywatne ja i intymność, a siebie pokazuje jako dzieło sztuki, podobne rzeźbie czy obrazowi. Albo lalce z porcelany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odkąd zaczęłam pochłaniać literaturę na temat gejsz, nakładanie makijażu stało się dla mnie swego rodzaju przyjemnością, poczułam jakieś dziwne połączenie z tym dziwnym, fascynującym Światem Kwiatów i Wierzb. Bo tak naprawdę makijaż jest dla wszystkich współczesnych kobiet swego rodzaju maską - podkład, korektor i puder muszą zamaskować to, że mamy kłopoty z cerą i słabo sypiamy, makijaż oczu ma przykuć uwagę głębią spojrzenia, róż ma skorygować optycznie owal twarzy, szminka i tusz do rzęs przywrócić barwę i blask temu, co już wyblakło i poszarzało... Czy świat kobiet nie jest swego rodzaju sztuką dla sztuki, grą pozorów, wchodzeniem w wystudiowaną rolę? Życie to teatr...&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:8pt;"&gt;&lt;br /&gt;Źródła: &lt;br /&gt;&lt;a href="http://immortalgeisha.com"&gt;immortalgeisha.com&lt;/a&gt;, &lt;br /&gt;J. Gallagher - "Gejsza", &lt;br /&gt;Mineko Iwasaki - "Gejsza z Gion"&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4944504084331537219-6731541036167239560?l=japonofilka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://japonofilka.blogspot.com/feeds/6731541036167239560/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4944504084331537219&amp;postID=6731541036167239560' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/6731541036167239560'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/6731541036167239560'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://japonofilka.blogspot.com/2007/09/laleczka-z-saskiej-porcelany.html' title='Laleczka z saskiej porcelany'/><author><name>Margotka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06198730671965600248</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/-xlPTmR3bSB8/Tad0g02EBvI/AAAAAAAAA34/hI5e0uriXhE/s220/cz-b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RuLcPQs0ECI/AAAAAAAAAGY/bu-ieUognJM/s72-c/makeup.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4944504084331537219.post-7532397342675901022</id><published>2007-08-14T00:56:00.000+01:00</published><updated>2008-12-10T03:19:57.053Z</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='historia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sylwetki'/><title type='text'>Purpurowa Dama i Książę Promienisty</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RsDspQLH5_I/AAAAAAAAAFE/EM1PyPYlwtY/s1600-h/murasaki_shikibu.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RsDspQLH5_I/AAAAAAAAAFE/EM1PyPYlwtY/s320/murasaki_shikibu.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5098334971643815922" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W XI wieku, kiedy w Europie literatura w dzisiejszym rozumieniu była jeszcze w powijakach, a kobiety często nie umiały pisać i czytać, w Japonii powstała pierwsza na świecie powieść, na dodatek autorstwa kobiety.&lt;br /&gt;Mowa o powieści &lt;b&gt;"Genji Monogatari"&lt;/b&gt; ("Opowieść o księciu Genjim") napisanej przez poetkę i damę dworu, &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Murasaki Shikibu&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;Prawdziwe nazwisko Murasaki Shikibu do dziś pozostaje nieznane. Najprawdopodobniej należała do biedniejszej odnogi bardzo ważnej wówczas w Japonii rodziny Fujiwara. Jej ojciec był znanym w kręgach dworskich wybitnym znawcą literatury chińskiej, on też wykształcił Murasaki i zaszczepił jej miłość do poezji i sztuki.&lt;br /&gt;Murasaki była uznawana za dziwaczkę (w owych czasach erudycja u kobiety nie była mile widziana, dziś zresztą nie jest inaczej) i stosunkowo długo pozostała panną. Została wyswatana z przyjacielem ojca, dworzaninem i wysłała mu z listem trochę swojej twórczości literackiej, głównie wiersze i... pierwsze rozdziały "Genji monogatari". Niespełna dwa lata później Murasaki została damą dworu, mając za zadanie uczyć młodziutką cesarzową chińskiego i tworzyć kolejne rozdziały opowieści. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sława i rozmiar "Genji monogatari" przerosły oczekiwania autorki. Z pisanych od niechcenia na użytek najbliższych przyjaciół obyczajowych opowiastek urosła ogromna powieść. Przewijają się przez nią setki postaci (ponoć autorka nigdy nie popełniła błędu co do stopnia pokrewieństwa i pochodzenia żadnej z nich) i Genji przeżywa setki przygód.&lt;br /&gt;Opowieść o Księciu Promienistym (takim przydomkiem cieszył się książę Genji) stała się nie tylko zabytkiem literatury światowej i japońskiej, ale także pięknym  świadectwem epoki: Genji, wspaniały wojownik, artysta i kochanek, był ucieleśnieniem marzeń kobiet, ideałem, wzorcem piękna i charakteru (prawdopodobnie postać ta była wzorowana na bracie cesarza, którego Murasaki podziwiała). Warto dodatkowo wspomnieć o tym, że imię Murasaki (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;jap. &lt;/span&gt; "purpurowy") pochodziło również z powieści: nosiła je miłość życia Genjiego i taki pseudonim zaproponowały autorce inne damy dworu, wielkie fanki powieści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RsDtBQLH6AI/AAAAAAAAAFM/jxA9yxXu49Y/s1600-h/lizadalby.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RsDtBQLH6AI/AAAAAAAAAFM/jxA9yxXu49Y/s320/lizadalby.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5098335383960676354" /&gt;&lt;/a&gt;Minęło prawie tysiąc lat. Po Murasaki zostały tylko fragmenty listów i pamiętników, trochę wierszy, no i oczywiście "Genji monogatari". Amerykańska antropolog i wybitna specjalistka w dziedzinie kultury japońskiej, &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Liza Dalby&lt;/span&gt;, napisała książkę &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Opowieść Murasaki"&lt;/span&gt;. Pani Dalby, bazując na zachowanych pamiętnikach i listach, napisała powieść - fikcyjną biografię pisarki. Książka jest fascynująca i piękna, polecam ją gorąco wszystkim japonofilom.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RsDhqALH59I/AAAAAAAAAE0/_hxHwiWrG3A/s1600-h/opowiesc_murasaki.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RsDhqALH59I/AAAAAAAAAE0/_hxHwiWrG3A/s320/opowiesc_murasaki.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5098322889900812242" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zapraszam również na stronę pani Dalby: &lt;a href="http://www.lizadalby.com"&gt;www.lizadalby.com&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec ważna i praktyczna informacja: "Genji Monogatari" jest dostępna za darmo w pełnej wersji w internecie! Organizacja UNESCO stworzyła świetną witrynę internetową z pełnym tekstem w przekładzie angielskim, na której czytelnik może łatwo nawigować pomiędzy kolejnymi rozdziałami i przeczytać co nieco o historii powstania powieści. Dodatkowo witrynę ozdabiają ryciny z XVII-wiecznego wydania dzieła. Jeśli więc chcecie poznać świat Księcia Promienistego, zapraszam pod adres:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://webworld.unesco.org/genji/en/index.shtml"&gt;http://webworld.unesco.org/genji/en/index.shtml&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Powiem szczerze, że książka jest trudna, głównie z powodu dość archaicznej angielszczyzny przekładu (z 1925 roku). Niemniej, warto przeczytać choć fragment, aby poczuć się trochę w innym świecie i zakosztować dworskiej miłości ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4944504084331537219-7532397342675901022?l=japonofilka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://japonofilka.blogspot.com/feeds/7532397342675901022/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4944504084331537219&amp;postID=7532397342675901022' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/7532397342675901022'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/7532397342675901022'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://japonofilka.blogspot.com/2007/06/purpurowa-dama-i-ksi-promienisty.html' title='Purpurowa Dama i Książę Promienisty'/><author><name>Margotka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06198730671965600248</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/-xlPTmR3bSB8/Tad0g02EBvI/AAAAAAAAA34/hI5e0uriXhE/s220/cz-b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RsDspQLH5_I/AAAAAAAAAFE/EM1PyPYlwtY/s72-c/murasaki_shikibu.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4944504084331537219.post-6899985790724323925</id><published>2007-06-15T22:15:00.000+01:00</published><updated>2008-12-10T03:19:57.262Z</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Japonki na ostro</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RnMCkP7DHWI/AAAAAAAAAD8/wI3cDj4vqEw/s1600-h/gogo7188.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RnMCkP7DHWI/AAAAAAAAAD8/wI3cDj4vqEw/s320/gogo7188.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5076404026749427042" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W dzisiejszej notce chciałam się podzielić moim nowym muzycznym odkryciem - zespołem &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Go!Go!7188&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Owa sympatyczna i ciekawa kapelka powstała w 1998 roku. W 2000 roku wydali swoją pierwszą płytę i od tego czasu ostro dają czadu, intensywnie koncertując i wydając płytkę za płytką (mają ich na koncie aż 9 - tempo Toma Waitsa!;)).&lt;br /&gt;Motorem zespołu są 2 urocze panie śpiewające i grające na "wiosłach" - gitarzystka  &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Nakashima Yumi&lt;/span&gt; i basistka &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Hamada Akiko&lt;/span&gt;. Za tło rytmiczne i wizualne odpowiada perkusista o ksywie &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Turkey&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;Styl ich grania to świetna mieszanina punk-rocka, trashu i elementów popu. Melodie, jak to w japońskiej muzyce, są dość pokręcone i prezentowane mocnym, charakterystycznym wokalem Yumi dają piorunujący efekt. Ta muzyka to czysta energia i świetna zabawa. Działa na mnie tak intensywnie, że nawet kiedy siedzę zmęczona kolejną godzinę przed komputerem, ich kawałki sprawiają, że podryguję na krześle i uśmiecham się od ucha do ucha. Warto przy tym dodać, że panie Nakashima i Hamada są dobrymi instrumentalistkami, a Yumi ma niesamowitą charyzmę. Mam nadzieję, że będzie mi dane usłyszeć kiedyś ten zespół na żywo, bowiem jak na ogół nie znoszę materiałów filmowych i nagrań z koncertów, tak filmiki z ich występów mnie po prostu hipnotyzują.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moje odkrycie zawdzięczam niezrównanemu serwisowi YouTube, który teraz wykorzystam, aby zaprezentować czytelnikom niewielki wycinek twórczości zespołu. Zaznaczam, że nie odpowiadam za żadne demolki wywołane nadmiernym przypływem energii podczas słuchania tej muzyki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świetna, energetyzująca piosenka i największy hicior zespołu - &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Ukifune"&lt;/span&gt; (okraszona ciekawym teledyskiem)&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="350"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/7sj17tt2ChU"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/7sj17tt2ChU" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="350"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;A to już trochę lżejszy i bardziej popowy kawałek - &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Kinkyori Renai"&lt;/span&gt; (do obejrzenia wyłącznie na stronie YouTube):&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=B_vO9Bf6MRU"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=B_vO9Bf6MRU&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oficjalna strona zespołu (wyłącznie w języku japońskim) znajduje się pod adresem:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.breast.co.jp/gogo7188/"&gt;http://www.breast.co.jp/gogo7188/&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do niedawna sądziłam, że rock umarł i nie warto się nim już interesować. Jak dobrze, że się pomyliłam...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4944504084331537219-6899985790724323925?l=japonofilka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://japonofilka.blogspot.com/feeds/6899985790724323925/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4944504084331537219&amp;postID=6899985790724323925' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/6899985790724323925'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/6899985790724323925'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://japonofilka.blogspot.com/2007/06/japonki-na-ostro.html' title='Japonki na ostro'/><author><name>Margotka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06198730671965600248</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/-xlPTmR3bSB8/Tad0g02EBvI/AAAAAAAAA34/hI5e0uriXhE/s220/cz-b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RnMCkP7DHWI/AAAAAAAAAD8/wI3cDj4vqEw/s72-c/gogo7188.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4944504084331537219.post-3098808154327432221</id><published>2007-06-10T14:30:00.000+01:00</published><updated>2008-12-10T03:19:57.756Z</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sylwetki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kultura gejsz'/><title type='text'>Iwasaki Mineko</title><content type='html'>Niedawno artykułem &lt;a href="http://japonofilka.blogspot.com/2007/05/gejsza-wielka-zagadka-orientu.html"&gt;"Gejsza - wielka zagadka orientu"&lt;/a&gt; podjęłam się ambitnego zadania przybliżenia czytelnikom mojego bloga kultury gejsz. Jednakże, odstąpiłam od pomysłu płodzenia fachowych i poważnych artykułów. Lata studiów nauczyły mnie, że najwięcej użytecznych informacji zawierają przykłady, a nie podręczniki, dlatego też dziś na przykładzie najwybitniejszej i najsławniejszej gejszy XX wieku przyjrzymy się nieco rytuałom i zwyczajom Świata Kwiatów i Wierzb.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/Rmvi7_7DHSI/AAAAAAAAADc/zWwvWrVEd40/s1600-h/mineko-present.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/Rmvi7_7DHSI/AAAAAAAAADc/zWwvWrVEd40/s320/mineko-present.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5074398925562256674" /&gt;&lt;/a&gt;Iwasaki Mineko urodziła się w 1949 roku w Kyoto jako Tanaka Masako. Przyszła na świat w wielodzietnej rodzinie artystycznej. Jej ojciec był malarzem kimon, matka zajmowała się artystycznym barwieniem tkanin, zaś 3 starsze siostry pracowały w &lt;span style="font-style:italic;"&gt;hanamachi&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mineko już w wieku 3 lat została zauważona przez przyjaciółkę i częstego gościa rodziny Tanaka, panią Iwasaki, matką (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;okāsan&lt;/span&gt;) Iwasaki &lt;span style="font-style:italic;"&gt;okiya&lt;/span&gt;. Jedna ze staszych sióstr Mineko dość nieuczciwie rozprawiła się z &lt;span style="font-style:italic;"&gt;okiya&lt;/span&gt;, nieoczekiwanie wychodząc za mąż (co oczywiście jest zawsze równoznaczne z zakończeniem kariery zawodowej gejszy), nie odpracowawszy nakładów finansowych na jej naukę i start w zawodzie. Dlatego też &lt;span style="font-style:italic;"&gt;okāsan&lt;/span&gt; Iwasaki nalegała, aby Mineko wprowadziła się jeszcze jako dziecko do &lt;span style="font-style:italic;"&gt;okiya&lt;/span&gt; i zaczęła edukację jako gejsza, aby później móc zostać jej następczynią. Posunięcie to wiązało się nie tylko z przeprowadzką, ale również z adopcją przez rodzinę Iwasaki, co początkowo wywołało gwałtowny sprzeciw państwa Tanaka i samej Mineko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mineko na próbę wprowadziła się do &lt;span style="font-style:italic;"&gt;okiya&lt;/span&gt; i w przepisowym wieku 6 lat, 6 miesięcy i 6 dni zaczęła naukę w szkole gejsz. Niemalże od razu zapałała wielką miłością do tańca, co zaważyło na jej dalszym życiu. Trzy lata później Mineko została adoptowana przez rodzinę Iwasaki. Wówczas zmieniono jej też imię z Masako na Mineko, gdyż imię Masako nosiła już jedna ze starszych gejsz w &lt;span style="font-style:italic;"&gt;okiya&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RmvkRf7DHVI/AAAAAAAAAD0/1tijPnSE2js/s1600-h/mineko-young.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RmvkRf7DHVI/AAAAAAAAAD0/1tijPnSE2js/s320/mineko-young.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5074400394441071954" /&gt;&lt;/a&gt;Przez lata nauki i pracy w zawodzie Mineko pięła się szybko po szczeblach kariery. W szkole była prymuską i egzamin na &lt;span style="font-style:italic;"&gt;maiko&lt;/span&gt; zdała najlepiej w swoim roczniku. Pracę jako &lt;span style="font-style:italic;"&gt;maiko&lt;/span&gt; zaczęła jeszcze przed przepisowym czasem (wzbudziła zainteresowanie gości jeszcze jako &lt;span style="font-style:italic;"&gt;miranai&lt;/span&gt; - praktykantka, która odwiedza herbaciarnie tylko w celu obserwacji starszych koleżanek przy pracy). Już jako &lt;span style="font-style:italic;"&gt;maiko&lt;/span&gt; miała przepełniony terminarz, oczywiście udzielała się też przedsięwzięciach artystycznych &lt;span style="font-style:italic;"&gt;hanamachi&lt;/span&gt;, tj. paradach, spektaklach tanecznych itp. W latach 60. jej zdjęcie pojawiło się na plakatach i turystycznych gadżetach promujących Kyoto, w latach 70. wystąpiła w telewizyjnej reklamie japońskiej whiskey marki Suntory.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wraz ze wzrostem popularności i zarobków pojawiła się niesamowita zawiść koleżanek po fachu. Gejsze żyją w &lt;span style="font-style:italic;"&gt;okiya&lt;/span&gt; w swoistych rodzinach: szefową tytułuje się matką (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;okāsan&lt;/span&gt;), zaś każda gejsza od początku kariery ma tzw. starszą siostrę - pełnoprawną gejszę, dobieraną przez &lt;span style="font-style:italic;"&gt;okāsan&lt;/span&gt;, która ma uczyć i pomagać w zdobyciu popularności początkującej artystce. Na nieszczęście Mineko, jej starszą siostrą została jej biologiczna starsza siostra, Yaeko (ta sama, która kiedyś wyszła za mąż i odeszła z zawodu, zdołała już rozwieść się i wrócić do &lt;span style="font-style:italic;"&gt;hanamachi&lt;/span&gt;). Kobieta owa nie tylko nie spełniała swojego zadania, ale wręcz szkodziła karierze młodej Mineko. Pozbawiona oparcia ze strony rodziny, Mineko samotnie walczyła z zawiścią koleżanek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mineko Iwasaki odeszła z zawodu u szczytu kariery, wieku 29 lat. Jako powód podaje rozgoryczenie tym, jak &lt;span style="font-style:italic;"&gt;hanamachi&lt;/span&gt; traktuje obiecujące artystki. Fakt faktem, czasy się zmieniają, a system kształcenia gejsz jest taki sam od stuleci: gejsz nie uczy się języków obcych, nie daje się im dyplomu ukończenia szkoły, który byłby honorowany jako wykształcenie średnie, gejsze mają też mniejsze dochody niż powinny, bo pieniądze pochodzące z &lt;span style="font-style:italic;"&gt;ozashiki&lt;/span&gt; zasilają budżet &lt;span style="font-style:italic;"&gt;okiya&lt;/span&gt; i idą w większości na stroje, zaś ze spektakli artystki nie mają nic poza satysfakcją. To wszystko sprawiło, że Mineko, już jako &lt;span style="font-style:italic;"&gt;okāsan&lt;/span&gt; Iwasaki, zamknęła &lt;span style="font-style:italic;"&gt;okiya&lt;/span&gt;, wyszła za mąż i zajęła się sprzedażą i konserwacją dzieł sztuki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bez wątpienia Iwasaki Mineko była najwybitniejszą gejszą swojego pokolenia. Jednakże, to nie dzięki temu stała się sławna poza Japonią. Sławą, i to złą, okryła ją powieść Arthura Goldena pt. &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Wyznania gejszy"&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;Prawdą jest, że Mineko współpracowała z Goldenem. Prawdą jest, że opowiedziała mu historię swojego życia i ujawniła sporo detali dotyczących życia gejsz. Jednakże, w kodeks gejsz (i chyba w ogóle Japończyków) jest wpisana dyskrecja i skromność, więc Mineko prosiła, aby nie ujawniać jej nazwiska.&lt;br /&gt;A co zrobił ten durny gaijin? Nie tylko ujawnił nazwisko Mineko. Nie tylko stworzył oszczercze dzieło sugerujące, że gejsze to prostytutki (czym zbudował mur stereotypów, który gejsze usiłują zburzyć do dziś). W wywiadach dodał jeszcze, że Mineko udzieliła mu informacji, jakoby sama sprzedała swoje dziewictwo za sumę 100 mln jenów! Jest to oczywiście bzdura, gdyż rytuał uroczystej defloracji poprzedzony licytacją był inicjacją w świecie luksusowych prostytutek (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;tayū&lt;/span&gt;), nie gejsz. Sprawa znalazła swój finał w sądzie, jednakże Iwasaki Mineko na zawsze pozostała persona non grata Świata Kwiatów i Wierzb. Podobno proponowano jej nawet rytualne samobójstwo w &lt;span style="font-style:italic;"&gt;ochaya&lt;/span&gt;, aby zmyć plamę na honorze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RmvjMP7DHUI/AAAAAAAAADs/HpnnsNEz7C8/s1600-h/okladka.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RmvjMP7DHUI/AAAAAAAAADs/HpnnsNEz7C8/s320/okladka.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5074399204735130946" /&gt;&lt;/a&gt;W 2002 roku Iwasaki Mineko przy pomocy amerykańskiej dziennikarki Rande Brown opublikowała swoją autobiografię pod tytułem &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Gejsza z Gion"&lt;/span&gt;, z której zaczerpnęłam prawie wszystkie informacje zawarte w tym artykule. Książka ta nie wspomina ani słowem o Goldenie, ale dość brutalnie rozprawia się ze stereotypami przez niego stworzonymi. Jest przy tym niesamowicie ciekawa i, choć nie jest fikcją literacką, czyta się ją z zapartym tchem. Polecam gorąco tę lekturę!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4944504084331537219-3098808154327432221?l=japonofilka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://japonofilka.blogspot.com/feeds/3098808154327432221/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4944504084331537219&amp;postID=3098808154327432221' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/3098808154327432221'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/3098808154327432221'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://japonofilka.blogspot.com/2007/06/iwasaki-mineko.html' title='Iwasaki Mineko'/><author><name>Margotka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06198730671965600248</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/-xlPTmR3bSB8/Tad0g02EBvI/AAAAAAAAA34/hI5e0uriXhE/s220/cz-b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/Rmvi7_7DHSI/AAAAAAAAADc/zWwvWrVEd40/s72-c/mineko-present.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4944504084331537219.post-8155501798508682448</id><published>2007-06-10T12:57:00.000+01:00</published><updated>2007-06-10T13:17:15.466+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kultura gejsz'/><title type='text'>Terminy związane z kulturą gejsz</title><content type='html'>Nie sposób opowiadać o kulturze gejsz bez wprowadzenia kilku podstawowych terminów. W dalszych artykułach będę posługiwać się nimi, ponieważ niektóre z tych japońskich słów nie mają swoich dobrych i w miarę zwięzłych odpowiedników w języku polskim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;hanamachi&lt;/span&gt;  - dzielnica gejsz, w skład której wchodzą: lokale organizujące przyjęcia z gejszami, domy, w których mieszkają gejsze oraz szkoły gejsz i biuro zarządzające społecznością artystyczną&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;okiya&lt;/span&gt; - dom, w którym mieszkają gejsze&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;ochaya&lt;/span&gt; - herbaciarnia w &lt;span style="font-style:italic;"&gt;hanamachi&lt;/span&gt;, na ogół ekskluzywny lokal urządzony w stylu tradycyjnym, w którym odbywają się przyjęcia z gejszami&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;maiko&lt;/span&gt; - gejsza-uczennica&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;geiko&lt;/span&gt; - pełnoprawna gejsza&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;ozashiki&lt;/span&gt; - przyjęcie z udziałem gejsz, wyprawiane w &lt;span style="font-style:italic;"&gt;ochaya&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście terminologia związana z Światem Kwiatów i Wierzb jest dużo bardziej rozbudowana. Postaram się wprowadzić jej nieco więcej w następnych artykułach.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4944504084331537219-8155501798508682448?l=japonofilka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://japonofilka.blogspot.com/feeds/8155501798508682448/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4944504084331537219&amp;postID=8155501798508682448' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/8155501798508682448'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/8155501798508682448'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://japonofilka.blogspot.com/2007/06/terminy-zwizane-z-kultur-gejsz.html' title='Terminy związane z kulturą gejsz'/><author><name>Margotka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06198730671965600248</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/-xlPTmR3bSB8/Tad0g02EBvI/AAAAAAAAA34/hI5e0uriXhE/s220/cz-b.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4944504084331537219.post-4634525674162127266</id><published>2007-06-08T10:46:00.000+01:00</published><updated>2008-12-10T03:19:58.862Z</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='refleksje'/><title type='text'>Japoński kot przynosi szczęście!</title><content type='html'>Kto wie, czy kultura japońska nie stała mi się bliska właśnie przez wszechobecność kotów?&lt;br /&gt;O ile bowiem w Europie kot przez stulecia był uważany za pomiot szatana, o tyle w Japonii był zawsze najlepszym przyjacielem człowieka. Nie czymś do szczucia złodziei i utylizacji resztek jak pies, ale właśnie przyjacielem i towarzyszem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RmkpkP7DHJI/AAAAAAAAACU/ViC7sQjw1q0/s1600-h/soseki-neko.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RmkpkP7DHJI/AAAAAAAAACU/ViC7sQjw1q0/s320/soseki-neko.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5073632157935803538" /&gt;&lt;/a&gt;Jedną z najlepszych Japońskich powieści wszechczasów jest utwór Natsume Sōseki pt. &lt;b&gt;"Jestem kotem"&lt;/b&gt;. Jej bohaterem jest bezimienny szylkretowy kociak, który któregoś wieczoru przybłąkał się do domu pewnego nauczyciela angielskiego, z właściwym kotom uporem znosił ciągłe wyrzucanie za próg przez służącą (na której później zemścił się kradnąc makrelę) i w końcu został zaakceptowany jako domownik. &lt;br /&gt;W powieści tej roi się od kotów, bo - co znaczące - we wszystkich domach w sąsiedztwie mieszkają owe doskonałe czworonogi. Koci świat umiejętnie przeplata się z ludzkim, nasz bohater relacjonuje bowiem  podsłuchane rozmowy ludzi, swoje polowania na cykady i przygody z kocimi sąsiadami.&lt;br /&gt;Kotek szybko stał się ulubieńcem przyjaciół gospodarza, którzy przesyłali mu ukłony w listach i rysowali jego podobizny na karkach noworocznych.&lt;br /&gt;Na zdjęciu powyżej widnieje swoisty pomnik ku czci pisarza w kampusie uczelni, którą ukończył.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/Rmm7S_7DHQI/AAAAAAAAADM/NC8NXARopCY/s1600-h/jiji.png"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/Rmm7S_7DHQI/AAAAAAAAADM/NC8NXARopCY/s200/jiji.png" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5073792390280715522" /&gt;&lt;/a&gt;Kolejnym wybitnym japońskim kotem jest najlepszy odtwórca roli drugoplanowej w filmie anime, czarny kot imieniem Jiji. Jiji jest najlepszym przyjacielem i wspólnikiem nastoletniej czarownicy imieniem Kiki. Nieco przemądrzały i arogancki, ale uczynny i zawsze skory do pomocy małej wiedźmie. Kiki dzięki magii może z nim rozmawiać, zaś Jiji jest jej tłumaczem w kontaktach ze zwierzętami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Koty są z resztą wszechobecne w filmach Hayao Miyazaki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RmksRP7DHLI/AAAAAAAAACk/ue7JvYhxsw0/s1600-h/whispercap1.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RmksRP7DHLI/AAAAAAAAACk/ue7JvYhxsw0/s200/whispercap1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5073635130053172402" /&gt;&lt;/a&gt; W filmie "Jeżeli się wsłuchasz" ("Whisper of the heart") pojawia się tajemniczy kot imieniem Moon (chociaż nazywany jest w zasadzie rożnie, w zależności od domu, w którym się aktualnie posila). Moon przyciąga uwagę Shizuku w pociągu i prowadzi ją do niezwykłego sklepu ze starociami na przedmieściach Tokyo.&lt;br /&gt;W tym samym sklepie króluje pewna droga właścicielowi figurka Barona - dżentelmena z głową kota, którego oczy zrobione są z kamieni szlachetnych i iskrzą się w słońcu. Baron zainspirował Shizuku do napisania pierwszego opowiadania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RmkseP7DHMI/AAAAAAAAACs/i82BvC6QWrM/s1600-h/whisper_of_the_heart005.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RmkseP7DHMI/AAAAAAAAACs/i82BvC6QWrM/s200/whisper_of_the_heart005.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5073635353391471810" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Najbardziej niezwykłym kotem w naszej gromadce jest Kotobus w filmie "Mój sąsiad Totoro".&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/Rmkuzf7DHNI/AAAAAAAAAC0/5r7ENJkHhBo/s1600-h/nekobasu2.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:20px 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/Rmkuzf7DHNI/AAAAAAAAAC0/5r7ENJkHhBo/s200/nekobasu2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5073637917486947538" /&gt;&lt;/a&gt;Kotobus to najlepszy autobus na świecie: przyjeżdża (a raczej przybiega) na każde zawołanie Totoro, dociera wszędzie i, jeśli tego wymaga usprawnienie transportu, porusza się po drutach telegraficznych (bo co to za wysiłek dla kota przejść po trochę wyższym płocie, zwłaszcza dla magicznego) oraz wspina się po drzewach. Przy okazji miauczy zamiast ryczeć klaksonem, a jego oczy jarzą się w mroku jak latarnie (bo kto to widział pojazd bez świateł). Na dodatek Kotobus to autobus pierwszej klasy, bo w środku jest mięciutki i kudłaty.&lt;br /&gt;Sam zaś Totoro ma w sobie coś z kota, mianowicie charakterystycznie ukształtowany pyszczek okraszony wąsiskami i nocny tryb zycia.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/Rmkxm_7DHOI/AAAAAAAAAC8/a67K9zXiQtg/s1600-h/teto.gif"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/Rmkxm_7DHOI/AAAAAAAAAC8/a67K9zXiQtg/s200/teto.gif" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5073641001273466082" height=80/&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Teto, pupil Nauzykai z Doliny Wiatru, też nie jest kotem. Ale ma zdecydowanie kocie ruchy i jarzące się na zielono slepia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i na deser najważniejszy kot w Japonii, mianowicie &lt;b&gt;Maneki Neko&lt;/b&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/Rmm--P7DHRI/AAAAAAAAADU/N1pFhl7fi2A/s1600-h/maneki1.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/Rmm--P7DHRI/AAAAAAAAADU/N1pFhl7fi2A/s320/maneki1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5073796431844941074" /&gt;&lt;/a&gt;Maneki Neko (dosł. "pozdrawiający kot") to najpopularniejszy japoński amulet. Na ogół dostępny w formie porcelanowych figurek, ale też jako breloczek, obrazek lub skarbonka, przynosi szczęście w interesach. Kiedy unosi lewą łapę, przyciąga klientów, kiedy unosi prawą - szczęście i bogactwo (chociaż można się spotkać z interpretacją, że jest dokładnie na odwrót). Znaczenie dla działania amuletu ma również kolor kota - kot biały z rudo-czarnymi plamami to rzadkie umaszczenie u kota rasy japońskiej i dlatego wierzy się, że maneki neko z takim umaszczeniem przynosi szczególne powodzenie. Biały kot symbolizuje czystość, czarny i czerwony odpędzają złe duchy i choroby, złoty przynosi bogactwo, różowy - szczęście w miłości, a zielony - powodzenie w nauce. Czerwona obroża z dzwoneczkiem lub wstążka na szyi to tradycyjne "przybranie" kota w bogatych domach w epoce Edo. Kot czasem trzyma w łapce monetę (zapewne dla podkreślenia, jaki z niego materialista:D).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak więc zastanówmy się: czy warto przypisywać tym słodkim, miłym i mądrym zwierzakom cechy diabelskie? Japończycy już dawno zmądrzeli...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4944504084331537219-4634525674162127266?l=japonofilka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://japonofilka.blogspot.com/feeds/4634525674162127266/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4944504084331537219&amp;postID=4634525674162127266' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/4634525674162127266'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/4634525674162127266'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://japonofilka.blogspot.com/2007/06/japoski-kot-przynosi-szczcie.html' title='Japoński kot przynosi szczęście!'/><author><name>Margotka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06198730671965600248</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/-xlPTmR3bSB8/Tad0g02EBvI/AAAAAAAAA34/hI5e0uriXhE/s220/cz-b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RmkpkP7DHJI/AAAAAAAAACU/ViC7sQjw1q0/s72-c/soseki-neko.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4944504084331537219.post-521381940602659211</id><published>2007-06-02T13:32:00.001+01:00</published><updated>2008-12-10T03:20:00.128Z</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='refleksje'/><title type='text'>Zaczarowany świat Hayao Miyazaki, czyli szczęśliwe japońskie dzieci</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RmFj13Ch_wI/AAAAAAAAABg/NQFe-Ze8PAs/s1600-h/chihiro.png"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 25px 20px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RmFj13Ch_wI/AAAAAAAAABg/NQFe-Ze8PAs/s320/chihiro.png" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5071444432354672386" height=150 /&gt;&lt;/a&gt;Na temat anime jest wiele stron www, książek, fachowej prasy, a nawet trochę prac magisterskich i doktoratów. Chyba każdy gaijin słyszał cokolwiek o anime lub widział fragment "Czarodziejki z księżyca" czy "Dragon ball". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego też nie zamierzam się wymądrzać na temat anime, a bardziej skupić na swoich refleksjach nad paroma moimi ulubionymi filmami autorstwa guru anime, Miyazaki Hayao.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RmFk0nCh_xI/AAAAAAAAABo/MLItVqGsKOY/s1600-h/kiki.png"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RmFk0nCh_xI/AAAAAAAAABo/MLItVqGsKOY/s320/kiki.png" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5071445510391463698" height=120 /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Żelazna Kurtyna, potem zalew kultury amerykańskiej i hollywoodzkiej sieczki, no i wszechobecny w zachodniej cywilizacji stereotyp, że "kreskówki" sztuką nie są, nie sprzyjały popularyzacji filmów pana Miyazaki w Polsce i dopiero dwie ostatnie produkcje zostały zauważalnie wprowadzone do polskich kin. &lt;br /&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Walcząc jak lew na różne sposoby, udało mi się jak dotąd obejrzeć następujące pozycje (i zarazem prawie wszystkie "pełnometrażowce"):&lt;br /&gt;- "Hauru no ugoku shiro" ("Ruchomy zamek Hauru", 2004)&lt;br /&gt;- "Sen to Chihiro no kamikakushi" ("Spirited away: w krainie bogów", 2001)&lt;br /&gt;- "Mononoke hime" ("Księżniczka Mononoke", 1997)&lt;br /&gt;- "Kurenai no buta" ("Szkarłatny pilot", 1992)&lt;br /&gt;- "Majo no takkyûbin" ("Kiki's Delivery Service", 1989)&lt;br /&gt;- "Tonari no Totoro" ("Mój sąsiad Totoro", 1988)&lt;br /&gt;- "Tenkû no shiro Rapyuta" ("Laputa - zamek w chmurach", 1986)&lt;br /&gt;- "Kaze no tani no Naushika" ("Nauzykaa z Doliny Wiatru",1984) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RmFlh3Ch_yI/AAAAAAAAABw/IxwmB_sBAVw/s1600-h/mononoke.png"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 5px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RmFlh3Ch_yI/AAAAAAAAABw/IxwmB_sBAVw/s200/mononoke.png" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5071446287780544290" /&gt;&lt;/a&gt;Trudno streścić w kilku słowach, o czym opowiadają te filmy, z resztą podejrzewam, że profesjonalni recenzenci zrobią to lepiej ode mnie. Najważniejsze jest w nich to, że są najpiękniejszym i najbardziej skomplikowanym koncertem fantazji w światowej kinematografii. Przypuszczam, że wielką rolę odgrywa tu animacja, która ma znacznie szersze możliwości niż tradycyjne filmy z nawet najlepszymi efektami specjalnymi i scenografią. Na przykład, w filmie "Nauzykaa z Doliny Wiatru" pojawiają się dziwaczne rośliny i zwierzęta (przypuszczam, że właśnie to był zalążek koncepcji pokemonów - stworków będących dziwacznymi krzyżówkami znanych zwierząt). W "Mój sąsiad Totoro" i "Spirited away: w krainie bogów" mamy do czynienia z przenikaniem się świata bogów i ludzi. I wszędzie jest pełno magii, niezwykłości i fantazji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RmFmgHCh_0I/AAAAAAAAACA/xNw6eCnEFgo/s1600-h/totoro_head.png"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0px 10px 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RmFmgHCh_0I/AAAAAAAAACA/xNw6eCnEFgo/s200/totoro_head.png" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5071447357227401026" /&gt;&lt;/a&gt;Na przykładzie owych filmów widać też, jak bardzo japońska mentalność jest różna od zachodniej. Np. w "Mój sąsiad Totoro" rodzina wprowadza się do nawiedzonego domu i... cieszy się z tego! Podczas, gdy w zachodnim filmie nawiedzony dom to zawsze kłopoty i ofiary śmiertelne, pan Kusakabe idzie z Mei i Satsuki do świątyni w ramach "dobrosąsiedzkich stosunków". Kiedy dla odmiany na Zachodzie zrobiono film o przyjaznym duszku Kacperku, wyszła z tego głupia i sentymentalna papka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RmFmC3Ch_zI/AAAAAAAAAB4/EjSz3_NVmlM/s1600-h/nausicaa.gif"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0  10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RmFmC3Ch_zI/AAAAAAAAAB4/EjSz3_NVmlM/s200/nausicaa.gif" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5071446854716227378" /&gt;&lt;/a&gt;I to ostatnie stwierdzenie prowadzi mnie do następującej obserwacji: filmy te są tak inteligentne i wyzute z wszelkiej egzaltacji, że mogą być interesujące zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych, niosąc zawsze ciekawe i pouczające przesłanie: że trzeba dbać o środowisko naturalne i żyć w zgodzie z naturą, że wojna jest niszczącym wszystko złem, że trzeba mieć w życiu pasję.&lt;br /&gt;&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Myślę, że można jeszcze długo interpretować każdy film z osobna i każdy detal, ale nie będę wyręczać ewentualnych autorów prac magisterskich. Zakończę zatem mój felieton w jedyny możliwy sposób: zachęcając was z całego serca do obejrzenia tych filmów!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RmFrVXCh_1I/AAAAAAAAACI/z18pt6QvFLw/s1600-h/teto.gif"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RmFrVXCh_1I/AAAAAAAAACI/z18pt6QvFLw/s200/teto.gif" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5071452670101946194" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moje ulubione to "Nauzykaa z Doliny Wiatru", "Mój sąsiad Totoro" i "Spirited away: w krainie bogów". A wasze?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4944504084331537219-521381940602659211?l=japonofilka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://japonofilka.blogspot.com/feeds/521381940602659211/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4944504084331537219&amp;postID=521381940602659211' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/521381940602659211'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/521381940602659211'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://japonofilka.blogspot.com/2007/06/zaczarowany-wiat-hayao-miyazaki-czyli.html' title='Zaczarowany świat Hayao Miyazaki, czyli szczęśliwe japońskie dzieci'/><author><name>Margotka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06198730671965600248</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/-xlPTmR3bSB8/Tad0g02EBvI/AAAAAAAAA34/hI5e0uriXhE/s220/cz-b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RmFj13Ch_wI/AAAAAAAAABg/NQFe-Ze8PAs/s72-c/chihiro.png' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4944504084331537219.post-1824834283467809174</id><published>2007-05-31T20:31:00.001+01:00</published><updated>2008-12-10T03:20:00.476Z</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><title type='text'>Subtelny i nieco cierpki smak życia</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/Rl8jBHCh_vI/AAAAAAAAABY/UcwZ1DgaWjQ/s1600-h/chanoaji.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:20px 20px 20px 20px;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/Rl8jBHCh_vI/AAAAAAAAABY/UcwZ1DgaWjQ/s320/chanoaji.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5070810207418973938" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Smak herbaty"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;rok produkcji: 2004&lt;br /&gt;reżyseria, scenariusz i muzyka: Katsuhito Ishii&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głównymi bohaterami tego filmu są członkowie pewnej japońskiej rodziny. Z pozoru nie wyróżniają się niczym szczególnym: mieszkają w tradycyjnie zaaranżowanym domu we wsi Tochigi, niedaleko Tokio, pracują, śpią, jedzą - ludzie jak ludzie.&lt;br /&gt;Jednak bliższe spojrzenie na rodzinę Haruno zdradza, że nie jest ona taka do końca zwyczajna...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Mama Yoshiko&lt;/span&gt; (Satomi Tezuka) - rysowniczka anime. W chwilach wolnych od gospodarskich zajęć tworzy dziwaczne animacje przy kuchennym stole lub rozmyśla nad pozami bohaterów przy kolacji.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;br /&gt;Tata Nobuo&lt;/span&gt; (Tomokazu Miura) - psycholog zakładowy. Prowadzi terapie za pomocą hipnozy, czasami umila nią czas domownikom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Córeczka Sachiko&lt;/span&gt; (Maya Banno) - obdarzona dużą wyobraźnią ośmiolatka, usiłuje zgładzić nękającą ją halucynację w postaci "swojej wielkiej kopii".&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;br /&gt;Syn Hajime&lt;/span&gt; (Takahiro Sato) - przeciętny czternastolatek, przeżywający ciągłe rozterki miłosne. Nabawił się dziewczynofobii, myśli, że dziewczyny biją facetów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Dziadek Akira&lt;/span&gt; (Tomoko Nakajima) - ekscentryczny staruszek, uwielbiający tworzyć na poczekaniu cudownie absurdalne piosenki i odgrywać, ku uciesze wnuków, scenki z anime.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oprócz wyżej wymienionych domowników do najbliższej rodziny należą też bracia Nobuo:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Wujek Ayano&lt;/span&gt; (Tadanobu Asano) - dźwiękowiec, mieszka w Tokio. Totalny luzak. W weekendy odwiedza rodzinne Tochigi, żeby się trochę ponudzić.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;br /&gt;Wujek Todoroki Ikki&lt;/span&gt; (on sam) - artysta manga, straszny dziwak, nieodrodny syn dziadka Akiry. Uwielbia przeglądać się w lusterku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym filmie jest WSZYSTKO. Miłość, nienawiść, przyjaźń, zazdrość, śmierć, słońce, deszcz, metafizyka i absurd. Przez ponad 2 godziny trwania tego filmu (które mijają jak 10 minut) śmiałam się, płakałam, irytowałam i ciekawiłam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sama fabuła nie opowiada o niczym konkretnym, jest po prostu serią drobnych zdarzeń, drobnym wejrzeniem w intymny świat wyobraźni i marzeń każdego z bohaterów. A mimo tego, ten film jest sympatyczny i napawa niesamowitym optymizmem. Myślę, że twórca filmu chce w ten sposób pokazać, że życie jest piękne, właśnie dzięki temu, że każdy z nas jest inny. Że rodzina to siła, twoje miejsce na ziemi. Że wyobraźnia to coś, co warto w sobie pielęgnować. Że życie w ciszy, zdala od zgiełku, wcale nie jest nudne. Można tych interpretacji mnożyć a mnożyć...&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Film ten już po pierwszym obejrzeniu podbił moje serce i od razu wskoczył na szczyt listy moich "naj, naj, naj". Oglądam go, kiedy jest mi smutno, bo zawsze podnosi mnie na duchu. Chyba się od niego uzależniłam! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dodam jeszcze, że film ten ma tyle uroczych detali, że za każdym obejrzeniem odkrywam w nim coś nowego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polecam ten film gorąco wszystkim, nie tylko japonofilom. Obejrzyjcie i pokochajcie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/KCMCu8c1Uho&amp;hl=en"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/KCMCu8c1Uho&amp;hl=en" type="application/x-shockwave-flash" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;oficjalna strona filmu: &lt;a href="http://ttt-movie.com/"&gt;http://ttt-movie.com/&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4944504084331537219-1824834283467809174?l=japonofilka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://japonofilka.blogspot.com/feeds/1824834283467809174/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4944504084331537219&amp;postID=1824834283467809174' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/1824834283467809174'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/1824834283467809174'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://japonofilka.blogspot.com/2007/05/subtelny-i-nieco-cierpki-smak-ycia.html' title='Subtelny i nieco cierpki smak życia'/><author><name>Margotka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06198730671965600248</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/-xlPTmR3bSB8/Tad0g02EBvI/AAAAAAAAA34/hI5e0uriXhE/s220/cz-b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/Rl8jBHCh_vI/AAAAAAAAABY/UcwZ1DgaWjQ/s72-c/chanoaji.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4944504084331537219.post-3488591609478525420</id><published>2007-05-12T20:12:00.000+01:00</published><updated>2008-12-10T03:20:01.575Z</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ogólne'/><title type='text'>Reklama je dźwignią handlu ;)</title><content type='html'>Postanowiłam nieco rozreklamować swój blog i przygotowałam parę skromnych bannerów. Jeśli ktoś ma ochotę mnie zalinkować, to proszę się częstować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RkYV3wFzwBI/AAAAAAAAABQ/5Mv9iJEOYac/s1600-h/b2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:5px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RkYV3wFzwBI/AAAAAAAAABQ/5Mv9iJEOYac/s400/b2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5063758878570954770" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RkYUpQFzwAI/AAAAAAAAABI/QsFDluOBjIM/s1600-h/b3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:5px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RkYUpQFzwAI/AAAAAAAAABI/QsFDluOBjIM/s400/b3.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5063757529951223810" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RkYUbAFzv-I/AAAAAAAAAA4/WGF_HrH-K24/s1600-h/b1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:5px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RkYUbAFzv-I/AAAAAAAAAA4/WGF_HrH-K24/s400/b1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5063757285138087906" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4944504084331537219-3488591609478525420?l=japonofilka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://japonofilka.blogspot.com/feeds/3488591609478525420/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4944504084331537219&amp;postID=3488591609478525420' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/3488591609478525420'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/3488591609478525420'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://japonofilka.blogspot.com/2007/05/reklama-je-dwigni-handlu.html' title='Reklama je dźwignią handlu ;)'/><author><name>Margotka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06198730671965600248</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/-xlPTmR3bSB8/Tad0g02EBvI/AAAAAAAAA34/hI5e0uriXhE/s220/cz-b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RkYV3wFzwBI/AAAAAAAAABQ/5Mv9iJEOYac/s72-c/b2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4944504084331537219.post-2532506318379496005</id><published>2007-05-12T01:39:00.000+01:00</published><updated>2008-12-10T03:20:02.340Z</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kultura gejsz'/><title type='text'>Gejsza - wielka zagadka Orientu</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RkUNTgFzv9I/AAAAAAAAAAw/Ja1PwD-xbZQ/s1600-h/gejsza1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:25px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RkUNTgFzv9I/AAAAAAAAAAw/Ja1PwD-xbZQ/s400/gejsza1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5063467984730963922" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Głównym obszarem mojego zainteresowania Japonią jest kultura gejsz. Oczywiście, jest mnóstwo publikacji na ten temat, sama nieustannie gromadzę materiały w różnej formie. Jednakże, nie każdy ma tyle wytrwałości i pasji, aby drążyć ten temat, zaś wokół świata gejsz ciągle krążą różne, często nieprawdziwe i krzywdzące opinie. Dlatego postanowiłam przybliżyć nieco problem i stworzyć cykl artykułów tych niesamowitych istotach, unikalnych tworach japońskiej kultury i... pierwszych japońskich businesswoman :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zacznijmy od wyjaśnienia pewnej fundamentalnej kwestii:&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Gejsza NIE jest prostytutką.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zadaniem gejsz jest umilanie czasu gościom herbaciarni lub hoteli w uzdrowiskach. Jednakże nie seksualnych usług się od nich oczekuje, lecz zabawiania rozmową, tańcem, śpiewem. Dlaczego więc ich usługi są takie drogie? Może dlatego, że ten taniec i śpiew wymaga długich lat nauki i jest kultywowaną od stuleci sztuką, której posiadanie jest rzadkim atutem. Może dlatego, że gejsza, aby być piękną, potrzebuje bardzo drogich strojów i dodatków. A może po prostu dlatego, że towarzystwo gejszy z założenia jest rozrywką luksusową.&lt;br /&gt;Oczywiście gejsze to również kobiety i zdarza im się sypiać z klientami. Jednakże, na ogół nie robią tego dla pieniędzy. A jeśli nawet decydują się na dodatkową "fuchę" utrzymanki, to nie ma to nic wspólnego z jej rdzennym zawodem. Twierdzenie zatem, że gejsze trudnią się prostytucją, jest zatem tak samo prawdziwe, jak twierdzenie, że robią to polskie studentki. Już słyszę głosy oburzenia: "Jak to?!". A tak to, mili państwo, przecież popularne w Polsce jest zjawisko sponsoringu, dzięki któremu studentki dorabiają sobie na lepsze ciuchy. Nie jest to oczywiście masowe i na pewno nikt nie posądza z góry każdej studentki o kupczenie własnym ciałem. Dlaczego więc taki okrutny los spotyka gejsze?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przypuszczam, że ten oburzający stereotyp ma swoje korzenie nie w Japonii, ale właśnie w kulturze zachodniej. Profesja gejszy jest zawodem artystycznym. Na Zachodzie przez stulecia uważano, że kobieta-artystka jest kobietą nieprzyzwoitą, zhańbioną, równą w zasadzie prostytutce. Tak więc cudzoziemcy bywali w Japonii tak właśnie ocenili kobiety-artystki: podług własnej miary. A może to po prostu strach przed nieznanym i niezrozumiałym doprowadził ludzi Zachodu do tego absurdu?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz zajmijmy się kolejnym stereotypem dotyczącym Świata Kwiatów i Wierzb &lt;i&gt;(tak zwykło się określać świat gejsz: kwiat symbolizuje piękno i zmysłowośc, wierzba - giętkość i siłę)&lt;/i&gt;:&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Klientami gejsz są wyłącznie mężczyźni.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To nieprawda! Oczywiście przeważają wśród nich mężczyźni, ale nierzadko zdarza się, że przyjęcie z gejszami odbywa się w ramach uroczystości rodzinnych albo wręcz wyprawia się specjalne przyjęcia dla kobiet, na których pojawiają się gejsze. Czy to nie podważa dość mocno stereotypu nr 1?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejny nonsens:&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Gejsza jest młodą dziewczyną.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie jest to prawda. Gejsze mogą pracować nawet do sześćdziesiątki, jeśli tylko zachowują sprawność i dobry wygląd. Nie bez kozery mówi się, że jeśli chcesz odgadnąć wiek Japonki, to do tego, co oszacowałeś, dodaj 10 lat. Japonki bardzo dbają o wygląd i świeżość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świat Kwiatów i Wierzb jest niezwykły, skomplikowany i dość delikatny (ale jednocześnie silny i elastyczny jak wierzba). Postaram się w następnych artykułach przedstawić niektóre jego elementy (strój, makijaż, umiejętności artystyczne) w sposób bardziej zrozumiały dla przeciętnego gaijina ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4944504084331537219-2532506318379496005?l=japonofilka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://japonofilka.blogspot.com/feeds/2532506318379496005/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4944504084331537219&amp;postID=2532506318379496005' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/2532506318379496005'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/2532506318379496005'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://japonofilka.blogspot.com/2007/05/gejsza-wielka-zagadka-orientu.html' title='Gejsza - wielka zagadka Orientu'/><author><name>Margotka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06198730671965600248</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/-xlPTmR3bSB8/Tad0g02EBvI/AAAAAAAAA34/hI5e0uriXhE/s220/cz-b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RkUNTgFzv9I/AAAAAAAAAAw/Ja1PwD-xbZQ/s72-c/gejsza1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4944504084331537219.post-8563240398869421825</id><published>2007-04-27T13:27:00.000+01:00</published><updated>2008-12-10T03:20:02.711Z</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='humor'/><title type='text'>Amerykańskie dowcipy o Japończykach</title><content type='html'>Własnoręcznie tłumaczone przeze mnie z angielskiego, na potrzeby portalu &lt;a href="http://joemonster.org" target="_blank"&gt;joemonster.org&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Dlaczego Japonia przegoniła USA w technologiach?&lt;br /&gt;- Na 10 000 Amerykanów przypada 20 prawników, 40 księgowych i 70 inzynierów. Na 10 000 Japończyków przypada 1 prawnik, 3 księgowych i 400 inżynierów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RjHuwgFzv8I/AAAAAAAAAAo/qlwS5EfDtEw/s1600-h/divider_s.gif"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RjHuwgFzv8I/AAAAAAAAAAo/qlwS5EfDtEw/s200/divider_s.gif" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5058086373529206722" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;IBM w ramach eksperymentu zamówiło wyrób pewnych części u Japończyków. W specyfikacji napisali, że zaakceptują 3 wadliwe wyroby na 10 000 sztuk. W końcu nadesłano zamówiony towar. Do przesyłki załączony był list od wytwórców:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ciężko było nam, Japończykom, zrozumieć zasady amerykańskiego biznesu, ale się staramy. Wadliwe egzemplarze zostały specjalnie oddzielnie wyprodukowane i umieszczone w liczbie 3 w każdej partii 10 000 sztuk towaru. Mam nadzieję, że spełniliśmy wasze oczekiwania.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RjHuwgFzv8I/AAAAAAAAAAo/qlwS5EfDtEw/s1600-h/divider_s.gif"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RjHuwgFzv8I/AAAAAAAAAAo/qlwS5EfDtEw/s200/divider_s.gif" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5058086373529206722" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Podobno Japończycy bardzo interesują się zdobyczami zachodu, szczególnie tymi z USA. Można to wykorzystać w walce przeciwko potędze Japonii.&lt;br /&gt;Sprzedajmy im seriale telewizyjne takie jak "Ally McBeal" czy "J.A.G." i dopilnujmy, żeby miały dobrą oglądalność. Wszystkie japońskie dzieci, kiedy dorosną, będą chciały zostać prawnikami, a wtedy ten naród będzie skończony!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4944504084331537219-8563240398869421825?l=japonofilka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://japonofilka.blogspot.com/feeds/8563240398869421825/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4944504084331537219&amp;postID=8563240398869421825' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/8563240398869421825'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/8563240398869421825'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://japonofilka.blogspot.com/2007/04/amerykaskie-dowcipy-o-japoczykach.html' title='Amerykańskie dowcipy o Japończykach'/><author><name>Margotka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06198730671965600248</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/-xlPTmR3bSB8/Tad0g02EBvI/AAAAAAAAA34/hI5e0uriXhE/s220/cz-b.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_YaL7Tvc4kRs/RjHuwgFzv8I/AAAAAAAAAAo/qlwS5EfDtEw/s72-c/divider_s.gif' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4944504084331537219.post-6376078175280683775</id><published>2007-04-27T13:10:00.000+01:00</published><updated>2007-09-09T00:38:02.439+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sylwetki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Muzyka jak balsam i... równanie matematyczne</title><content type='html'>&lt;table&gt;&lt;tr&gt;&lt;br /&gt;&lt;td&gt;&lt;img src="http://img297.imageshack.us/img297/2672/ryuichisakamototz6.jpg"&gt;&lt;/td&gt;&lt;br /&gt;&lt;td&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Sakamoto Ryūichi&lt;/span&gt; (ur. 17.01.1952 w Tokyo) - wybitny japoński muzyk, kompozytor, producent nagrań i aktor. Ukończył Akademię Sztuk w Tokyo, specjalizując się w muzyce etnicznej i... elektronicznej.&lt;/td&gt;&lt;br /&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludziom Zachodu jest znany przede wszystkim jako kompozytor muzyki filmowej. Jakiś czas temu już odkryłam, że prawie wszystkie soundtracki, które chwyciły mnie za serce, były właśnie jego autorstwa. Skomponował muzykę do takich filmów jak: "Mały Budda", "Oczy węża", "Wichrowe wzgórza", "Pod osłoną nieba", "Appleseed", "Femme fatale", "Wysokie obcasy", "Love is the devil: szkic do portretu Francisa Bacona"... Jego najbardziej spektakularne sukcesy to muzyka do filmów: "Ostatni cesarz" i "Merry Christmas, Mr. Lawrence", w których wystąpił także jako aktor.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pan Sakamoto jest bardzo aktywnym i wciąż poszukującym artystą. Chociaż jego muzyka filmowa jest klasycznie europejska w formie, on sam rzucił się w wir komponowania muzyki elektronicznej, kiedy tacy giganci jak Vangelis czy Jarre stracili już dawno formę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest on też znany jako przeciwnik walki z prawami autorskimi, które sam uważa za przestarzałe i zbędne w epoce informacji. Jego ostatnie nagranie koncertowe, utwór "Radioactivity" nagrany w Sali Kongresowej w Warszawie z zespołem Kraftwerk, jest dostępny w sieci, aby każdy mógł pobawić się w remiksy. Brawo! Wreszcie prawdziwy artysta, który pokazuje, że liczy się twórczość, a nie kasa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tematy komponowane przez pana Sakamoto są liryczne i melodyjne, jednocześnie chłodne i wyważone. Ponoć do komponowania używa metod matematycznych: logiki i teorii grafów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niech w końcu przemówi muzyka, a nie słowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przygotujcie się na najpiękniejszą melodię jaka kiedykolwiek powstała - temat z filmu "Merry Christmas, Mr. Lawrence" (wykonanie z 1996 roku). Mogę słuchać tego utworu codziennie i mieć łzy w oczach za każdym razem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="350"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/YwkuS9FlB7M"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/YwkuS9FlB7M" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="350"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A to już bardziej współczesne dokonanie - utwór "War and Peace". Nie wiem, co to za album, co to za projekt, ale utwór piękny. Wykonanie z 2005 roku. &lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Warstwa "tekstowa" to pytania o sens pokoju i wojny: "Czy wojna jest nam tak potrzebna do życia jak woda?"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="350"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/tXHmx4U4dWs"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/tXHmx4U4dWs" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="350"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4944504084331537219-6376078175280683775?l=japonofilka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://japonofilka.blogspot.com/feeds/6376078175280683775/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4944504084331537219&amp;postID=6376078175280683775' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/6376078175280683775'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/6376078175280683775'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://japonofilka.blogspot.com/2007/04/muzyka-jak-balsam-i-rwnanie.html' title='Muzyka jak balsam i... równanie matematyczne'/><author><name>Margotka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06198730671965600248</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/-xlPTmR3bSB8/Tad0g02EBvI/AAAAAAAAA34/hI5e0uriXhE/s220/cz-b.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4944504084331537219.post-3320170049919140357</id><published>2007-02-22T09:58:00.000Z</published><updated>2007-05-12T13:17:04.735+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmy'/><title type='text'>Współczesne japońskie kino akcji, czyli fontanny juchy i szybkie cięcia</title><content type='html'>Przyznam się szczerze, że kiedyś nie lubiłam kina akcji. Wydawało mi się głupie i nudne. Przemoc w nich zawarta nie przerażała mnie ani nie skłaniała do refleksji, a jedynie irytowała. W końcu ile można oglądać Jankesów i Nigga wymachujących spluwami i goniących się drogimi brykami po autostradzie niszcząc tony żelastwa? Ohyda.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;(Oczywiście są chwalebne wyjątki, np. "Gorączka" Michaela Manna, ale nie w tym rzecz.)&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aż pewnego pięknego dnia zobaczyłam &lt;a href=http://imdb.com/title/tt0384819/&gt;"Azumi"&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img167.imageshack.us/img167/6969/azumiou8.jpg" border="0" alt="sliczna buzka w krwi bandyty umoczona" width=200 align=center/&gt;&lt;br /&gt;Azumi to zabójczyni. Mistrzyni miecza. Szybka, niebezpieczna i zabójczo skuteczna.&lt;br /&gt;Piękna i zwinna Ueto Aya stworzyła niezapomnianą kreację aktorską, choć miała wtedy zaledwie 18 lat. Brawo, Aya!&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Następny był film &lt;a href=http://imdb.com/title/tt0266308/&gt;"Battle Royale"&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img167.imageshack.us/img167/3047/battleroyaleep2.jpg" border="0" alt="" width=300 align=center/&gt;&lt;br /&gt;Prawda, że miłe i ładne dzieci? Ale te dzieci mają już po 15 lat i są bardzo niegrzeczne. Jeden z nich dźga nożem wychowawcę, cała klasa ucieka na wagary. Nazajutrz wybierają się na długo wyczekiwaną wycieczkę klasową. Osiadają na pięknej wyspie i dostają rozkaz wyrzynać się nawzajem tak długo, aż zostanie 1 osoba. Byle nie za długo, bo czas operacyjny gry wynosi 3 dni...&lt;br /&gt;Zabawa ta odbywa się za pełnym przyzwoleniem Ministerstwa Edukacji i rodziców, ma nauczyć dzieciaki moresu. Oby Giertych tego filmu nigdy nie zobaczył...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następną, odrębną pozycję zajmują filmy Takeshi Kitano: &lt;a href=http://imdb.com/title/tt0119250/&gt;"Hana-bi"&lt;/a&gt;, &lt;a href=http://imdb.com/title/tt0222851/&gt;"Brother"&lt;/a&gt; i &lt;a href=http://imdb.com/title/tt0363226/&gt;"Zatoichi"&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img507.imageshack.us/img507/8416/kitanonz4.jpg" border="0" alt="dziela Takeshi Kitano" width=500/&gt;&lt;br /&gt;To prawdziwe cacuszka i niezwykle pouczające filmy o yakuzie. Kitano to prawdziwy twardziel, który nie boi się nikogo, nawet będąc ślepym ("Zatoichi"), i prawie nic nie mówi, tylko działa. Trup ściele się tak gęsto, że jucha nie nadąża tryskać, do końca nie jesteś pewien, czy ktoś w ogóle przeżyje tę jatkę.&lt;br /&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;OK, czas na chwilę refleksji i może kilka słów wyjaśnienia, co w tych filmach jest takiego wyjątkowego. Bo przecież nie sztuka dodać fontanny krwi i dużo walk. Tarantino przecież to robi i jakoś daleko mu do Takeshi Kitano. Sądzę, że myśl zawartą w tego typu produkcjach japońskich można zawrzeć w tych kilku zasadach:&lt;br /&gt;1. Życie ludzkie ma nikłą wartość i może skończyć się lada chwila.&lt;br /&gt;2. Nikt nie jest superbohaterem, którego nie można zranić, zabić lub psychicznie zniszczyć.&lt;br /&gt;3. Śmierć trwa krótko.&lt;br /&gt;W myśl tych zasad japońscy filmowcy idą na całość i nie żałują realizmu. Bo przecież wiadomo, że po przecięciu tętnicy samurajskim mieczem krew tryska bardzo gwałtownie i musi obryzgać zabójcę. Bo przecież wiadomo, że po przecięciu tętnicy śmierć to kwestia minuty i nie ma czasu na wypowiedzenie wiekopomnych słów. Bo przecież wiadomo, że po machaniu mieczem przeciwko kilkunastu wojownikom człowiek się w końcu zmęczy i będzie słabiej się bronił.&lt;br /&gt;Szokujące? Paskudne? Być może. Ale warte naśladowania. Tarantino w "Kill Bill" (obu częściach) wreszcie pokazał, że zachód też tak może. Brawo, Quentin, już prawie Cię lubię.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;(BTW, ponoć Tarantino po obejrzeniu koreańskiego filmu &lt;a href=http://imdb.com/title/tt0364569/&gt;"Oldboy"&lt;/a&gt; zawołał: "To jest bardziej tarantinowskie niż wszystko, co do tej pory zrobiłem!". Strzał w dziesiątkę.)&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4944504084331537219-3320170049919140357?l=japonofilka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://japonofilka.blogspot.com/feeds/3320170049919140357/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4944504084331537219&amp;postID=3320170049919140357' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/3320170049919140357'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/3320170049919140357'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://japonofilka.blogspot.com/2007/01/wspczesne-japoskie-kino-akcji-czyli.html' title='Współczesne japońskie kino akcji, czyli fontanny juchy i szybkie cięcia'/><author><name>Margotka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06198730671965600248</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/-xlPTmR3bSB8/Tad0g02EBvI/AAAAAAAAA34/hI5e0uriXhE/s220/cz-b.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4944504084331537219.post-3552037314356761826</id><published>2007-01-26T15:04:00.000Z</published><updated>2007-01-29T19:06:19.087Z</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ogólne'/><title type='text'>ichi... ni... san... próba mikrofonu!</title><content type='html'>&lt;span style="font-size:130%;align:center"&gt;Witam was serdecznie, mili internauci!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Miło, że zawitaliście do mojego bloga i chcecie poczytać, co mam do powiedzenia światu.&lt;br /&gt;Na początek wyjaśnię pewną fundamentalną kwestię. Jestem przeciwna blogom, które nie mają motywu przewodniego, tylko jakieś pitu-pitu w stylu "miałam dziś 5 lekcji, na obiad były kotlety, nie lubię geografii".&lt;br /&gt;Tematem przewodnim mojego blogu jest "moja Japonia". Chciałabym tutaj dzielić się z wami tym, co przeczytałam, usłyszałam lub obejrzałam na temat Japonii. Śledzę z uporem maniaka wszelkie rzeczy z choćby niewielkim pierwiastkiem japońskim, nie wyłączając sukcesów japońskich sportowców.&lt;br /&gt;Mam nadzieję, że czytając moje wpisy ubawicie się trochę, nauczycie czegoś o Japonii lub, co jest najbardziej zalecane, przez konstruktywną krytykę w komentarzach nauczycie czegoś mnie.&lt;br /&gt;Miłej lektury!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4944504084331537219-3552037314356761826?l=japonofilka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://japonofilka.blogspot.com/feeds/3552037314356761826/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4944504084331537219&amp;postID=3552037314356761826' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/3552037314356761826'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4944504084331537219/posts/default/3552037314356761826'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://japonofilka.blogspot.com/2007/01/ichi-ni-san-prba-mikrofonu.html' title='ichi... ni... san... próba mikrofonu!'/><author><name>Margotka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06198730671965600248</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/-xlPTmR3bSB8/Tad0g02EBvI/AAAAAAAAA34/hI5e0uriXhE/s220/cz-b.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry></feed>
